Posty

Wyświetlanie postów z 2012

Rzetelne angielskie kryminały

Obraz
Kryminał kryminałowi nie jest równy i nie chodzi wcale o jakość, ale o kraj pochodzenia. Od kryminałów angielskich wymagam czegoś zupełnie innego niż od choćby skandynawskich (poza tym, że jedne i drugie maja być po prostu dobre - rzecz jasna). Przykładowo, w dziele szwedzkim wymagany jest lekko wymięty samotny komisarz policji, zagubiony w wielkim mieście, który smutki topi w alkoholu, życie prywatne nie układa mu się za dobrze (w porywach do wcale), chęci do życia ma niewiele, wątpliwości mnóstwo i nawet pogoda mu nie dopisuje. W kryminale z wysp brytyjskich natomiast niezbędne jest małe angielskie miasteczko, jakaś rezydencja, hektolitry gorącej herbaty, grzanki zjadane w fotelu przed kominkiem i co najmniej kilku zblazowanych arystokratów.

Szczęśliwie się złożyło, że oba angielskie kryminały, po które sięgnęłam w święta idealnie spełniły pokładane w nich nadzieje. Oba rozgrywają się mniej więcej w tym samym okresie (lata 80. lub początek 90., co można ustalić dzięki temu, że w ob…

Wesołych!

Obraz
Wesołych, spokojnych świąt, zabarwionych tą cudowną magią, która działa tylko raz w roku.

Myślałam, że zdążę przed Świętami z jeszcze jedna recenzją, ale zostałam zaskoczona - okazało się, że Wigilia jest już jutro... W chaosie ostatnich wydarzeń jakoś mi to umknęło. Nietypowe to dla mnie święta, spędzone na paczkach i pudłach, w pół drogi między dwoma domami. Opuszczamy mieszkanie dotąd wynajmowane, z którym się zżylismy, przenosimy się do nowego, bardziej naszego, ale tak naprawdę minie jeszcze wiele czasu, zanim naprawdę poczujemy się tam w pełni u siebie. Radość miesza się z niepewnością - jak to będzie. Wiele razy się już przeprowadzałam, ale zawsze do "domów tymczasowych", na rok, najwyżej dwa-trzy, a obecna przeprowadzka jest jakaś taka... na poważnie. Niezbyt szczęśliwie zbiegły się te przenosiny z końcem grudnia - święta przez to ucierpią, nie mamy choinki, nie pachnie pierniczkami, mam nadzieję, że uda mi się choć szczątkowo uchwycić ten niepowtarzalny nastrój i ni…

Droga do Wolf Hall

Obraz
Ta książka miała wszelkie szanse, żeby mi się nie spodobać.

Po pierwsze - temat. Bardzo lubię historię Tudorów, ostatecznie to jeden z bardziej działających na wyobraźnię okresów w historii Anglii. Jednocześnie jednak jest to okres najbardziej wyeksploatowany. Wszyscy wiedzą, jak to szło z żonami Henryka, ile jeszcze interpretacji można znieść.
Po drugie - styl. Książka napisana w czasie teraźniejszym ma u mnie (i jak zauważyłam, wielu innych czytelników) minus na wejściu. Do tego fabuła jest dziwnie niejednolita, poszarpana, duzo dialogów pozbawionych opisów, tak że trzeba się domyślać, który z bohaterów mówi którą kwestię.
Po trzecie - bohater. Tomasz Cromwell, królewski doradca. Czy naprawdę nie było postaci bardziej interesującej?
Po czwarte - oczekiwania. Nagroda Bookera, zachwyty na wielu blogach, od razu można spojrzeć na dzieło podejrzliwie...

