29 listopada 2015

Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins

Takie to czasy nastały, że co druga książka jest okrzyknięta bestsellerem zanim w ogóle się ukaże, a na okładce poleca ją sześciu innych pisarzy, bestsellerowych - rzecz oczywista. Nawet noc zarwana przez Stephena Kinga nie zachęciłaby mnie więc do sięgnięcia po "Dziewczynę z pociągu" (znam mechanizmy reklamy, nie z nami te numery, Brunner), gdyby nie moja osobista siostra, która mi ją gorąco poleciła. Nasz odbiór książek często się różni, więc byłam sceptyczna i takową pozostałam - gdzieś do piątej strony powieści, kiedy to wsiąkłam w fabułę z kretesem. Bo to dobra książka jest i tyle.

Rachel to nietypowa bohaterka kryminału, mocno zaniedbana rozwódka, wpadająca w nałóg alkoholowy, nękająca swojego byłego męża i jego nową żonę, nadawałaby się raczej na ofiarę niż na śledczego - a jednak! Podróżując codziennie pociągiem do Londynu, Rachel wypatruje pewnego domu, stojącego blisko torów, w którym żyje modelowe małżeństwo - młodzi, piękni, bardzo w sobie zakochani, wyjątkowo szczęśliwi. Przynajmniej w wyobraźni Rachel, bo w rzeczywistości - nie do końca. Pewnego dnia Rachel widzi przez okno coś, co burzy ten idylliczny obraz w jej głowie, a wkrótce potem dowiaduje się, że kobieta zaginęła. Próbując pomóc policji, a sobie znaleźć zajęcie, wplątuje się w sam środek sprawy, nie zdając sobie sprawy, że od początku była w nią uwikłana bardziej, niż może sobie wyobrazić.

Fabuła oparta jest w sumie na prostym pomyśle, ale zgrabnie zbudowana, dobrze opisana i okraszona postaciami budzącymi żywe zainteresowanie (dobrze pomyślanymi, niepapierowymi, niebanalnymi). Bardzo przyjemne kryminalne czytadło z tego wyszło. Przeczytałam z satysfakcją, a gdybym mogła sobie pozwolić przy niemowlaku na zarywanie nocy, to z pewnością bym to uczyniła i mogłabym dopisać swoje nazwisko na okładce obok Kinga.

11 listopada 2015

Mroczny zakątek - Gillian Flynn

Gillian Flynn uwielbia popapranych bohaterów. Od ekstremalnych "Ostrych przedmiotów", w których każda postać mogłaby zostać zdiagnozowana przez psychiatrę, przez psychopatyczną zaginioną dziewczynę w - tak! -"Zaginionej dziewczynie", aż po "Mroczny zakątek", którego główna bohaterka nawet nie próbuje sobie radzić z traumą z dzieciństwa, a i niektórzy poboczni bohaterowie proszą się o leczenie... Bohaterów Flynn nie sposób lubić. Na dłuższą metę mogłoby to być męczące, ale Autorka napisała tylko trzy powieści, czytałam je w sporych odstępach, więc ta galeria dziwaków mnie nie przytłoczyła. W dodatku Autorka zdecydowanie rozwinęła warsztat od pierwszej powieści i tym razem zamiast budować gabinet osobliwości, skupiła się na prowadzeniu akcji. I poprowadziła ją brawurowo - ze wszystkich przeczytanych tej jesieni kryminałów od tego jednego naprawdę nie mogłam się oderwać.

