Czas i okoliczności

Życie miało ostatnio zwolnić, ale jakoś nie zwolniło. Prawie mogłabym parafrazować Kukulską i śpiewać "im więcej czasu, tym mniej".  Więcej wolnego (teoretycznie) czasu skutkuje tym, że pojawia się natychmiast jeszcze więcej pilnych zadań do wykonania. No, bo przecież skoro mam tyle czasu, a te rzeczy czekają o dawna, to trzeba się za to zabrać. Poza zaległościami pojawia się cała masa nowych zobowiązań. Rezultat jest taki, że co rano budzę się z rozpaczliwą myślą, co dziś koniecznie muszę. Bardzo męczące to jest na dłuższą metę. Może potrzebuję jeszcze więcej czasu, jakiejś lektury uświadamiającej, że wcale nic nie muszę i magnezu w tabletkach...

Rezultat numer dwa jest taki, że ostatnio zupełnie nie czytam. Bardzo bym chciała, ale:
1) nie mam czasu
2) koncentracja na tekście czytanym jest zerowa (znacie to męczące uczucie, kiedy po przeczytaniu dwóch stron nie macie pojęcia, co się na nich działo?)
3) nie moge sobie jakoś znaleźć odpowiedniej lektury.

Mam pozaczynanych mnóstwo książek i jakoś żadnej nie mogę skończyć. (Jedną mi się w bólach udało, a czytałam ją dłuuuugo i recenzja się niebawem pojawi). Czytam sobie listy Lema i Mrożka, które są fenomenalne i wcale nie chcę, żeby się kończyły, więc w tym przypadku zwlekanie jest uzasadnione. Ale równolegle wiele innych zaczynam i odkładam. Zamierzam kontynuować, ale jakoś nie kontynuuję. Chciałabym, żeby coś mnie porwało od pierwszej strony, żebym nie mogła odłożyć książki, żebym liczyła minuty do tego momentu, kiedy będę mogła wrócić do czytania. Takie książki niestety zdarzają się znienacka i nie wtedy, kiedy byśmy chcieli. Patrzę na moje gigantyczne stosy oczekujące i wiem, że ten zasysacz pewnie gdzieś jest, ale tak na pierwszy rzut oka, to żaden nie rokuje. A na lekturę wymagającą skupienia i cierpliwości, to jakoś teraz nie mam cierpliwości.

W ogóle ostatnio książki przestają mnie cieszyć. Przerażające wyznanie na blogu książkowym, prawda? Byłam sobie w antykwariacie, w którym na półkach stało wiele książek, które chętnie bym przeczytała, np. 'Ludzie księgi' G Brooks. I tak sobie pooglądałam i stwierdziłam, że jak mam przynieść do domu kolejny stos, który zalegnie w kącie i odczeka 5 lat na czytanie, to chyba mi się nie chce. I wyszłam z pustymi rękami. Żadnej radości na myśl, że one będą moje, że będę sobie mogła głaskać po okładkach, ustawiać, przestawiać, wąchać i podziwiać. Przesyt chyba nastąpił.

Zresztą, w związku z czekającą mnie wkrótce przeprowadzką planuję zrobić poważną czystkę w moich zbiorach. Chciałabym zabrać tylko te książki, z którymi nie potrafię się rozstać, no i te nieprzeczytane. Reszta, czyli te "przeczytałam, było miło, i jakoś tak się została na półce", pewnie wylądują na allegro. To nie są łatwe rozstania, no i czasem popełnia się błędy. Przy poprzedniej czystce np. sprzedałam pierwszy tom o Emmie Graham Marthy Grimes i będę musiała go sobie odkupić, bo po przeczytaniu dwóch dalszych doszłam do wniosku, że Emma - mimo młodego wieku - jest osobą, którą chce się mieć blisko. A jej senne amerykańskie miasteczko to też miejsce, do którego chce się wracać. Są też książki, co do których nie mam wątpliwości, że nie oddam za nic w świecie, np. biografia sióstr Bronte i ich powieści. Wielki tom przygód Sherlocka Holmesa. Autobiografie Agathy Christie, Joanny Chmielewskiej, Julii Child. Powieści Jane Austen, oczywiście. Z powieści np. moje ukochane "Kroniki portowe" A. Proulx. Macie też takie książki, których będziecie bronić jak niepodległości? :) Ja np. z Mankellem już mam problem. Bo uwielbiam, ale już czytałam, wiem, jak się skończy, więc nie wiem, czy kiedyś wrócę, no a w razie gdyby mnie przycisnęło, to łatwo w bibliotece znaleźć. O ewentualnej allegrowej wyprzedaży dam znać na blogu.

