Rzetelne angielskie kryminały

Kryminał kryminałowi nie jest równy i nie chodzi wcale o jakość, ale o kraj pochodzenia. Od kryminałów angielskich wymagam czegoś zupełnie innego niż od choćby skandynawskich (poza tym, że jedne i drugie maja być po prostu dobre - rzecz jasna). Przykładowo, w dziele szwedzkim wymagany jest lekko wymięty samotny komisarz policji, zagubiony w wielkim mieście, który smutki topi w alkoholu, życie prywatne nie układa mu się za dobrze (w porywach do wcale), chęci do życia ma niewiele, wątpliwości mnóstwo i nawet pogoda mu nie dopisuje. W kryminale z wysp brytyjskich natomiast niezbędne jest małe angielskie miasteczko, jakaś rezydencja, hektolitry gorącej herbaty, grzanki zjadane w fotelu przed kominkiem i co najmniej kilku zblazowanych arystokratów.

Szczęśliwie się złożyło, że oba angielskie kryminały, po które sięgnęłam w święta idealnie spełniły pokładane w nich nadzieje. Oba rozgrywają się mniej więcej w tym samym okresie (lata 80. lub początek 90., co można ustalić dzięki temu, że w obu są wzmianki o panującej pięknej księżnej Di) i oba zostały napisane przez Amerykanki, które akcje swoich powieści lokują w Anglii. Zarówno jedna, jak i druga powieść ma też ten uroczy "alaagathachristieitrochescherlockowski" klimat, do którego mam ogromną słabość.

O serii kryminałów Marthy Grimes z Richardem Jurym już pisałam - serię bardzo lubię, nie wątpiłam, ze mi się spodoba i nie rozczarowałam się. Nadinspektor Jury trafia tym razem do małego i pozornie spokojnego miasteczka Littlebourn. W środku lasu znaleziono zwłoki młodej kobiety - nikt jej nie znał i nie wiadomo skąd wzięła się w nieuczęszczanym miejscu. Wkrótce okazuje się, że także inne nieszczęścia spadły na to pozornie uśpione miejsce - miejscowa dziewczyna została zaatakowana w londyńskim metrze, a z pobliskiej rezydencji skradziono cenny klejnot. Nadinspektor z nieodłącznym Melrosem Placem będą musieli rozwikłac zagadkę, kierując się nie czym innym, lecz prawdziwą mapą skarbów!

Martha Grimes, Pod Anodynowym Naszyjnikiem (The Anodyne Necklace), WAB 2009


Na kryminały Elizabeth George trafiłam niedawno, ale szukałam ich od lat. Jeszcze w liceum czytałam jedną z jej książek - nie zapamiętałam ani tytułu, ani autora, za to doskonale pamiętałam intrygę, rozwiązanie i emocje, z jakimi ją pochłaniałam. Kilka miesięcy temu przypadkiem wpadła mi w ręce powieść "Gdzie jest Józef?" i odkryłam, że to właśnie było to. Nie czytałam ponownie - zbyt dobrze pamiętałam akcję (po około 15 latach od lektury! rzadko się to zdarza), ale postanowiłam sięgnąć po inny kryminał tej autorki - oczywiście biorąc poprawkę na to, że po kilkunastu latach mój odbiór może być zupełnie inny. Okazało się, że Elizabeth George stworzyła całą serię o inspektorze Lynleyu, aż 17 książek (jak dotąd - ostatnia dopiero co się ukazała). Wspomniany Tomasz Lynley jest nie tylko śledczym, ale tez arystokratą, doskonale wykształconym w Eton i Oxfordzie, oszałamiająco przystojnym, obytym w świecie i działającym na kobiety jak magnes. Tworzy zadziwiająco dobrany tandem z panią detektyw Barbarą Havers - która stanowi całkowite jego przeciwieństwo prawie pod każdym względem (IQ maja podobne). Sięgnęłam po pierwszy tom z serii pt. "Wielkie wybawienie" i było to spotkanie nader udane.
Do Scotland Yardu przybywa ksiądz z małego angielskiego miasteczka (oczywiście!), w którym doszło do tragedii.  Młoda dziewczyna została znaleziona obok zwłok swego ojca. Przyznała się do zbrodni, jednak ksiądz jest przekonany o jej niewinności. Para detektywów wyrusza, by rozwiązać zagadkę i dowieść, że w pod sennymi fasadami miasteczka czają się nadzwyczaj mroczne sekrety... 
Chociaż dość szybko zaczęłam podejrzewać motywy zbrodni i tak powieść czytało mi się doskonale - nie oderwałam się, dopóki nie skończyłam. Zagadka sprytna, autorka mnoży tropy, ale i tak najbardziej podobały mi się te rezydencje, tosty, herbatki... Lubię tę staroświeckość w kryminałach. Poza tym bardzo polubiłam bohaterów i z pewnością na pierwszym tomie nie zakończę z nimi znajomości.

