Posty

Wyświetlanie postów z 2014

Rasowe angielskie zbrodnie

Obraz
Rasowe angielskie zbrodnie, jak wszyscy wiedzą, są popełniane na wrzosowiskach przy posępnym wyciu wiatru i w strugach zacinającego deszczu. Inaczej się nie liczy.


Martha Grimes ma ogromny talent, jeśli chodzi o odmalowywanie dramatyzmu ukrytego w angielskim klimacie. Kolejna książka z serii o Richardzie Jurym zdecydowanie to potwierdza (o poprzednich pisałam TU i TU, nie czytałam jeszcze, niestety, "Zajazdu Jerozolima"). Czytając książki z tej serii, zawsze czuję się zmarznięta i zmoknięta :) Na szczęście są ciepłe puby, często zaopatrzone w kominki, więc i cieplej tam, i weselej, szkoda że pod murem na ogół jakiś trup się poniewiera.

Klimat klimatem, ale fabularnie jest to moim zdaniem słabsza od poprzedniczek pozycja. Akcja straszliwie się mota, żeby dojść do prostego rozwiązania o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa psychologicznego - niestety. Czytało mi się dość przyjemnie nawet, ale po przewróceniu ostatniej strony poczułam się zawiedziona.

Autorka zaczyna z grubej …

Living Next Door To Alice

Obraz
W książkach Chmielewskiej, w których występuje Alicja Hansen, nie jest ważna fabuła. Alicja jest ważna, li i jedynie. Postać wzorowana na rzeczywistej przyjaciółce pisarki, pełna wad, ale uwielbiana. Gościnna do szaleństwa, bałaganiara do obłędu. W jej domu nieustannie ktoś pomieszkuje, często po kilka osób jednocześnie. Zarówno przyjaciele pani domu, zapraszani, jak i osoby postronne, które pojawiły się przypadkiem, a także chętni do wykorzystania dobrej woli gospodyni. Poza ludźmi dom wypełniony jest też przedmiotami. Górami przedmiotów, zwłaszcza papierów, ceramiki i akcesoriów ogrodniczych. Ogrodnictwo i ceramika to pasje Alicji, a papierów nie pozwala wyrzucać bez przejrzenia, a przejrzeć nie ma czasu - od lat. Wśród tych stert gubi się mnóstwo innych rzeczy i w  rezultacie dom przypomina trochę skarbiec, a trochę śmietnik. Odnaleźć w nim można rzeczy niebywałe, a to skarby po przodkach, a to... ludzkie zwłoki.

Joanna, alter ego autorki, przybywa w gościnę do Alicji, dość szybko…

Wsi spokojna, wsi wesoła... ("Wnuczka do orzechów" - Małgorzata Musierowicz)

Obraz
Przetrzymała mnie Autorka okrutnie w oczekiwaniu na dwudziesty tom Jeżycjady. Zapowiedź "Wnuczki do orzechów" pojawiła się już w poprzednim tomie, "McDusi", który ukazał się w październiku 2012 r. I tak sobie czekałam i czekałam, tracąc powoli nadzieję na doczekanie się*. A jednak stało się, "Wnuczka..." wyszła i pobiegła prosto w me ramiona ;) Zaczęłam czytać wczoraj wieczorem, wbrew planom zarywając część nocy, skończyłam dziś rano.




Wyjaśniam od razu, że jestem nieuleczalną fanką Jeżycjady. Więc nieważne, jak bardzo pogarszać się będzie jakość kolejnych tomów, nieważne, jak bardzo będę narzekać na tzw. Neojeżycjadę, i tak będę sięgać po kolejne tomy, będę je czytać, będę narzekać, a potem wytrwale czekać na następne. Wykreowani przez Małgorzatę Musierowicz bohaterowie już dawno przestali być dla mnie postaciami literackimi - są ludźmi z krwi i kości, odwiedzam ich z każdym kolejnym tomem jak dawno niewidzianych znajomych, pomimo że dorobili się ostatnio…

