Twardym trzeba być... Lub puchatym

To mógłby być kolejny skamląco-marudzący mail o tym, że życie jest ciężkie. Mogłabym na przykład opowiedzieć Wam o tym, jak bardzo mój świat obrodził ostatnio w ludzi, Którzy-Wiedzą-Najlepiej. Zwłaszcza wiedzą najlepiej, jak wszyscy inni powinni się zachowywać (bo zachowują się źle i głupio). Zachowanie Nadludzi jest wzorcowe, rzecz jasna - co do tego nie mają żadnych wątpliwości. Błędów nie popełniają. Nigdy. Od robienia błędów są inni (w tej roli np. ja). Samokrytyka na poziomie zerowym, bo o co krytykować siebie, skoro można innych (chyba powinnam tu akurat wziąć z nich przykład i skończyć z samoudręczaniem). Znana z psychologii postawa "Ja jestem OK, Ty jesteś OK" jest dla nich kuriozum - właściwa jest postawa "Ja jestem OK, a wszyscy inni są głupi i się nie znają"...

Zamiast tego jednak, w ten szary listopadowy poranek opowiem Wam o tym, co sprawia, że moje życie jest lepsze. Oto moje trzy puchate Szczęścia:


Najdłużej - bo od 5 lat - jest ze mną królik, zwany Królikiem (choć to dziewczynka, której oficjalnie na imię Nuka). Królik przez większość życia był tłusty, ociężały i godny. Ostatnio przenieśliśmy go na dietę, ze względu na problemy zdrowotne. Rezultat? Królik uwierzył, że jest balonikiem i może unieść się w górę, poszybować nad podłogą i dosięgnąć gwiazd. Czyli wysoko ukrytego żarcia. Ostatnie dokonania:
- dzień po obchodach Halloween dostał się na parapet (!) i skonsumował stojący tam dyniowy lampion oraz część pelargonii. Przesunęliśmy pudło, po którym się wdrapał) w inne miejsce.
- kilka dni później wskoczył na biurko i spożył pół niemłodego już pamiątkowego lizaka w kształcie serca... Odsunęliśmy szafkę, po której przelazł.
- wczoraj odkrył, jak dostać się do suchej kociej karmy (mięsna bo mięsna, ale zawsze karma). Ponieważ już od dawna się do niej dobierał, miska z karmą została ulokowana na niewysokiej szafce - dla kotów żaden problem. Królik wyczaił to i odkrył, że jak dobrze wyceluje, to też da radę... Nie wiemy, gdzie przenieść miskę, cała nadzieja, że po przeprowadzce znajdziemy jakieś dobre miejsce.

Zdjęcie kłamie, Królik jest co prawda wielkim pieszczochem,
ale na kolankach być nie lubi.

Rok w temu w naszym domu zjawiła się Zula, wyżebrana przez Tomka. Jego kolega znalazł cały ślepy miot na progu swojego domu i szukał dla kociaków domów. T. od czasu do czasu podtykał mi filmiki i zdjęcia, mówiąc "zobacz, jakie śliczne" i co miałam zrobić?
Kiedy do nas trafiła, Zula wyglądała mniej więcej tak:


Ponieważ nie zaznała miłości kociej mamy, uznała za swoja mamę mnie i przez rok miała zwyczaj ciamkania opuszka mojego palca, śliniąc się i mrucząc. Ostatnio wyrosła - już nie ciamka, chociaż nadal pakuje się na mnie i mruczy, śliniąc się okrutnie i przebierając łapkami w moich włosach.
Lubi jeść - na ogół konsumuje zawartość swojej miseczki, a potem odsuwa swoja koleżankę i spożywa także jej porcję.
Lubi też wodę. Bardzo długo prowadziła badania w zlewach i umywalkach. Nie przeszkadzało jej to, że woda spływa po niej - po wyjęciu kota spod kranu, można go było wyżąć. Do dziś asystuje mi przy myciu zębów i płukaniu gardła, traktując to jako wyrafinowaną ludzką zabawę.
Najbardziej lubi spać. Jest najmniej kłopotliwym kotem, jakiego znam. Nie rozrabia, nawet nie miauczy, jak ma ochotę, przychodzi się przytulic, jak nie ma - nie zawraca głowy.


