Muzyka na życiowe problemy. Bo nie samym słowem pisanym człowiek żyje.

Popadam ostatnio w lekki obłęd. Zdaje się, że to takie chińskie przekleństwo - niech się spełnia twoje życzenia? Właśnie tego doświadczam. W pierwszej połowie roku miałam kryzys na tle "nic się w moim życiu nie zmienia". Zastój, stagnacja, marazm. Marudziłam i teraz mam. Druga połowa roku upływa mi na podejmowaniu decyzji życiowo ważnych i wprowadzaniu ich w czyn. Ślub wzięty, mieszkanie znalezione. Przed nami zabawy w kredytobranie. Jesteśmy zieloni w temacie, a ostatecznie chcemy się z jakąś instytucją związać na ćwierć wieku, więc decyzja prosta nie jest. Do tego dokłada się sporo problemów pobocznych i pomniejszych. Zdaje się, że trochę już osiwiałam, ale nie widzę, bo jestem ufarbowana ;) W każdym razie pobudki o trzeciej w nocy z huczącym w głowie hasłem "co robić?" stają się normą.

Muzyka może być środkiem magicznym. Ciężko mi się w dwie minuty podnieść na duchu lekturą, ale trwająca tyle piosenka potrafi zdziałać cuda.  Nie jestem fanką żadnych konkretnych wykonawców (słucham bardzo różnych muzycznych stylów, wykonawców z różnych lat), czy może raczej do niedawna nie byłam. Od dwóch lat pozostaje jednak wierna zespołowi Edward Sharpe and the Magnetic Zeros, który stał się znany dzięki piosence "Home". Zdaje się, że jest to jeden z tych unikatowych utworów, które nie znudzą mi się nigdy. Od dwóch lat słucham go bardzo często i zawsze tak samo mnie zachwyca. Niedawno ukazała się druga płyta zespołu, pt. "Here". Zespół nie zawiódł i choć nie ma tu chyba hitu na miarę "Home', to każda z piosenek działa na mnie niezwykle kojąco. A ponieważ w tytule bloga mówię o tańcu (taniec jest bardzo ważny w moim życiu), polecę Wam piosenkę "Man on fire", w którym o tańcu mowa, a i teledysk jest roztańczony.


Przy okazji znalazłam tez polską ciekawostkę. Zespół ogłosił konkurs na teledysk do utworów z nowej płyty. Trzy wybrane teledyski (spośród 78 nadesłanych) nagrodzono. Wśród nich był polski teledysk wyreżyserowany przez Michała Byrę z przeuroczą Mają Krajniewską - do piosenki "Child". Polecam, warto obejrzeć, Polacy mają z czego być dumni.

A jeśli komuś spodoba się ta muzyka, to polecam tez solowy album wokalisty zespołu, Alexandra Eberta, zatytułowany po prostu "Alexander".


Komentarze

  1. Też bardzo lubię zespół Edward Sharpe and the Magnetic Zeros, a piosenka "Home" towarzyszy mi bardzo często w życiu, mam zresztą same miłe wspomnienia z tą piosenką związane:) A problemy jak problemy, przyszły to i pójdą, ale jak najbardziej rozumiem, że nie jest łatwo żyć pod taką presją. Też mamy z mężem kilka trudnych decyzji za sobą i wiem z czym to się je... Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sobie powtarzam, że prędzej czy później wszystkie te problemy się skończą. W końcu ze ślubem też mieliśmy mnóstwo zamieszania i stresów, a teraz te wszystkie nerwowe chwile zamieniły się w świetne anegdoty do opowiadania na spotkaniach. Ale cóż, wiadomo, że wszystkie przygody są najprzyjemniejsze, kiedy należą już do przeszłości.

      Usuń
  2. Mmmm, zakochałam się w ich muzyce. Dziękuję za pokazanie :). A polski teledysk do piosenki Child jest cudowny. Aż mnie zatkało, że Polacy to zrobili ;). A najlepsze były części, kiedy rozpoznawałam znajome miejsca w W-wie ;). Świetny, naprawdę. I pomysł i wykonanie i wszystko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że też Ci się podoba :) A teledysk piękny i kiedy zobaczyłam go pierwszy raz, nie przyszło mi nawet do głowy, że mogli go zrobić Polacy. Oby więcej takich.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)