Elizabeth George, Wielkie wybawienie (Great Deliverance), Prószynski i ska 1997

***

A moje mieszkanie wygląda obecnie tak:


Jutro przyjeżdża firma przeprowadzkowa i spróbujemy przenieść się na nowe śmieci. Pewnie i tak zostanie nam część gratów do transportu samodzielnego, bo spakowanie WSZYSTKIEGO jest po prostu niewykonalne. Jak już będziemy na miejscu, zostanie nam "tylko" remont. Ale to już będzie czysta przyjemność, biorąc pod uwagę długą drogę, jaką przeszliśmy od września, kiedy dostaliśmy informację, że musimy się wyprowadzić (w skrócie: wrzesień - ekspresowa organizacja własnego ślubu, październik - ślub i poszukiwania mieszkania, listopad - organizacja kredytu, grudzień - finalizacja kredytu, zakup mieszkania i przeprowadzka). Dotąd o tym nie wspominałam, ale jestem w szóstym miesiącu ciąży. Uwierzcie, że w tym stanie wszystko jest dwa razy trudniejsze (może ciąża to nie choroba, ale jakoś wcześniej nie robiło mi się słabo w komunikacji miejskiej, a gimnastyka przy pakowaniu też jakoś nie bardzo jest wskazana....). 

Zdjęć nowego mieszkania na razie nie pokażę - gniazdko ma spory potencjał, ale na razie tylko potencjał...

Komentarze

  1. Nie znałam tych autorów, na pewno sięgnę :)
    Gratulacje. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Grimes uwielbiam (szkoda, że wydawnictwo WAB nie uwielbia jej na tyle, żeby szybciej wydawać kolejne tomy), natomiast drugiej pani zupełnie nie kojarzę, a sądzę, że powinna mi się spodobać, więc dopisuję do sprawdzenia (na tej liście z kryminałów mam jeszcze powieści P.D. James - czytałaś?) Bo wczoraj skończyłam najnowszą Flawię de Luce i chcę więcej takich kryminałów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię serie o Emmie Graham M. Grimes, a że ostatnia wydana po polsku skończyła się niejako w połowie, z nierozwiązaną zagadką, to chyba nie doczekam tłumaczenia i kupię oryginał. P.D. James mam w planach czytelniczych, ale jeszcze nie znam, a polecasz jakąś konkretną?

      Usuń
  3. Boże, pierwszy akapit mnie powalił! I podpisuję się pod nim wszystkimi kończynami :D
    Widzę, że sporo zmian w Twoim życiu nastąpiło! Gratuluję i życzę powodzenia w Nowym Roku!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurcze, to masz zamieszanie w życiu i jeszcze znajdujesz czas na bloga... Podziwiam. Życzę powodzenia w przeprowadzce i remoncie.

    A co do kryminałów, to słyszałam o Marcie Grimes i muszę się z nią zapoznać wkrótce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, czas na bloga to akurat znajduje z trudem :/ Przez weekend nie znalazłam nawet kwadransa na prywatę, czytanie, odpoczynek, cokolwiek, więc co tu mówić o zebraniu myśli do recenzowania. Jednak jakieś w miarę do rzeczy chciałabym te wpisy zamieszczać.

      Usuń
  5. Gratulacje, trzymam kciuki za udaną przeprowadzkę, szybki remont i podobne tam... A Elizabeth George jeszcze nie czytałam... Dziwne... Trzeba szybko nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kryminały to nie jest mój ulubiony gatunek, ale zaintrygowało mnie to połączenie dwojga inteligentnych osób.
    Wszystkiego dobrego w nowym roku! Życzę, by przeprowadzka przebiegła bezproblemowo i oczywiście gratulację :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię kryminały, ale na ogół czytam je zrywami - jak mam fazę to leci kilkanaście kryminałów pod rząd, a potem długo długo nic ;)

      Usuń
  7. Panią Grimes znam, nawet sobie ostatnio zakupiłam jeden jej kryminał, pani George jeszcze nie, ale już wrzucam do schowka. Oszczędzaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, oszczędzanie to jest właśnie to, co mi ostatnio zupełnie nie wychodzi... ;)

      Usuń
  8. Szczęścia, zdrowia i miłości w Nowym Roku! Gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lilybeth, no to podwójne gratulacje: po pierwsze, wiadomo, z okazji bliskiego potomka (potomkini) :) a po drugie z okazji uskutecznionej już, jak mniemam, przeprowadzki. Mam nadzieję, że nic nie nosiłaś, tylko siedziałaś grzecznie na fotelu i przyglądałaś się robocie!
    Przed Wami to co najprzyjemniejsze - urządzanie własnego gniazdka. Jak już się pozbierasz, czekamy na relację ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję podwójnie :) Cóż, z tym siedzeniem w fotelu, to mi nie bardzo wyszło, ale starałam się przynajmniej nie dźwigać niczego, chociaż ciężko mi się przestawić na tryb oszczędny. Człowiek ma ochote "tylko troszeczkę przepchnąć to łóżko i przestawić szafkę, żeby zobaczyć, jak będzie wyglądać, a to przecież jest taaakie lekkie..." ;)
      Urządzanie gniazdka z pewnością będzie przyjemne, ale na razie dręczą nas głównie aspekty rur i kabli, czyli te, które są mniej przyjemne, ale ważne i zlekceważyć nie można.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)