Szanse może i miała, ale rezultat był całkiem przeciwny. Łyknęłam tę niemal siedmiusetstronicową cegłę jak młody pelikan i chcę więce…

Biblioteka przeprowadzkowa

Obraz
Aktualny stan mojej domowej biblioteczki... Przeprowadzka zbliża się wielkimi krokami. Jeśli ktoś się zastanawia - nie, okres około świąteczny to nie jest najlepszy moment na takie przedsięwzięcia, ale termin nie zależał od nas - musimy zwolnic dotychczas zajmowane mieszkanie do końca roku. Ostatecznie własne mieszkanie to nie jest taki zły prezent pod choinkę (nawet jeśli zorganizowanie tego prezentu kosztowało nas parę nowych siwych włosów). Nowy rok rozpoczniemy od remontu naszego nowego, a zarazem dość wiekowego gniazdka, co pewnie się przeciągnie, więc nie wiem, kiedy książkowe paczuszki zostaną rozpakowane i znów ustawione na półkach. Chwała niebiosom za kindla - dzięki niemu nie zostanę całkiem odcięta od lektury.

Salon Ciekawej Książki na gorąco

Obraz
Targi książki w Łodzi, czyli moim mieście, odbywają się dopiero po raz drugi i wyglądają dość skromnie w porównaniu z imprezą warszawską, którą też miałam okazję w tym roku odwiedzić.Cieszę się jednak, że są i mam nadzieję, że z każdym rokiem będą się rozrastać.

Zdecydowanie najciekawsza była oferta wydawnictw dziecięcych. Trzeba przyznać, że w ostatnich latach pojawiło się naprawdę wiele przepięknych publikacji. Wierzę, że są one również ciekawe pod względem treści, ale zapoznać się nie miałam okazji, natomiast wizualnie zachwycają bez wątpienia. Z radością wykupiłabym całe półki, żeby się nimi napawać w domu. Moim faworytem jest "Pinokio" z ilustracjami Roberta Innocentiego, wydany przez wyd. Media Rodzina.


Chociaż nigdy nie lubiłam tej historii, kupiłabym książkę dla samych ilustracji. Ceny książek dla dzieci niestety odstraszają. Rozumiem, że pięknie wydana książka musi kosztować, niemniej chwilowo pozostaje poza moim zasięgiem.

Zresztą potwierdziło się moje poprzednie s…

Przerwa w czytaniu

Obraz
Czytałaś? Naprawdę?   Ale ja teraz będę drzemać.  Właśnie tutaj...

Poe. Zbrodnia literacka.

Obraz
"A ma dusza z tego cienia, co komnatę zaległ wzdłuż,
Nie powstanie - Nigdy Już! 
("Kruk" E.A. Poe, tłum. Z. Przesmycki)

Mroczne i kręte ścieżki wyobraźni Edgara Allana Poego i zagadkowy koniec jego życia zainspirowały Jamesa McTeiguego do nakręcenia "Kruka". Film nazwano tytułem najsłynniejszego dzieła poety, a motyw czarnego ptaszyska przewija się w nim bardzo często.

"Kruk" oparty jest na faktach w sposób nader luźny, czerpie raczej z twórczości pisarza. Oto w ciągu ostatnich kilku dni jego życia (zapowiedź śmierci mamy już we wstępie, więc niczego nie zdradzam) Baltimore zostaje zaatakowane przez wyrafinowanego mordercę. Popełniane przez niego odrażające zbrodnie wyciągnięte są żywcem z opowiadań Poego. W rozwiązanie zagadki uwikłany zostaje nie tylko bystry inspektor, ale i sam pisarz. Zabawa w kotka i myszkę trwa na całego, jeden trup wskazuje (za pomocą literackich tropów) na inn…

Czy Chińczycy jedzą kaczkę po pekińsku?

Obraz
To właśnie ta książka, o której dwa wpisy temu pisałam, że ją tak dłuuugo czytałam. Ale wina leży tylko po mojej stronie, bo sama lektura świetna i warta polecenia. Nie jestem specjalną fanką kuchni chińskiej, przed lekturą niewiele o niej wiedziałam, ale ogólnie lubię czytać o Dalekim Wschodzie i chyba dlatego po nią sięgnęłam. Słusznie zrobiłam, bo Autorka pod pretekstem omawiania jedzenia zafundowała mi szaleńczą podróż po Państwie Środka, nie tylko geograficzną, ale i w czasie.