Już sama konstrukcja głównej bohaterki jest oryginalne na tle innych kryminałów. Motyw kobiety, która przeżyła w dzieciństwie traumę, jest w tym gatunku dość powszechny - zwykle potem układa sobie biedaczka życie, dzielnie walcząc z demonami przeszłości (które oczywiście wyłażą w odpowiednim momencie akcji) i próbując wytrwać w złudnej normalności. Libby Day nie układa sobie życia, nie walczy i nie próbuje niczego. W dzieciństwie jej rodzina została zamordowana - zginęły matka i dwie siostry, za co do więzienia poszedł jej brat-satanista, wsadzony zresztą m.in. na podstawie zeznań Libby. Dwadzieścia pięć lat później Libby żyje byle jak, z dnia na dzień, utrzymując się z datków, które jako dziecko otrzymała od współczującego społeczeństwa, a których zapas właśnie się wyczerpuje. Nie ma męża, dzieci, kariery, nie dla niej normalność. Dla rozrywki planuje samobójstwo. Sen z powiek spędzają jej jednak nie tyle wspomnienia, co wizja braku funduszy na dalsze prowadzenie swojego byle jakiego życia, na marginesie społeczeństwa, bo pójście do pracy jest dla niej nie do przyjęcia. Z niespodziewaną pomocą przychodzi dziwny klub, zrzeszający ludzi, którzy analizują dawne zbrodnie. Jego członkowie są przekonani, wprost przeciwnie niż Libby, że jej brat Ben nie jest winny zbrodni, którą nadal odsiaduje. Za odpowiednim wynagrodzeniem Libby podejmuje się grzebania we własnej przeszłości i szybko zdaje sobie sprawę, że jej wspomnienia mogą nie być całkiem prawdziwe...
Współczesna historia Libby szukającej prawdy przeplata się z narracjami jej matki i Bena - oni opisują ostatni dzień przed zbrodnią, a czytelnik gryzie palce z niecierpliwości.

Mogę się nieco przyczepić do rozwiązania, także zachowanie Bena na procesie wydało mi się nieco naciągane, ale i tak uważam, ze z zalewu kryminałów ten jeden warto wyłowić i przeczytać. A ja i po kolejną książkę tej Autorki z pewnością sięgnę.

Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz do recenzji.

Gillian Flynn, Mroczny zakątek, Znak, Kraków 2015.
Tłumaczył Mateusz Borowski.

9 listopada 2015

Na skraju ciszy - Kristina Ohlsson

Jesienią, jesienią sady się rumienią, a ja zaczynam maniacko czytać kryminały. Przeczytałam ich ostatnio naprawdę dużo i zaczynam odczuwać poważny przesyt. A może to dlatego, że zima nadciąga, święty Mikołaj szczotkuje renifery, a w sklepach pojawiły się dekoracje świąteczne - czyli czas przerzucić się na inną literaturę.

"Na skraju ciszy" ma na okładce informację "szwedzki bestseller", żeby polski czytelnik nie miał żadnej wątpliwości. Wiadomo - szwedzki kryminał, to dobry kryminał, a że w dodatku bestseller, to wiadomo, że superdobry. Niestety, mimo licznych zachwytów, które można znaleźć w sieci, przyznaję, że mnie książka rozczarowała. Najbardziej podoba mi się w niej okładka...

Pierwsza połowa powieści robiła bardzo dobre wrażenie. Zagadka była wciągająca - znaleziono zwłoki młodej kobiety, która zaginęła dwa lata wcześniej, policyjny zespół wznawia śledztwo dotyczące nieszczęsnej ofiary, mnożą się tropy i... trupy. Trochę chaotyczny styl, ale niech tam, może to nie Autorka, a Tłumacz.* W połowie jednak historia oklapła jak suflet. Z licznych tropów ostał się jeden, śledczy znienacka stwierdzili, że ten podejrzany na pewno czynu nie popełnił, ten też nie, i w tego też nie wierzymy, w związku z czym osoba mordercy przestaje być zagadką w połowie książki liczącej 600 stron, co oznacza że przed czytelnikiem jeszcze 300... I na tych trzystu nic ciekawego się już nie dzieje. Najbardziej interesujące były chyba fragmenty dotyczące życia prywatnego śledczych, a nie jest to raczej komplement dla kryminału.

Powieść jest trzecią z serii o policjantce Frederice Bergman. Pod ręką mam jeszcze "Odwet" (tom 2), więc pewnie przeczytam, a nuż mnie zaskoczy.

Kristina Ohlsson, Na skraju ciszy, Prószyński i ska, Warszawa 2013.
Tłumaczył Wojciech Łygaś.

* Albo brak rzetelnej redakcji. Do kilku miejsc mam poważne zastrzeżenia.

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...