Całkowitym jej przeciwieństwem jest Klementyna, która jest z nami od wczesnej wiosny. Klementynkę przygarnęliśmy z domu tymczasowego, jako towarzyszkę dla Zuli - żeby nie czuła się samotna. Wybraliśmy kotka, który lubił inne kotki, bo to było najważniejsze. To, że nie przepadała za ludźmi, nie przeszkadzało nam. Dziewczyny się polubiły, bardzo szybko zaczęły razem bawić i myć wzajemnie, a nawet spać razem w koszyku (choć Zula jest indywidualistka i nie lubi być przygnieciona innym kotem). Jednak po kilku miesiącach oswajania, okazało się, że charakter Klementyny zmienił się o 180 stopni.
Klementyna lubi kotki, a jeszcze bardziej lubi "człowieki".
Potrafi prowadzić dłuuuuugą miauczoną konwersację z dwunożnymi stworami, prezentując całą gamę możliwości swojego gardziołka. I zawsze ma ostatnie słowo.
Wskakuje na kolana i domaga się, żeby ją całować w czółko (na ogół waląc delikwenta 'bykiem").
Mruczy, kiedy tylko się na nią spojrzy, a jak się jeszcze coś do niej powie, to już jest pełnia szczęścia.
Uwielbia bawić się gumkami do włosów - kradnie je na potęgę, a pamięta dobrze, gdzie zwykłam je zostawiać (już się prawie oduczyłam). Ulubiona zabawa to aportowanie - człowiek rzuca, kot przynosi. Pięć godzin z rzędu. Zula patrzy na to na ogół zaspanym okiem z szafki kuchennej i kibicuje ("no, rzucaj jej, rzucaj, bo chcę popatrzeć, jak leci"). Jak człowiek nie rzuca, Klementyna zaczyna miauczeć basem.

Taki właśnie mamy zwierzyniec. A na smutki nie ma to jak ciepłe, mruczące (miauczące, domagające się jedzenia, rzucania zabawek, głaskania, więcej jedzenia i podrap mnie za prawym uszkiem) stworzonko.

Komentarze

  1. Fantastyczne kocie (i królicze) opowieści, które rozwiały parę mitów o kotach, w które święcie wierzyłam (np. koty nie lubią wody i w przeciwieństwie do psów nie aportują...)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aportują jak mają ochotę, ale nie na komendę :) A upodobanie do wody jest indywidualne - miałam dawno temu dwa kocury i też jeden uwielbiał wodę, a drugi nie. Oczywiście to nie jest upodobanie tego typu, żeby się kapać dla przyjemności.

      Usuń
  2. Sprytne bestie:D Ja szczególną uwagę zwróciłam na Królika, ze względu na pokrewieństwo łączące go z moimi świnkami morskimi. Też stale głodne, paskudy. I żebrzą nie gorzej, niż dziad pod kościołem:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Królik doszedł do wniosku, że żebranie przynosi za małe korzyści i postanowił polować :)

      Usuń
  3. Królik podobny do mojego Stefanka, choć ten za balonik jeszcze się nie uznał;) Muszę chyba również przeprowadzić mu dietę;)
    Cudownie się czytało te opowieści!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My zaczynamy myśleć o tym, żeby go z powrotem podtuczyć - będzie cięższy i bardziej przypodłogowy. Teraz mamy królika wysokogórskiego ;)

      Usuń
  4. Cudne dziewczyny :) Królik na tropie pokarmu totalnie mnie rozwalił ;) Takie historie mogę czytać godzinami :) Od niedawna też odkrywam uroki posiadania dwóch kotów. Ich zapasy, przytulanie, wspólna gra w piłkę to rozrywka lepsza niż najlepszy program w TV.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, można się gapić godzinami :) Koty w parze mają jeszcze tę zaletę, że są znaczniej mniej angażujące niż kot pojedynczy. Zajmują się sobą, a człowiekiem tylko od czasu do czasu. Dawno temu miałam samotnego kocurka, który uważał, że człowiek jest po to, żeby się nim zajmować. A jak jest parka, to koty są szczęśliwsze i człowiek też.

      Usuń
  5. Cudne to Twoje futrzaste zoo! Ja, niestety, po Wielkiej Ucieczce mojej ukochanej kotki, o wdzięcznym imieniu Fifka, zorientowałam się, że mam na koty i inne futrzaki alergię... I jest to chyba jedna z tych rzeczy, z którymi nie mogę się pogodzić, bo rybki, żaby, pająki, węże i żółwie nie są zwierzątkami, które potrafię pokochać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja siostra przez 10 lat miała koty, a alergia odezwała się u niej dopiero, kiedy zamieszkała bez kotów. Dochodzę do wniosku, że im więcej futrzaków tym lepiej - jeśli nawet alergia jest, to nie ma szansy dojść do głosu, bo jest kompletnie przywalona toną sierści... :D
      Rybki mogłabym nawet mieć, ale pewnie relacji uczuciowej bym nie nawiązała... To jednak nie to samo.

