20 października 2012

Czytam klasykę! - "Stryj Silas" Joseph Sheridan Le Fanu

Pora na kolejny (po "Mnichu") romans z wiktoriańską powieścią grozy. Czytać skończyłam wczoraj, ale nadal nie mogę przestać się zachwycać.
Dostałam coś innego niż oczekiwałam, bo przyznam, że spodziewałam się jakichś elementów nadnaturalnych, ale w tym wypadku "inne" oznacza "lepsze".

Joseph Sheridan Le Fanu kojarzył mi się tylko z "Carmillą" - skandalizującą (jak na swoje czasy, czyli drugą połowę XIX wieku) opowieścią o lesbijskiej wampirzycy. Nic dziwnego, że podejrzewałam także poczciwego 'stryjka' o obecność duchów, wampirów i innych dziwadeł, którymi się ludzie wtedy lubili straszyć. Nic z tego. "Stryj Silas" to kawał świetnej, całkowicie realistycznej, powieści wiktoriańskiej, której bliżej do dzieł Willkiego Collinsa niż Poego. Książka jest przyjemnie opasła, akcja toczy się leniwie, ale nastrój czającego się za rogiem niebezpieczeństwa nie opuszcza czytelnika ani na chwilę.

Główna bohaterką jest młodziutka Maud Ruthyn, dziewczę z bogatej rodziny, dość wrażliwe i nerwowe. Wychowywana została na odludziu, w domu,  w którym jedynym jej towarzystwem jest służba i wiekowy ojciec. Jednostajna egzystencja zostaje jednak przerwana najpierw przybyciem ekscentrycznej francuskiej guwernantki, a później przymusową przeprowadzką do domu tytułowego stryja Silasa. Na stryjku ciąży ponure podejrzenie, jakoby w młodości dopuścił się zbrodni, o czym przy wszystkich dobrych chęciach Maud nie potrafi zapomnieć. Zwłaszcza że gdyby zmarła przed ukończeniem 21 roku życia, cały jej majątek przypadłby stryjowi...

Nie chcę opisywać zbyt wiele, żeby nikomu nie odbierać przyjemności z lektury. Polecam wszystkim wielbicielom powieści wiktoriańskich, zwłaszcza tym, którzy lubią klimat "Kobiety w bieli" W. Collinsa oraz fanom powieści gotyckiej. Oczywiście - to jest powieść XIX wieczna, więc sposób prowadzenia fabuły jest specyficzny. Dla mnie to zaleta, ale czytelnicy wychowani na Kingu i Mastertonie, których skuszą sceny błądzenia po ciemnych korytarzach wielkiego domostwa (są i takie), niech wezmą to pod uwagę. Nie biorę odpowiedzialności, ale polecam gorąco ;)

Joseph Sheridan Le Fanu, Stryj Silas, Prószynski i Ska 1998.

10 komentarzy:

  1. Recenzja brzmi ciekawie, ale obawiam się, że mogę dojść do wniosku, że to nie moje klimaty, bo nie przepadam za duchami itp. Chociaż piszesz, że akurat w tej powieści tego nie ma... Zastanowię się nad przeczytaniem tego tytułu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz powieści wiktoriańskie, przeczytaj. Żadne zjawiska nadprzyrodzone się nie pojawiają, straszy głównie oczekiwanie na to, co się wydarzy.

      Usuń
  2. LeFanu znałam tylko właśnie dzięki "Carmilli", ale widzę, że warto nadrobić zaległości:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "Carmillę" znam tylko ze słyszenia, jeszcze nie czytałam, ale mam w planach :)

      Usuń
  3. Stryj Silas jest genialny! Bardzo bardzo mi się podobał i cz\ęsto do niego wracam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też na pewno będę wracać :) Cieszę się, że nabyłam egzemplarz na własność - zwykle nie kupuję książek całkiem w ciemno, a to był akurat wyjątek.

      Usuń
    2. W biblioteczce darmowej ebooków na empik.com widziałam Dom na cmentarzu tego samego autora. Zostawiam go sobie na urlop, ale już mi ślinka cieknie.

      Usuń
  4. Uwielbiam tę powieść. I jaka szkoda, że nikt jej nie wznowił po polsku. Było kiedyś takie wydanie w białej serii grozy Wyd. Literackiego, ale jest już doszczętnie zaczytane we wszystkich bibliotekach. A nie wiem, czy dałabym sobie radę z "wiktoriańskim" angielskim.
    W każdym razie - miłe chwile grozy spędziłam z tym tekstem dawno temu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicja, ja czytałam wydanie Prószyńskiego z 1998 r., z serii Klasyka Powieści, więc nie takie stare :) (adres bibliograficzny jest pod recenzją). Do nabycia chyba tylko w antykwariatach, ale trzyma się nieźle. Nie mogłam niestety znaleźć wystarczająco dobrego zdjęcia okładki, dlatego dałam angielską (zresztą dużo ładniejsza).

      Usuń
  5. Nie znam, ale zapowiada się bardzo interesująco :)

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...