Komentarze

  1. Tak jak Ty bym zostawiła Jane Austen i siostry Bronte. Dodam do tego Elizabeth Gaskell i Arturo Perez - Reverte. Harry Potter, Kate Morton, Sapkowski, też ma zagwarantowane miejsce na półce. Ale jak tak patrzę, to dużo by pewnie powiędrowało na allegro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harry Potter też na pewno zostanie :) Sapkowskiego mam tylko Narrenturm, które bardzo lubię, ale nie wiem, czy aż tak bardzo, muszę pomyśleć. Pereza-Reverte uwielbiam, ale nie mam na własność ("Klub Dumas" chętnie bym zakupiła i może 'Szachownicę Flamandzką" - te dwie to moje ulubione). A znajomość z Elizabeth Gaskell jeszcze przede mną :)

      Usuń
  2. Tak, mam ksiazki, ktorych nie oddam za nic na swiecie, ale nie jest ich az tak wiele. Czystki w mojej biblioteczce robie regularnie i dobrze mi z tym. Zazwyczaj konczy sie to tym, ze zdobyte fundusze znowu lokuje w ksiazkach, ale to juz inna historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby też robię czystki, ale pozbywam się książek, które mi zdecydowanie nie przypadły do gustu i typowych "jednorazówek". Z takimi, które mi się podobają, już gorzej, nawet jeśli wydaje mi się, że nigdy do nich nie wrócę. Zawsze po chwili wahania decyduję, że niech sobie postoi, potem zdecyduję...
      A fundusze zdobyte w ten sposób zdecydowanie należy przeznaczyć na książki ;) W końcu czymś te ubytki na półkach trzeba zapełnić...

      Usuń
  3. W każdej sytuacji broniłabym książek Joanny Chmielewskiej, Doroty Terakowskiej, Agathy Christie, L. M. Montgomery. Myślę, że jeśli zastanowiłabym się głębiej znalazłoby się coś jeszcze. Na pewno nie oddałabym takich książek: "Tajemniczy Ogród", "Mały Lord", "Mała Księżniczka", "Tajemniczy opiekun", "Pollyanna" czy "Dzikuska".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Montgomery tez nie oddam, Chmielewskiej też nie, choć jej książki czytałam tyle razy, że obecnie leżą na smętnym zakurzonym stosie, na dole regalu i czekają, aż mi wylecą z pamięci. To może zająć z 15 lat... A. Christie lubię, ale mam tylko jej autobiografię, resztę wypożyczam z bibliotek, jak mnie chęć najdzie. No a klasyki dziecięcej też bym się nie potrafiła pozbyć, ale mam dobry pretekst, bo niedługo trafia do dziecinnego pokoju ;)

      Usuń
  4. To witam w moim świecie!
    Blog funkcjonuje jedynie dlatego, że w soboty zamykam się w domu i nie ma mnie dla nikogo, a co za tym idzie, mam chwilkę na napisanie czegoś w stylu recenzji.
    Niestety, moje czytelnictwo spada, książek pozaczynanych mam...14 (przed chwilką policzyłam!) i jak na razie żadnej skończyć nie mogę,jednak ta ostatnia rokuje zmiany. Ale to chyba dlatego, że w takich chwilach Makuszyński zawsze działa:) Dlatego polecam, może Tobie też pomoże?:)
    Oddawać nie lubię strasznie, potem mam wyrzuty sumienia ogromne, a jeszcze jak się okazuje, że jednak wróciłabym do niej... To dopiero jest dramat! Lecz powolutku kompletuję listę, co oddać. Zapewne będą cięcia w kryminałach i tej tzw. "literaturze kobiecej", której namnożyło się u mnie nie wiadomo kiedy (a połowa niestety nie nadaje się do wielu rzeczy, a już na pewno nie do wracania do niej). Jednak i to musi minąć.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z 14 książkami to przebiłaś mnie chyba :) Makuszyńskiego słucham właśnie nw audiobooku (to jeden z trzech rozpoczętych audiobooków).
      Ja zauważyłam, że chwila oddawania książki jest co prawda okropna, ale po fakcie w ogóle tego nie żałuję, a często nawet zapominam, że taką pozycję miałam. Od czasu do czasu niestety zdarzy się jednak błędny wybór. Dlatego dobrym rozwiązaniem byłoby odłożenie książek do oddania do pudła i trzymanie ich tam przez np. pół roku i dopiero wtedy podjęcie ostatecznej decyzji. Tylko trzeba mieć jeszcze miejsce na trzymanie takiego pudła ;)