Fuchsia Dunlop wyjechała do Chin na stypendium - mające wiele wspólnego z polityką Chin, a zupełnie nic z kuchnią - w czasach, kiedy wjechać do tego kraju wcale nie było łatwo. Szybko jednak znudziła się zajęciami, na które miała uczęszczać. Zafascynowało ja za to chińskie jedzenie - a ponieważ była osobą, która zawsze lubiła gotować, doszła do wniosku, że to jest właśnie to, co chce robić profesjonalnie.  Rzuciła się więc w wir badań organoleptycznych - odwiedzając uliczne stragany, małe knajpki, uznane r…

Twardym trzeba być... Lub puchatym

Obraz
To mógłby być kolejny skamląco-marudzący mail o tym, że życie jest ciężkie. Mogłabym na przykład opowiedzieć Wam o tym, jak bardzo mój świat obrodził ostatnio w ludzi, Którzy-Wiedzą-Najlepiej. Zwłaszcza wiedzą najlepiej, jak wszyscy inni powinni się zachowywać (bo zachowują się źle i głupio). Zachowanie Nadludzi jest wzorcowe, rzecz jasna - co do tego nie mają żadnych wątpliwości. Błędów nie popełniają. Nigdy. Od robienia błędów są inni (w tej roli np. ja). Samokrytyka na poziomie zerowym, bo o co krytykować siebie, skoro można innych (chyba powinnam tu akurat wziąć z nich przykład i skończyć z samoudręczaniem). Znana z psychologii postawa "Ja jestem OK, Ty jesteś OK" jest dla nich kuriozum - właściwa jest postawa "Ja jestem OK, a wszyscy inni są głupi i się nie znają"...

Zamiast tego jednak, w ten szary listopadowy poranek opowiem Wam o tym, co sprawia, że moje życie jest lepsze. Oto moje trzy puchate Szczęścia:


Najdłużej - bo od 5 lat - jest ze mną królik, zwany …

Osobliwy dom pani Peregrine

Obraz
No, to sobie pomarudziłam w poprzednim wpisie, ze mnie żadna książka nie wciąga, a teraz pora to odszczekać. Zaczęłam czytać "Osobliwy dom..." jeszcze przedwczoraj. Wczoraj czytałam w nocy dopóki udało mi się utrzymać oczy otwarte. Skończyłam dziś po śniadaniu.

Nie jest to może absolutny ideał i wzór powieści, ale co z tego. Świetnie się czyta, pomysł jest "osobliwy" i frapujący, a akcja spełnia oczekiwania. Mocną stroną książki jest też jej nastrój. Stary odosobniony dom, skalista walijska wyspa, tajemnice z przeszłości, które powoli wychodzą na jaw... To jeden z niewielu przypadków, kiedy książkę wybrałam po okładce. Znalazłam ją na amerykańskim Amazonie i zafascynowało mnie zdjęcie na okładce (takie samo jak w wydaniu polskim), a w dodatku okazało się, że również treść ilustrowana jest podobnymi fotografiami. Po prostu MUSIAŁAM ją mieć, ale "mienie" nie oznacza czytania, więc powieść odleżała swoje w kątku. Dopiero ostatnio odkryłam, że…

Czas i okoliczności

Życie miało ostatnio zwolnić, ale jakoś nie zwolniło. Prawie mogłabym parafrazować Kukulską i śpiewać "im więcej czasu, tym mniej".  Więcej wolnego (teoretycznie) czasu skutkuje tym, że pojawia się natychmiast jeszcze więcej pilnych zadań do wykonania. No, bo przecież skoro mam tyle czasu, a te rzeczy czekają o dawna, to trzeba się za to zabrać. Poza zaległościami pojawia się cała masa nowych zobowiązań. Rezultat jest taki, że co rano budzę się z rozpaczliwą myślą, co dziś koniecznie muszę. Bardzo męczące to jest na dłuższą metę. Może potrzebuję jeszcze więcej czasu, jakiejś lektury uświadamiającej, że wcale nic nie muszę i magnezu w tabletkach...