Duma, uprzedzenie i zbrodnia

Obraz
Uwielbiam powieści Jane Austen - nikogo chyba nie zaskoczę tym stwierdzeniem - a najbardziej "Dumę i uprzedzenie". Czytałam ją wielokrotnie, oglądałam (też nie raz) ekranizacje: serial z 1995 r. i wersję z Keirą Knigtley, znam całą historię na pamięć. Niestety stwarza to pewien problem - mam ochotę wrócić do świata Lizzie Bennet, do Pemberley, do wszystkich tych miejsc wykreowanych przez pisarkę, ale jednocześnie przeczytać coś nowego na temat bohaterów. Jednak dalsze ciągi stworzone przez innych pisarzy mnie odrzucają - nawet nie próbuję po nie sięgać, bojąc się srogiego rozczarowania (raz jedyny koleżanka wepchnęła mi w ręce sequel - nie Austen co prawda - "Tajemniczego ogrodu" i było to doświadczenie nader bolesne... ale krótkie, bo zdzierżyłam tylko dwa rozdziały trywializowania ulubionej książki z dzieciństwa).

Nawiasem mówiąc, czytałam ostatnio biografię Jane Austen pióra nieocenionej Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej (polecam!), która twierdziła, że pisarka…

Łatwa nauka trudnych słówek na dwa sposoby - cz. 2

Obraz
To mój najnowszy zakup, długo za mną chodził i wreszcie się skusiłam. Słownik obrazkowy wbrew pozorom nie jest przeznaczony wcale dla najmłodszego użytkownika, ale oglądając go czuję się trochę jak dziecko. Jest bardzo ładnie zilustrowany, ogląda się z przyjemnością, słówka też poczytuję z zainteresowaniem, choć nie twierdze, że szalenie potrzebuję do szczęścia takich terminów jak "wąż odmulający" czy "graniatka" (elementy urządzenia wiertniczego). Są tu jednak także przydatniejsze (dla mnie) słówka. Dobrze się sprawdza, jeśli szuka się obcej nazwy, nie znając zarazem polskiej. Poza tym słowo zilustowane o wiele łatwiej wryje się w pamięć, przynajmniej mnie. Ilustracje uporządkowane są według kategorii (m.in. jedzenie i kuchnia, dom, ubiory, nauka, sport i gry). Dostępny jest też pełny słownik, zaawierający 20 tys. haseł, ale co za dużo, to niezdrowo - nawet w wersji podręcznej (10 tys. haseł) jest mnóstwo terminów, których nigdy nie użyję.



Teraz kusi mnie jeszcze…

Łatwa nauka trudnych słówek na dwa sposoby - cz. 1

Obraz
Pisałam jakiś czas temu o fiszkach do nauki języka hiszpańskiego, teraz przyszedł czas na podrasowanie angielskiego, bo dostałam cztery interesujące pudełeczka dla osób średniozaawansowanych i zaawansowanych w tym języku. Pudełeczka są bardzo poręczne, zmieszczą się do kieszeni i małej torebki, łatwo je wszędzie ze sobą zabrać, dzięki czemu można zagospodarować nimi czas wolny w podróży lub na spacerze z maluchem (chociaż w tym drugim przypadku raczej już nie zdarza mi się mieć wolnego, bo dziecię weszło w burzliwy okres zabaw piaskownicowych).


W każdym pudełeczku są dwie przekładki: "Nauka" i "Umiem", dzięki czemu można bawić się z sobą samym w quiz językowy, z braku lepszych rozrywek. Fiszki z słówkami do "naumienia" odgradzamy przekładką "Nauka", a "naumiane" chowamy za "Umiem" (i puchniemy z dumy, jak dużo opanowaliśmy...).


Pudełeczko pierwsze to zestaw "Amerykański kontra brytyjski". Jak łatwo się domyślić, po …

Retro romans na upały

Obraz
Nawet podwójne retro, bo akcja toczy się dwutorowo, w wieku XIX i współcześnie - a że książka została napisana w 1969 r., to ta współczesność jest już też nieco w klimacie vintage ;)

Lekki romans kostiumowy, coś do zgarnięcia z bibliotecznej półki w drodze do parku i przeczytania na ławce pod drzewami. Ja w ten sposób właśnie weszłam w jego posiadanie - majaczyło mi się gdzieś w pamięci nazwisko Autorki, więc postanowiłam zapoznać się z nią bliżej. Chociaż miałam chwilę wahania przez okładkę - zabójczo dosłowną. W tytule klawikord i róża, więc na okładce mamy... klawikord i różę. A w tekście pannę Walentynę i tajemniczego Liberatora, więc na okładce... sami już wiecie.


