Ostatni skok lamparta

Ostatnio czuję się jak szczurek biegający w kółku, przebieram łapkami, przebieram, a kółko kręci się coraz to szybciej i czuję, że zaraz będę musiała wyskoczyć. Dla równowagi więc opowiem Wam o książce, która pozwoliła mi się zatrzymać, choć na krótką chwilę.

Giuseppe Tomasi di Lampedusa - nie byle kto, bo książę Palmy i Lampedusy - napisał w życiu jedną powieść. Pech chciał, że wydano ja dopiero rok po jego śmierci, więc nigdy nie dowiedział się, z jakim przyjęciem się spotkała. A uznano ją za arcydzieło i okrzyknięto najważniejszą włoską powieścią współczesną (niektórzy twierdzą, że to w ogóle jedyna prawdziwa włoska powieść) - doczekała się ponad stu wznowień w samych Włoszech, została też przetłumaczona na wiele języków. W 1963 r. (5 lat po pierwszym wydaniu) została zekranizowana przez Luchina Viscontiego, a film z jednej strony jeszcze bardziej rozsławił powieść, ale z drugiej, okrzyknięty również dziełem genialnym - nieco ją przyćmił.



"Il Gattopardo" - wydana po polsku początkowo jako 'Lampart", a ostatnio jako "Gepard" - opowiada o ostatnim wielkim potomku rodu Salina, a rozgrywa w drugiej połowie XIX w. W tle mamy gęsta atmosferę Sycylii oraz przemiany polityczne na niespotykaną skalę (to okres jednoczenia się księstw włoskich w jedno państwo), a na pierwszym planie księcia Fabrizio Salinę, głowę rodu z lampartem w herbie, przedstawiciela czasów, które właśnie nieubłaganie dobiegają końca

Nie będę tu streszczać akcji, zwłaszcza że nie ona była dla mnie najważniejsza. Najbardziej zachwycił mnie klimat powieści, nie wydarzenia. Życie na kartach książki toczy się wolno. Kobiety w szeleszczących sukniach zasiadają do herbaty. Książę spaceruje po ogrodzie. Jest czas, żeby zauważyć, jaka jest pogoda, powąchać dojrzewającą brzoskwinię. W życiu rodziny i w ich ojczyźnie mogą dziać się dramaty, ale ród Salina jest zbyt dystyngowany, żeby drzeć szaty i krzyczeć. Podczas czytania przypominał mi się film, który zachwycił mnie jakiś czas temu, zatytułowany "Jestem miłością", nawiasem mówiąc, też włoskie dzieło i ponoć do "Lamparta" porównywane (kiedy go oglądałam, jeszcze powieści nie znałam, więc niewiele mi to mówiło). Podobieństwo nie polega tylko na tym, że oba mówią o zamożnych rodzinach i o końcu pewnej epoki, ale także na tym doskonałym uchwyceniu każdej chwili, zatrzymaniu w kadrze drobiazgów, na które nie zwraca się uwagi w codziennym pośpiechu - filiżanka herbaty, kropla na szybie, spojrzenie rzucone z ukosa, stłumiona emocja, którą można dostrzec za lekkim skrzywieniem ust (ale kto normalnie ma czas zauważyć?). Bardzo jestem ciekawa ekranizacji Viscontiego, czy podtrzymał w filmie ten sposób narracji, czy skupił się raczej na akcji - np. pojawieniu się w rodzinie pięknej Angeliki, córki dorobkiewicza, dla której dawniej progi pałacu książąt byłyby za wysokie, ale cóż - czasy się zmieniają... Film na pewno obejrzę, a książkę polecam.




Komentarze

  1. Mam w planach film, ale widzę, że za książkę też warto się zabrać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm.. nie znam nie znam, ale przyznam się, że nabrałam na nią ochotę !

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam, nie pamiętam fabuły, ale wrażenia i klimat- owszem. Jak najbardziej pozytywnie odebrałam tę niewielką powieść.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam dotąd tej słynnej ksiązki, widzę że mam sporo do nadrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam i książkę i film i ten drugi film, o którym wspominasz... ale chętnie sobie "Lamparta" przypomnę po latach ...dziestu :)
    Teraz już nawet zdaje się, że "Gepard" to się nazywa... ale ja wrócę do starego tłumaczenia.
    Natomiast co do JEDYNEJ książki księcia Lampedusy - osobiście posiadam także wydane w Polsce "Opowiadania" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, miałam na myśli jedną powieść :) Poprawię się :) O tytule "Gepard" wspomniałam, zdaje się, że w 2009 r. tak wydano, ale ja czytałam starą lamparcią wersję :)

      Usuń
    2. No tak, racja, wspomniałaś, grunt to uważne czytanie :(

      Usuń
  6. A ja sobie tytuł zanotuję i kiedyś przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze znajduje u Ciebie ciekawe opinie książek, o których wcześniej nie słyszałam albo nie zwróciłam na nie uwagi. Ta również mnie zaciekawiła ;)
    Na filiżankę herbaty i krople na szybie to może jeszcze, ale na emocje skryte w gestach już troszkę mniej zwracam uwagę - może dlatego, że bardziej ulotne ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zachęciłaś mnie do lektury :) Przy najbliższej okazji przeczytam tę książkę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)