Rezultat numer dwa jest taki, że ostatnio zupełnie nie czytam. Bardzo bym chciała, ale:
1) nie mam czasu
2) koncentracja na tekście czytanym jest zerowa (znacie to męczące uczucie, kiedy po przeczytaniu dwóch stron nie macie pojęcia, co się na nich działo?)
3) nie moge sobie jakoś znaleźć odpowiedniej lektury.

Mam pozaczynanych mnó…

Ostatni skok lamparta

Obraz
Ostatnio czuję się jak szczurek biegający w kółku, przebieram łapkami, przebieram, a kółko kręci się coraz to szybciej i czuję, że zaraz będę musiała wyskoczyć. Dla równowagi więc opowiem Wam o książce, która pozwoliła mi się zatrzymać, choć na krótką chwilę.

Giuseppe Tomasi di Lampedusa - nie byle kto, bo książę Palmy i Lampedusy - napisał w życiu jedną powieść. Pech chciał, że wydano ja dopiero rok po jego śmierci, więc nigdy nie dowiedział się, z jakim przyjęciem się spotkała. A uznano ją za arcydzieło i okrzyknięto najważniejszą włoską powieścią współczesną (niektórzy twierdzą, że to w ogóle jedyna prawdziwa włoska powieść) - doczekała się ponad stu wznowień w samych Włoszech, została też przetłumaczona na wiele języków. W 1963 r. (5 lat po pierwszym wydaniu) została zekranizowana przez Luchina Viscontiego, a film z jednej strony jeszcze bardziej rozsławił powieść, ale z drugiej, okrzyknięty również dziełem genialnym - nieco ją przyćmił.



"Il Gattopardo" - wydana po pols…

Muzyka na życiowe problemy. Bo nie samym słowem pisanym człowiek żyje.

Obraz
Popadam ostatnio w lekki obłęd. Zdaje się, że to takie chińskie przekleństwo - niech się spełnia twoje życzenia? Właśnie tego doświadczam. W pierwszej połowie roku miałam kryzys na tle "nic się w moim życiu nie zmienia". Zastój, stagnacja, marazm. Marudziłam i teraz mam. Druga połowa roku upływa mi na podejmowaniu decyzji życiowo ważnych i wprowadzaniu ich w czyn. Ślub wzięty, mieszkanie znalezione. Przed nami zabawy w kredytobranie. Jesteśmy zieloni w temacie, a ostatecznie chcemy się z jakąś instytucją związać na ćwierć wieku, więc decyzja prosta nie jest. Do tego dokłada się sporo problemów pobocznych i pomniejszych. Zdaje się, że trochę już osiwiałam, ale nie widzę, bo jestem ufarbowana ;) W każdym razie pobudki o trzeciej w nocy z huczącym w głowie hasłem "co robić?" stają się normą.

Muzyka może być środkiem magicznym. Ciężko mi się w dwie minuty podnieść na duchu lekturą, ale trwająca tyle piosenka potrafi zdziałać cuda.  Nie jestem fanką żadnych konkretnych …

Obejrzane - ekranizacja "Mnicha"

Obraz
Gotycka powieść grozy Matthew Gregory'ego Lewisa z XVIII wieku została zekranizowana przez Francuzów w 2011 r.* W roli tytułowej wystąpił Vincent Cassel.