Fabuła jest prosta, tajemnicy łatwo się domyślić, ale to jednak przyjemna lektura - z gatunku bardzo lekkich. W latach 60. XX wieku bohaterką jest Wala, która imię otrzymała po dalekiej przodkini, Francuzce Valentine. Wala dochodzi do siebie po wypadku samochodowym - przebywa pod opieką przyjaciółki i jej rodziny, częst…

Dezorientacjonista szuka Boga

Obraz
No, dobra, może nie jestem neurotyczną Amerykanką pochodzenia żydowskiego, ale z Autorem mogę się identyfikować. Wymyślił dla siebie nową kategorię religijną (dla mnie jak znalazł): dezorientacjonizm.

"Dezorientacjoniści, jak sama nazwa wskazuje, są komplenie zdezorientowani w kwestiach dotyczących Boga i religii. (...) Podnosimy ręce i wołamy ku niebu: "Nie mamy zielonego pojęcia, jakie są nasze poglady religijne. Nie wiemy nawet, czy w ogóle jakieś mamy, ale jesteśmy otwarci na niespodzianki i wierzymy - albo raczej: żywimy nadzieję - że nasze życie ma jakiś głębszy sens."" (s. 10)

Eric Weiner postanawia wziąć sprawy we własne ręce i poszukać wśród licznych religii tego jedynego, właściwego Boga.

"BDPM (Biały Młody Dezorientacjonista Płci Męskiej)młody duchem, otwarty, ciekawy Boga, pozna wszechwiedzące bóstwo w celach rozrywkowych i nie tylko. Ja: zabawny, ujmująco znerwicowany; kocham książki i torby; lubię się przyglądać; liczę na coś więcej. Partner: ws…

Kto się boi złego wilka

Obraz
Porażające.
Zakupiłam na przyszłość dla córy, ze względu na ilustracje Innocentiego. Książka składa się przede wszystkim z obrazków, tekst jest bardzo oszczędny, występuje w postaci pojedynczych zdań ujętych w ramki. Stara bajka została uwspółcześniona - lasem jest tu metropolia, zamiast ciemnych zagajników są zasprejowane podwórka i podziemne przejścia, a szakale i wilki mają ludzkie twarze.

Nie myślałam, że można kogoś przestraszyć bajką o czerwonym kapturku - w naszych czasach. Ale można. Mnie. Z każdą stroną robi się mroczniej, a gardło się ściska. Najcięższy obrazek dla mnie to ten, na którym jest noc, ciemny wieżowiec, tylko w jednym mieszkaniu pali się światło, a na balkonie stoi matka i wygląda dziecka, które powinno już było dawno wrócić do domu...

Dobre do ostrzegania dzieci przed niebezpieczeństwami, bardzo dobre. Świetna ilustracja do pogadanki o niebezpieczeństwach miejskiej dżungli. Tylko żeby mi się potem to dziecko nie budziło z krzykiem. Ale podejrzewam, że matki mog…

Czasami człowiek musi

Obraz
...inaczej się udusi, jak wiadomo. Musi przeczytać coś niezbyt mądrego, lekkiego i niezostawiającego większego śladu w pamięci. No więc odnotowuję, że przeczytałam.

Pamiętam, że czytałam nie najgorsze recenzje tej powieści, dlatego zgarnęłam z bibliotecznej półki. (W dodatku bohaterka nosi imię mojej córki). Ode mnie jednak pochwał nie usłyszycie - to powieść zupełnie o niczym, oparta na schematach zdartych ze zużycia do gołej czcionki, banał na banale. Taki harlequin, który udaje, że jest czymś więcej. Nie mam nic przeciw harlequinom, ale nie lubię, jak się podszywają pod powieść psychologiczną. Trzeba autorce przyznać, że pióro ma lekkie i jak się już zacznie czytać, to tekst sam leci. Zdania składa zgrabnie i główna bohaterka jest dość sympatyczna (choć momentami dziwna do granic prawdopodobieństwa). I mimo że dość szybko się zorientowałam, że niczym mnie ta fabuła nie zaskoczy, to jakoś doczytałam do końca, skwitowałam wzruszeniem ramion i tyle tego doświadczenia.

Powieść podzielo…

Żyłam cudzym życiem

Obraz
I to nawet nie jednym, bo po przeczytaniu wspomnień Marii Czapskiej mam wrażenie, jakbym przeniosła się w czasie i wcieliła w kilka osób na raz. Wrażenie dziwne, ale książka cudowna.

