23 lipca 2014

Łatwa nauka trudnych słówek na dwa sposoby - cz. 1

Pisałam jakiś czas temu o fiszkach do nauki języka hiszpańskiego, teraz przyszedł czas na podrasowanie angielskiego, bo dostałam cztery interesujące pudełeczka dla osób średniozaawansowanych i zaawansowanych w tym języku. Pudełeczka są bardzo poręczne, zmieszczą się do kieszeni i małej torebki, łatwo je wszędzie ze sobą zabrać, dzięki czemu można zagospodarować nimi czas wolny w podróży lub na spacerze z maluchem (chociaż w tym drugim przypadku raczej już nie zdarza mi się mieć wolnego, bo dziecię weszło w burzliwy okres zabaw piaskownicowych).

 

W każdym pudełeczku są dwie przekładki: "Nauka" i "Umiem", dzięki czemu można bawić się z sobą samym w quiz językowy, z braku lepszych rozrywek. Fiszki z słówkami do "naumienia" odgradzamy przekładką "Nauka", a "naumiane" chowamy za "Umiem" (i puchniemy z dumy, jak dużo opanowaliśmy...).


Pudełeczko pierwsze to zestaw "Amerykański kontra brytyjski". Jak łatwo się domyślić, po jednej stronie fiszki znajduje się słowo polskie, po drugiej dwa odpowiedniki angielskie - ten używany w Stanach Zjednoczonych,  i ten w Wielkiej Brytanii. Dla mnie rzecz bardzo przydatna, bo ucząc się języka nie przywiązywałam do tej pory wielkiej wagi do tego, w którym kraju dane słówko jest używane, a tym samym mój poziom wiedzy na ten temat oscyluje w okolicach zerowych.



Pudełeczko drugie zatytułowano "Konstrukcje egzaminacyjne", co nie mówi niemal nic, ale rzut oka na zawartość wykazała, że chodzi o idiomy (idiomy dwumianowe i wyrażenia idiomatyczne). Bez ich znajomości można się zwykle swobodnie porozumiewać, ale na egzaminach rzeczywiście pojawiają się obficie.




Pudełeczko trzecie - "Najczęstsze błędy". Błędy rozmaite, bo i niewłaściwe zwroty, i szyk, i gramatyka.



Pudełeczko ostatnie to "Wyrazy zdradliwe", czyli false friends. Wyrazy angielskie, które brzmią podobnie do polskich, ale znaczą co innego (sztandarowy przykład to 'eventually', które wcale nie znaczy 'ewentuwalnie'). Ten zestaw czytałam z największym zainteresowaniem, odkrywając, jak często się do tej pory myliłam, ech...



Bardzo interesujące te zestawy, bardzo przydatne, a dodatkowo w gratisie otrzymuje się wersję mp3 wszystkich fiszek (do ściągnięcie ze strony wydawcy), więc z wymową też nie ma problemu. Teraz mi do szczęścia brakuje już tylko wystarczająco silnej motywacji do nauki. W sumie - jest silna, ale chęć czytania książek i oglądania seriali niestety silniejsza, więc na razie chęć z powodzeniem spycha motywację w ciemny kąt mojego umysłu i każe jej siedzieć cicho...

Bardzo dziękuję Wydawictwu Cztery Głowy za udostępnienie zestawu.

9 lipca 2014

Retro romans na upały

Nawet podwójne retro, bo akcja toczy się dwutorowo, w wieku XIX i współcześnie - a że książka została napisana w 1969 r., to ta współczesność jest już też nieco w klimacie vintage ;)

Lekki romans kostiumowy, coś do zgarnięcia z bibliotecznej półki w drodze do parku i przeczytania na ławce pod drzewami. Ja w ten sposób właśnie weszłam w jego posiadanie - majaczyło mi się gdzieś w pamięci nazwisko Autorki, więc postanowiłam zapoznać się z nią bliżej. Chociaż miałam chwilę wahania przez okładkę - zabójczo dosłowną. W tytule klawikord i róża, więc na okładce mamy... klawikord i różę. A w tekście pannę Walentynę i tajemniczego Liberatora, więc na okładce... sami już wiecie.


Fabuła jest prosta, tajemnicy łatwo się domyślić, ale to jednak przyjemna lektura - z gatunku bardzo lekkich. W latach 60. XX wieku bohaterką jest Wala, która imię otrzymała po dalekiej przodkini, Francuzce Valentine. Wala dochodzi do siebie po wypadku samochodowym - przebywa pod opieką przyjaciółki i jej rodziny, często odwiedzą ją Cyryl - może przyjaciel, a może jednak ktoś więcej. Cyryl jest filmowcem, Wala z nudów zaczyna więc wymyślać dla niego fabułę filmu kostiumowego, czyniąc bohaterką wspomnianą Valentine.

Wątek drugi, a właściwie wybijający się na pierwszy plan, to właśnie te wymyślone losy Valentine - Francuzki, która po śmierci matki przybyła do Polski, a dokładnie do Tarnowic, by podjąć pracę guwernantki. Trafia do wyjątkowego domu, w którym wszyscy są jej przychylni, mają jednak pecha żyć w niezbyt korzystnych dla Polaków czasach. Pruskie wojska poszukują polskiego bohatera, zwanego Liberatorem, który ratuje swoich rodaków pojmanych przez zaborców. Czy to możliwe, że ma jakieś powiązania z tarnowickim dworem?

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...