Gdybym nie czytała powieści, film mógłby mi się spodobać. Niestety, twórcy zbyt daleko odeszli od pierwowzoru, żeby sprostać moim oczekiwaniom. Z powieści bądź co bądź przygodowej zrobili dramat, mocno przykrawając fabułę do tej konwencji. Postawili na główny wątek - mnicha Ambrozja wodzonego na pokuszenie - a i ten przycięli. Ambrozjo błyskawicznie przechodzi od postawy świętości do czynów okrutnych (acz za daleko nie zaszedł, w porównaniu z książką), a walka z namiętnością do Antonii nie zajmuje mu zbyt wiele czasu. Wątek Agnes zepchnięto daleko na drugi plan i skrócono do kilku krótkich scenek. Nieszczęsna Agnes skończyła jednak daleko gorzej niż w pierwowzorze literackim. Jej ukochany w filmie w ogóle nie występuje, nie wspominając prób ratowania biedaczki. Pominięto też cały wątek wyjaśniania tajemnic pochodzenia Ambrozja i…

Czytam klasykę! - "Stryj Silas" Joseph Sheridan Le Fanu

Obraz
Pora na kolejny (po "Mnichu") romans z wiktoriańską powieścią grozy. Czytać skończyłam wczoraj, ale nadal nie mogę przestać się zachwycać.
Dostałam coś innego niż oczekiwałam, bo przyznam, że spodziewałam się jakichś elementów nadnaturalnych, ale w tym wypadku "inne" oznacza "lepsze".

Joseph Sheridan Le Fanu kojarzył mi się tylko z "Carmillą" - skandalizującą (jak na swoje czasy, czyli drugą połowę XIX wieku) opowieścią o lesbijskiej wampirzycy. Nic dziwnego, że podejrzewałam także poczciwego 'stryjka' o obecność duchów, wampirów i innych dziwadeł, którymi się ludzie wtedy lubili straszyć. Nic z tego. "Stryj Silas" to kawał świetnej, całkowicie realistycznej, powieści wiktoriańskiej, której bliżej do dzieł Willkiego Collinsa niż Poego. Książka jest przyjemnie opasła, akcja toczy się leniwie, ale nastrój czającego się za rogiem niebezpieczeństwa nie opuszcza czytelnika ani na chwilę.

Główna bohaterką jest młodziutka Maud Ruthyn,…

Żona

Obraz
Dziś po raz kolejny krótka notka nieksiążkowa.
Ślub już za mną, wszystko się udało, dopisała nawet pogoda, choć od rana straszyła szarówką i deszczem. Po szaleńczym stresie w sobotę (nie myślałam, że to mnie będzie tyle kosztować) i kompletnie nieprzytomnej niedzieli (kiedy fizycznie i psychicznie czuliśmy się jak po występach na olimpiadzie, a nie w usc) wróciliśmy do rzeczywistości, która właściwie nie rożni się od tej sprzed miesiąca, tylko teraz mamy papier na takie życie ;)
Prawdę mówiąc, życie nie jest całkiem takie samo, bo przystąpiliśmy do aktywnego poszukiwania własnego M4. Mamy niewiele czasu, bo chcemy skorzystać z dopłat "Rodziny na swoim". Miodowy tydzień spędzamy na tour de Łódź, oglądając mieszkania, które są ładne i za drogie lub tanie i za brzydkie. Nie tracimy jednak nadziei, że wymarzone gniazdko gdzieś jednak za rogiem czyha. Proszę, kontynuujcie trzymanie kciuków :)




Telenowela na Jeżycach ("McDusia" M. Musierowicz)

Obraz
Cztery lata wierni czytelnicy Jeżycjady odczekali się na przyjazd Magdusi do Poznania. Ja też czekałam.  Oczekiwanie dłużyło mi się niemiłosiernie, zwłaszcza, że nowy tom zapowiadany był już w poprzedniej "Sprężynie", a i samo dziewczę wjechało na poznański peron w 2008 roku (wtedy rozgrywała się akcja ostatniego tomu).