"Europa w rodzinie" zaczęła się średnio, bo początek nie do końca mnie wciągnął. Autorka pochodzi z niezwykłej rodziny, bardzo rozgałęzionej, wielonarodowościowej i wielowyznaniowej. Swoje wspomnienia zaczyna od opowieści o najdawniejszych znanych przodkach, cofając się w czasie nawet do XVII w. Rzecz zrozumiała, jej wiedza o ludziach żyjących w tamtych czasach jest szczątkowa, oparta o zachowane w archiwach rodzinnych dokumenty. Przez pierwsze strony miałam więc wrażenie podróży szaloną kolejką z wesołego miasteczka - migały mi przed oczyma niezliczone nazwiska, nazwy miejsc i daty, w których nie mogłam się połapać. Tu i ówdzie natrafiłam na jakąś zapadającą w pamięć anegdotę, jak ta o pewnej pannie z rodziny, która się kochała w Chopinie (był jej nauczycielem muzyki), czy o guwernantce z Rosj…

Nierasowy angielski detektyw

Obraz
Przyznaję, że nigdy nie sięgnęłabym po tę powieść, gdyby jej autorem był anonimowy Robert Galbraith. Nic w opisie fabuły nie wydało mi się jakoś szczególnie fascynujące, żadnych przeczuć "o tak, to muszę przeczytać koniecznie". Lubię kryminały, więc może, gdyby wpadła mi przypadkiem w ręce w bibliotece, zawędrowałaby ze mną do domu. Na pewno nie szukałabym specjalnie. Ponieważ jednak dawno już wyszło na jaw, że Robert Galbraith to pseudonim J.K. Rowling, musiałam ją przeczytać z czystej ciekawości - żeby dowiedzieć się, jak twórczyni Pottera poradziła sobie z zupełnie odmiennym gatunkiem.

Z przyjemnością zawiadamiam, że poradziła sobie przednio. Niech Was przekona fakt, że otworzyłam książkę na chwilkę w okolicach obiadu, a skończyłam ją tegoż dnia w okolicach godziny 23, nie robiąc przerw dłuższych niż kwadrans...

"Wołanie kukułki" to najzupełniej klasyczna powieść detektywistyczna. Nie każdemu musi to odpowiadać. Moja siostra narzeka, podobnie jak przy "Tr…

Wielkanoc u Czapskich

Na taki okolicznościowy fragment trafiłam we właśnie czytanej (rewelacyjnej) książce:

"Wielkanocne święcone było przeobfite, jak w każdym polskim domu. Pośród bab, placków, tortów i mazurków, pieczeni różnych, szynki, kiełbas tronowało, oczywiście, pieczone prosię, a niekiedy też głuszec, zdobny brodatą głową, wachlarzem ogona i rozpiętymi skrzydłami. (...)
Lud okoliczny, tak katolicki, jak i prawosławny, pościł surowo, nieraz sucho* przez cały Wielki Post, widać to było po wymizerowanych twarzach kobiet, a także po nadzwyczajnym pośpiechu, z jakim furmanki rozjeżdżały się zaraz po rezurekcji, odprawianej o wczesnym świcie, uwożąc kobiałki, naprędce u wrót kościelnych poświęcone, z kilku jajami, kawałkiem kiełbasy i ciasta - aż się kurzyło po drogach."

* Sucho tzn. nie tylko bez mięsa, ale i bez nabiału.

Maria Czapska, Europa w rodzinie. Czas odmieniony. Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, s. 173

Wesołej Wielkanocy, słowiańskiego Święta Wiosny lub po prostu wesołego długiego weeken…

Klasyka Pięknie Wydana

Obraz
Obiecywałam jakiś czas temu na blogu Klasyka Młodego Czytelnika, że rozpocznę nową serię wpisów na temat pięknie wydanych książek z gatunku dziecięcej klasyki. Wreszcie nadszedł czas realizacji obietnicy. Przyznam, że zmotywowały mnie do tego dwie sprawy.