      Usuń
  6. Zakochałam się w Twoich kotach (królik także uroczy, ale moją miłością są koty). Rozpływam się, gdy koty "walą z byka". Ja to nazywam manewrem samogłaskania :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjątkowo stanowczy manewr to jest - najgorzej jak Klementyna wyceluje w nos lub szczękę. Ma chyba pancerną główkę...

      Usuń
  7. Ja również jestem właścicielką królika i też takiego zupełnie nie miniaturowego egzemplarza, mój rudzielec kradnie ciastka bez żenady, najczęściej wyrywając nam je z rąk i książki podjada zawsze wybierając te pożyczone, domowych lojalnie nie rusza, chociaż wolałabym, żeby moje skubał, a nie cudze:). Widzę, że jesteś uzbrojona przeciw smutkom, mając w domu takich trzech pocieszycieli:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rude króliki są cudne :) Mojego dostałam w spadku po koleżance, której się znudził po roku i chciała oddać... Wyboru kolorystycznego więc nie miałam. Ciastek nam jeszcze nie wyrywał, ale ogólnie słodycze lubi. Kiedyś włamał sie do kuchennej szafki i wyżarł cukier puder. I rodzynki uwielbia, ale biega po nich jak króliczek Duracell - za dużo węglowodanów ;)
      Książkę zeżarł na razie jedną - skonsumował pół grzbietu... Za to gazety niszczy ekspresowo - lepiej niż niszczarka do dokumentów :D

      Usuń
  8. Ależ opowieści, świetne, ciepłe. Mój kot też lubi gumki, ale zżera je, muszę pilnować, żeby mu nie zaszkodziło. I aportowanie też lubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klementyna zżera recepturki (a uwielbia je kraść), więc pilnujemy, bo już kiedyś musieliśmy się zmagać z efektem... Te do włosów na ogół są wytrzymalsze, chociaż ostatnio zakupiłam jakieś wyjątkowo marne, bo w kociej paszczy rozpadają się na kawałki. Widać producent nie przewidział takiego sposobu użytkowania... Kocur moich rodziców aportuje kawałki surowego ziemniaczka, rzodkiewki i inne poręczne (popyszczkowe) warzywka.

      Usuń
  9. Cudowne! Czyż zwierzęta nie jest istotami doskonałymi, dowodami na istnienie piękna? :D
    Mój kto też jest bezproblemowy, nawet nie miauczy właściwie, a pieszczoch taki, że zburzył moje wszelkie wyobrażenia o kotach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że są :) Koty w szczególności. Kot nie ma ani jednego fragmentu ciała, który nie byłby piękny.
      Koty mają bardzo wyrazisty charakter - jedne to pieszczochy jakich mało, inne to stworzenia "patrz, ale nie rusz". Nie da się uogólnić. Mój pierwszy kocur należał do grupy "pogłaszcz mnie, ale tylko dwa razy, bo przy trzecim cie ugryzę"...

      Usuń
    2. Tak samo myślę o kotach :) Jeszcze nie widziałam żadnego, który wyglądałby nieelegancko lub miał akurat głupią minę. Zawsze wyglądają cudnie!

      Usuń
  10. Ja w mieszkaniu mam psa - pudla. Niestety, straszliwie rozpieszczona, ale kochana czarna bestia. Marzę o kocie, ale nie potrafiłabym zamknąć tego niezależnego zwierzaka w malutkim mieszkaniu. Póki co musi wystarczyć mi kot u rodziców - kotka o imieniu Włodek. Bardzo niezależna kotka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony rozumiem opory przed więzieniem kota w mieszkaniu, z drugiej - większość kotów z domów wychodzących, które znałam, ginęły śmiercią tragiczną lub przepadały bez wieści. To ja już wolę przetrzymywać moje w złotej klatce, ale nie bać się, że je coś rozjedzie, zeżrą trutkę, albo skrzywdzi je jakiś podły człowiek. Chybabym osiwiała, jakby mi nie wracały na noc ;) A psiaka też bym chciała, ale to już by było za dużo szczęścia na raz...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)