Należę do tej frakcji wielbicieli "Jeżycjady", która uważa ostatnie tomy za - niestety-niestety - coraz słabsze. Brak w nich tego doskonałego dawniej wyczucia komizmu i trafnych obserwacji, które Autorka zastąpiła podwójną porcją moralizatorstwa i obficie podlała patosem. Krzewienie wartości dobra rzecz, ale pod warunkiem, że nie wsuwa się w powieści na plan pierwszy. Bohaterowie też coraz bardziej przypominają karykatury samych siebie -szczególnie irytują: święta Gabryjela z dzielną grzywką, wzór cnót wszelakich, i natchniony starzec ucieleśniony-wzorzec-staropolskich-mądrości Ignacy Borejko. Rozkoszne dzieci (Bobcio z pisankami czy Tomcio i Romci…

Zaganiana narzeczona

Nie dość, że zaganiana, to jeszcze dopadł ją katarek i stan podgorączkowy. A dopiero T. się podniósł po dwutygodniowym zapaleniu oskrzeli...

Do ślubu zostały 3 tygodnie. Sukienka jest, buty są, jest nawet płaszczyko-narzutka, wszystko kupione niezwykłym fuksem tego samego dnia, w trzech różnych miejscach, wszystko w przecenie. Brak pończoch, które się NA PEWNO nie podrą, brak odpowiedniej bielizny, której nie będzie widać spod lejącego materiału, trwają wątpliwości biżuteryjne. Umówiony makijaż próbny (niestety do samodzielnego make-upu talentów brak, czasem się dobrze umaluję, czasem nie, zależy to chyba od układu gwiazd, a w dzień ślubu, jak mi się będą trzęsły ręce, to raczej nie podołam). Do wybranego salonu fryzjerskiego spróbuję się dodzwonić jutro, jak nie będą mieli wolnego terminu, to nie wiem co, bo to jedyne miejsce, które nie odstraszyło mnie skutecznie swoją galerią stylizacji ślubnych (znalazłam je po tygodniowym przetrząsaniu czeluści internetu). Nie wiem, co zrobić z b…

Bardzo dobra wymówka

Obraz
Ostatnio nie mam czasu na pisanie na bloga, a co gorsza - w ciągu następnych kilku tygodni pewnie będę się pojawiać rzadko. Nie obrażajcie się i nie porzucajcie mnie :) Mam bardzo dobrą wymówkę.


Kilka dni temu spadło na mnie niespodziewane szczęście zorganizowania ślubu w pięć tygodni. Własnego ślubu. Decyzja była niespodziewana nawet dla samych zainteresowanych (kredyt mieszkaniowy z dopłatą = ślub dla pieniędzy, heh ;) ). Dobrze, że lubię wyzwania, bo inaczej usiadłabym i rozpłakała się rzewnie już przy próbie znalezienia wolnego terminu w usc. Okazuje się, że cały naród wpadł na pomysł wzięcia ślubu w październiku. Przy tym dysponujemy bardzo ograniczonymi finansami, więc rozwiązanie typu - iść do salonu i zakupić suknię za 4 tysiące - odpada. Zresztą styl a la księżniczka nie bardzo mi odpowiada. Jakby jeszcze było za prosto, to mogę dorzucić, że szczęśliwy narzeczony od 5 dni leży z temperaturą niemal 40 stopni... Położył go bakcyl, a nie wizja utraty wolności, niemniej trudno pr…

Czytam klasykę - Dżentelmen włamywacz

Obraz
Arsène Lupin mnie ominął.
Uchylił cylindra i obszedł szerokim łukiem.
Nie, no, nie o tym mówię :) Ominął mnie w postaci książkowej. Nie miałam okazji dotąd na niego trafić, choć oczywiście nazwisko było mi znane. Mam wrażenie, że część winy za naszą nieznajomość ponoszą wydawcy, bo pan Lupin jakoś nie miał szczęścia do publikacji w Polsce. Sherlock Holmes jest od lat odmieniany w księgarniach przez wszystkie przypadki. Mamy osobne książki, tomy częściowe, tomy zbiorowe, tomy mieszczące całą sherlockowatość w jednym i w ogóle. Jeśli ktoś w życiu nie czytał o przygodach słynnego detektywa, to chyba musiał się w tym celu specjalnie postarać. Tymczasem Arsène'a - jak na superwłamywacza przystało zresztą - łatwo przeoczyć, kiedy tak sobie skromnie stoi ukryty gdzieś za zasłonką i śmieje w garść z czytelnika właśnie obrabowywanego ze znajomości bardzo ważnej literackiej postaci. Czyżby polskie wydawnictwa bojkotowały zdolnego włamywacza jako osobnika stojącego po złej stronie mocy? Szk…

