Filmy na podium

...czyli trzy najlepsze filmy, które obejrzałam w pierwszej połowie 2012 r. Kolejność przypadkowa.


Jestem miłością / Io sono l'amore, reż.  Luca Guadagnino, Włochy 2009

Bajeczne zdjęcia - nie tylko Włoch, w których rozgrywa się akcja, ale nawet najdrobniejszych przedmiotów codziennego użytku. Subtelna gra oszczędna w środki wyrazu. Rewelacyjni aktorzy. Poruszająca fabuła. Film typowo europejski - niby nic się nie dzieje, a namiętności kipią, aż w końcu się przeleją. Tilda Swinton w roli Emmy Recchi, żony i matki dorosłych dzieci, która nagle odkrywa, że udane, zamożne życie, które dotąd prowadziła, przestało jej wystarczać. Czy to już czas, żeby zacząć żyć życiem własnych dzieci i wnuków, czy może - żeby wreszcie zacząć własne?

Polski plakat niestety zepsuto zmienionym fontem i kolorystyką.

Jak spędziłem koniec lata / Kak ya provel etim letom, reż. Aleksei Popogrebsky, Rosja 2010

Pora, żeby polscy aktorzy, zamiast szczycić się studiami aktorskimi w Ameryce i raczkującą karierą w Hollywood, zapakowali się grupowo w autobus i udali na wschód. Rosyjskie kino nie ma sobie równych. Dobrygin i Puskepalis nie grali - oni się zmienili w bohaterów. W ich twarzach nawet przez sekundę nie wyczułam drgnienia fałszu. Coś niesamowitego.

Film dwóch aktorów (i trzech głosów), kompletne pustkowie (kamienie i zimne morze), znów niby nic, a jednak wszystko. Stacja meteorologiczna na biegunie, wokół żywej duszy, tylko białe niedźwiedzie. Młody Pavel trafia tu, żeby napisać wypracowanie (jakieś praktyki?) o tym, jak spędził koniec lata. Wraz z pracownikiem stacji Siergiejem codziennie spisuje odczyty urządzeń, wklepuje do komputera, drogą radiową przekazuje dalej. Dzień za dniem, dzień za dniem. Niemal dosłownie, bo tu nocy latem nie ma. Jedna nadesłana wiadomość zmienia wszystko.

Nic więcej nie zdradzę. Włączyłam go "na chwilkę", oderwałam się po dwóch godzinach. Obowiązkowy.

Nietykalni / Intouchables, reż. Olivier Nakache, Eric Toledano, Francja 2010

Potężna dawka optymizmu, tym skuteczniejsza, ze oparta na faktach. Do sparaliżowanego milionera, który poszukuje asystenta, trafia - właściwie przypadkiem - młody chłopak z ubogiej dzielnicy, który świeżo wyszedł z więzienia. Czy to wygląda na początek wspaniałej przyjaźni? Śmiech do łez. Polecam gorąco.
Na polskim plakacie tradycyjnie przesadzono z zachętami. Z drugiej strony - nieamerykańskie filmy na ogół trzeba reklamować mocniej, więc wybaczam.

Komentarze

  1. Moja prywatna siostra i Ty zawsze wprawiacie mnie w filmowe kompleksy ;) Ileż ja jeszcze filmów chciałabym obejrzeć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, ja i tak mam sporo kompleksów, bo gdybym tak oglądała tak więcej filmów, które uważam za warte obejrzenia, zamiast niewymagającej papki, zwykle amerykańskiej, która na ogół jest pod ręką, łatwiej dostępna, to już bym była chodzącą encyklopedią kina ;)
      P.S. Ale blockbustery nadal bardzo lubię, efektami specjalnymi nie pogardzę, nie twierdzę, że teraz tylko europejskie kino i może azjatyckie, bo jestem ponad "papkę" ;)

      Usuń
  2. Oj, oj. Rzeczywiście, nasi "styliści" przeginają z łopatologią. Przy książkach niestety również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznają, że odbiorca jest prosty i ni przeczyta / nie obejrzy, jak mu się jasno wytłumaczy, że będzie mu się podobało, bo wszytskcm się podoba...

      Usuń
  3. O nieee :/ już trzeci raz piszę komentarz i zawiesza mi stronę :/... jestem zniechęcona ;) w każdym razie, oglądałam Nietykalnych w kinie, piękny film, być może brak tam akcji, co zarzucają niektórzy, ale nie to jest najważniejsze. Dobrze dobrani aktorzy i ciekawie ujęty problem przyjaźni i problemów ludzi niepełnosprawnych. Każdy może wynieść coś dla siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro z powodu psikusów bloga. Jak dla mnie akcji było wystarczająco dużo, a to film o emocjach, przyjaźni, wierze w możliwość zmian, więc trudno oczekiwać pościgów samochodowych (a jednak były! :) ). Pewnie nie wszystkim się spodoba, ale warto spróbować, w czym się chyba zgadzamy.

      Usuń
  4. Uwielbiam Tilde Swinton, więc "Jestem miłością" było pozycją obowiązkową i nie zawiodłam się. Widziałam go już wcześniej i uważam, że dobrze wybrałaś;)
    Co do "Nietykalnych" to najchętniej najpierw przeczytałabym książkę ale znajomi ciągle mówią o tym filmie i są zachwyceni, więc nie wiem czy wytrwam w swoim postanowieniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ją bardzo lubię, gdyby nie ona, może bym w ogóle nie sięgnęła po ten film, bo prawie nie oglądam włoskiego kina, i byłaby niepowetowana strata :)
      A nawet nie wiedziałam, że "Nietykalni" to też książka. Chętnie poznam, ale chyba nie może być jeszcze lepsza niż film, nie da się :)

      Usuń
  5. Pierwszego nie widziałam, nadrobię. Natomiast rosyjskie kino zachwyca mnie od lat, oglądam filmy również w oryginale i uwielbiam. A różnorodność może nas co najwyżej zawstydzić, tyle ich.
    Ja też filmowo ostatnio u siebie, przejmujące kino polskie przedstawaiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam :) Było kilka polskich filmów ostatnio bardzo chwalonych, ale bez bicia przyznaję, że mdli mnie już od tej martyrologii, jak nie ponure czasy wojny, to ponure czasy komunizmu, i tak w kółko. "Lincz" widziałam daaaaaawno (słabo pamiętam, ale dobry był), a "Dom zły" mam w planach, bo "Wesele" tych twórców to chyba jedyny współczesny polski film, który szczerze uwielbiam i mogę oglądać w kółko (nie o ponurych czasach, a jednak się dało nakręcić).

      Usuń
  6. Bardzo rzadko oglądam filmy. Pewnie dlatego nie oglądałam żadnego z nich, jednak o "Jestem miłością" słyszałam i chciałabym obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z filmów, które opisujesz widziałam jedynie "Nietykalnych" i również z całego serca go wszystkim polecam. Reszta również brzmi bardzo ciekawie. Być może kiedyś się na nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba wszystkie mnie jakoś zaintrygowały XD
    Lubię klimaty kina rosyjskiego, więc może Jak spędziłem koniec lata to coś dla mnie - ta wiadomość (niespodziewana) zachęca do obejrzenia filmu ... i skoro mówisz, że obowiązkowy XD
    A dzisiaj jeszcze na zajęciach z francuskiego mówiliśmy właśnie o filmie "Nietykalni" ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)