      Usuń
    2. Melduję, że książek jest już 13 (Makuszyńskiego pożarłam) i kolejna idzie na "rzeź" - Dorian Gray pochłania mnie całkowicie. Słowem: siły witalne wracają:)
      Co do oddawania - właśnie, właśnie... Ale ostatecznie przy tych gorszych wyborach, można sobie jeszcze raz takową książkę kupić...(tylko kwestia, czy się ma fundusze)

      Usuń
  5. Coraz mniej jest takich ksiazek i to smutne. Pamietam, ze kiedys, bedac biedna bibliotekarka kupowalam tylko ksiazki o ktorych WIEDZIALAM, ze bede do nich wracac. Ostatnio naprawde coraz rzadziej takie znajduje. Na pewno Penelope Fitzgerald. Jane Austen. Salley Vickers. Dickens, siostry Bronte. Nancy Mitford. Ostatnio znalazlam wzmianki o Barbarze Pym, musze ja sprawdzic, bo to jedna z niewielu pisarek ktore BYC MOZE rzeczywiscie zasluguja na miano "wspolczesnej Austen". To wstyd, jak sie naduzywa tego okreslenia. Nie wystarczy pisac o milosci i wysilac sie na humor zeby zasluzyc na takie porownanie...
    Na przelamanie kryzysu czytelniczego polecam powrot do ksiazek dziecinstwa. Tych ukochanych, zaczytanych. To nic ze nowe czekaja. Czasem trzeba wrocic do starych przyjaciol. Jezeli jestes zalatana to moze audiobooki? Teraz sa te nowe platformy, Virtualo, Audeo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kiedyś kupowałam tylko takie, o których wiedziałam. I staram się wrócić do tego zwyczaju. Wystarczy jeśli np. 80% moich zakupów byłoby takimi pewnikami, a pozostałe 20% spontanicznym szaleństwem. Ostatnio bywało odwrotnie. O Barbarze Pym nie słyszałam, ale mnie zaciekawiłaś.
      Audiobooki tez mam pozaczynane :) Trzy... Powrót do książek dzieciństwa na ogół działa, ale tym razem mam ochotę na coś nowego i nieznanego, co mnie porwie i zaskoczy. Na szczęście wczoraj wygrzebałam najbardziej obiecującą książkę w stosie i całkiem mnie wciągnęła. Nie jest to może ideał, ale w jeden wieczór przeczytałam połowę, a to już coś :)

      Usuń
  6. Nie mam może jakiejś gigantycznej ilości książek, ale sporo i jeszcze dużo nieprzeczytanych, nie lubię się pozbywać żadnych, ewentualnie w drodze wyjątku ogromnego. Nawet jak to jest jednorazowe czytadło - bo na przykład wygrane w konkursie, "pamiątkowe".
    Zaczętych mam, niech policzę...a z siedem... z czego niektóre niedawno, inne dawno temu.
    Bardzo rzadko wracam do już przeczytanych, choć nie powiem, ostatnio mam ochotę, ale to do takich młodzieżowych raczej mnie ciągnie z sentymentu. I chodzi po głowie, że dawno nic do KMC nie napisałam ;-)
    Czasu też mam niby dużo, a mało. generalnie jestem słabo zorganizowana.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się właśnie staram przestawić na patrzenie bardziej użytkowe na książki. Żadnych sentymentów ;) Pozbywam się nawet prezentów. Żeby zrobić miejsce na nowe prezenty ;)
      Do KMC proszę natychmiast napisać :) Choć ja też się ostatnio opuściłam...

      Usuń
  7. Jesteś bardzo niedobra, przez Ciebie zaczęłam szperać po allegro i szukać Marty Grimes i nawet znalazłam, a w portfelu pustki, i co teraz? Na półkach też luzu nie ma, wcale nie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. W ogóle zmieniłam nastawienie do swojej biblioteczki i jej większą część traktuję jako przechodnią.
    Zastanów się tez nad finta.pl :) Na allegro trudno się książki sprzedaje i trzeba bulić nawet jak się nie sprzeda, a finta jest teraz dla mnie miejscem, gdzie zdobywam nowe tytuły, a oddaję te, których nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podpowiedź. Finta.pl obiła mi sie o uszy, ale nigdy nie korzystałam, na pewno sprawdzę :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)