Totalny chaos

Obraz
...panuje w mojej głowie. Nie mogę się jakoś skupić na niczym, czytam na raz dużo, tak dużo, że aż nie jestem w stanie się doliczyć pozaczynanych książek. I żeby one chociaż złe były, ale nie, są ciekawe, a jedna to niepodważalne arcydzieło. I co z tego, zamiast kontynuować, sięgam po następną. Kończy się na tym, że włączam laptopa i oglądam jakieś byle co, np. programy tvn na tvn player. Takiej skomasowanej dawki telewizji już od dawna nie przyswoiłam - od jakichś 7 lat żyję praktycznie bez telewizora (w tym okresie przez 1,5 roku miałam pudło, ale nie używałam). A wczoraj zakończyłam wieczór oglądaniem po raz siedemnasty "Finding Nemo" w oryginale. I nawet nie mogę się usprawiedliwiać przed sobą, że to dla nauki języka, bo teksty z tej bajki znam na pamięć...

Chwilowo mogę więc zrecenzować tylko zaległą, przeczytaną kilka tygodni temu "Fabrykantkę aniołków" Lackberg.



Kto czyta moje recenzje, ten wie, że nie jestem wielbicielką tej kryminalnej sagi, ale jak ktoś …

Blaski i cienie podróży w czasie

Obraz
Wydawnictwo Prószyński i S-ka powinno wydać poradnik na temat tego, jak dobrze ukryć kawał świetnej powieści pod koszmarną okładką. Chociaż w jakim celu je ukrywają, nie mogę pojąć. Gdyby ktoś mi nie wetknął powieści do ręki i nie zmusił do czytania, nawet bym na nią nie spojrzała. To, co "Księga sądu ostatecznego" ma na wierzchu, woła o pomstę do autorki. Na miejscu Connie Willis powiedziałabym projektantowi coś do słuchu. Na pociechę i zachętę okładka angielska (też nie idealna, ale wygląda jakby estetyczniej).


Od okładki "Nie licząc psa" też bolą zęby, ale chociaż ma coś wspólnego z treścią, więc wybaczyć łatwiej.
Connie Willis stworzyła kilka powieści o podróżach w czasie, luźno połączonych miejscem akcji i bohaterami. Cykl jest niedługi, liczy 3 tomy*, które można czytać całkowicie niezależnie od siebie. Każda z powieści została nagrodzona - dwie otrzymały zarówno nagrodę Hugo, jak i Nebuli, trzecia "zaledwie" Hugo. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że to …

Tajemnica w amerykańskim miasteczku

Obraz
Książki Marthy Grimes ukazały się w Mrocznej Serii wydawnictwa WAB, ale krwistego kryminału nie należy się spodziewać. Za to wciągającej zagadki, uroczej bohaterki i nastroju leniwego popołudnia - owszem.

Dawno temu w domu sióstr Devereaux wydarzyła się tragedia. Mała dziewczynka, Mary-Evelyn, wypłynęła samotnie łódką na jezioro i utonęła. Kilkadziesiąt lat później, inna dziewczynka buszuje po opuszczonym domostwie, gdzie meble, ubrania i zabawki Mary-Evelyn pozostały nieruszone, i próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę stało się tamtej nocy? Kim  była dziewczynka, kim były trzy stare panny Devereaux, dlaczego doszło do tragedii?

Bohaterka "Hotelu Paradise" i "Stacji Cold Flat Junction" ma 12 lat, jest bystra, wścibska i zdeterminowana. Nie ma żadnych nadzwyczajnych umiejętności, a jedynie ciekawość świata. No i może zdolność do konfabulacji i szybkiego nawiązywania kontaktów. Emma staje się naszą przewodniczką nie tylko po domu sióstr Devereaux, al…