Sprawa pierwsza - "Pierwsza książka mojego dziecka", która niedawno dostała kolejną dotację od ministerstwa kultury. Wątpliwej urody strona wizualna dzieła została ostro oprotestowana przez ponad stu wykładowców akademii sztuk pięknych, psychologów, ilustratorów i wydawców książek dla dzieci. Irena Kuźmińska, szefowa Fundacji ABCXXI - Cała Polska Czyta Dzieciom, która przygotowywała rzeczoną książkę, odpowiedziałą na zarzuty, że celem akcji jest dziecko, a nie książka. Przy całym szacunku dla pani Kuźmińskiej, skądinąd mądrej kobiety, zasłużonej dla rozwoju czytelnictwa w Polsce (bardzo ciekawy wywiad TU), nie mogę się z nią zgodzić. Czemu nie można upiec dwu pieczeni przy jednym ogniu i zadbać nie tylko o rozw…

Co przeczytałam, jak mnie nie było - część 2.

Obraz
"Gdzie żyją tygrysy" Jean Maria Blas de Robles, Wydawnictwo Sonia Draga 2010

Prawdopodobnie moja ostatnia największa pomyłka. Bardzo chciałam tę książkę przeczytać, opis brzmiał dla mnie niezwykle kusząco, współczesna intryga przeplatana pamiętnikiem z XVII wieku. Współcześnie rzecz dzieje się w Brazylii, mamy tu mężczyznę imieniem Eleazar, który pracuje jako korespondent wojenny, choć słowo "pracuje" nie bardzo do niego pasuje. Lepiej - wegetuje. Poza przesiadywaniem w barze zajmuje się też opracowaniem starego manuskryptu, biografii Atanazego Kirchera, jezuity, podróżnika, odkrywcy i wynalazcy. Równolegle poznajemy losy byłej żony Eleazara, Elaine, która udaje się z wyprawą badawczą (poszukiwania skamielin) w sam środek dżungli, gdzie od dzikich zwierząt bardziej niebezpieczni okazują się ludzie. Jest też ich córka, Moema, studentka etnologii, studiująca raczej w teorii niż w praktyce, która wiedzie ekscentryczny żywot lesbijki-narkomanki i stara się jak może do…

Ja Tarzan, ty... Janina (Czytam klasykę)

Obraz
Tarzan to jeden z tych niezwykłych bohaterów literackich, który jest rozpoznawany przez wszystkich*. Wszystkich, a nie - wszystkich czytelników. Ręka w górę, kto nigdy nie słyszał jego imienia. Czy widzicie oczyma wyobraźni półnagiego mężczyznę, człowieka-małpę, huśtającego się na lianach? Brawo! To on! Tkwić wyraźnie w ludzkich umysłach w sto lat po narodzinach to jest coś.

Jednocześnie jednak książka Burroughsa dogorywa gdzieś w mrokach bibliotecznych półek, od 15 lat nie wznawiana, na allegro do nabycia już od złotówki. Pocieszam się, że być może wkrótce doczekamy się reaktywacji Tarzana, bo w roku 2016 ma się w kinach pojawić nowa ekranizacja, a wiadomo, co się przy tej okazji dzieje. Zapomniane książki wracają na sklepowe półki w lśniących filmowych szatach. Trudno zliczyć, która to będzie ekranizacja, Tarzan bowiem, jako postać niesłychanie plastyczna, nader szybko i sprawnie wyskoczył z kart powieści, ruszając na podbój Hollywood. Pierwsza ekranizacja powstała 6 …

Co przeczytałam, jak mnie nie było - część 1.

Obraz
Całkiem niezły wynik, moim zdaniem, biorąc pod uwagę moje nieustanne narzekanie na brak czasu (a nie uwzględniłam lektur na Klasykę Młodego Czytelnika oraz dwóch czytadeł Mary Stewart wchłoniętych przez uszy). Mam zresztą wrażenie, że było ich więcej, ale

O lekturach w kolejności okładek (która to kolejność przypadkową jest):

1. "Crimen" Józef Hen, Wydawnictwo Erica, 2011

To zdecydowanie mój hicior roku, majstersztyk powieści historyczno-przygodowej, jedna z tych książek, które celowo czyta się w ślimaczym tempie, aby się za szybko nie skończyły. Skończyło się zresztą, niestety, ale rzuciła się na poszukiwanie innych książek pisarza, bom zauroczoną niezwykle. Dawno się nie zdarzyło, żebym się zakochała w bohaterze... Obowiązkowa lektura dla wszystkich wielbicieli klimatów z serii o Kacprze Ryksie, powieści "Którędy droga" Iana Pearsa lub sienkiewiczowskiej trylogii. Czytając, cały czas miałam wrażenie, że to nowość, chyba przez niezwykłą świeżość narracji, a to k…