12 października 2010

Unikaj angielskich pubów!

Strzeż się! Jeśli ktoś ma do Ciebie zadawnione urazy, bez wątpienia dopadnie Cię właśnie tam.

Martha Grimes
Pod Huncwotem
The Man with a Load of Mischief
tłum. Agnieszka Andrzejewska
WAB 2008
Pod Przechytrzonym Lisem
The Old Fox Deceiv'd
tłum. Anna Bartkowicz
WAB 2008
Pod Zawianym Kaczorem
The Dirty Duck
WAB 2010


Martha Grimes, Amerykanka rodem z Maryland, stworzyła kryminały angielskie do szpiku kości. Ta angielskość sączy się z każdej strony i stanowi główną, choć nie jedyną, zaletę książek. Ach, te małe miasteczka, kufle wychylane w pubach, kamienne murki, zabytkowe kościółki i kapryśna arystokracja. Ach, mgła i mżawka albo kręte uliczki zasypane śniegiem, polowania na lisy i kolacje przy kominku. Czytając, bardzo długo nie mogłam ulokować akcji w czasie, bo ten klimat pasował mi równie dobrze do czasów Sherlocka Holmesa, co panny Marple, aż w końcu jakiś drobiazg dopiero utwierdził mnie w przekonaniu, że akcja rozgrywa się współcześnie. Oczywiście, mam na myśli czasy, kiedy książki były  pisane, czyli lata 80., stąd niezbyt szybkie samochody, łatwość unikania telefonów (ech, marzenie) i przenośny komputer jako cud cywilizacyjny, w postaci wielkiej machinerii noszonej w torbie na ramieniu, pod ciężarem której uginał się jeden z bohaterów. 

Tak, klimat zdecydowanie rządzi i to on najdłużej pozostał w mojej pamięci, bo szczegóły po kilku tygodniach, które minęły od przeczytania książek, zaczęły się już zacierać. Przekażę Wam jednak to, co pamiętam (nie mam litości ;) ).

Bohater, inspektor policji Scotland Yardu Richard Jury, którego mimo zasług i zdolności niesympatyczny przełożony nie zamierza awansować, dziwnym przypadkiem wciąż trafia w sam środek śledztw, które wydarzyły się daleko od Londynu, a za to blisko miejscowych pubów albo wręcz w nich (stąd, rzecz jasna,  łatwo już wydedukować, że tytuły książek to nazwy pubów :) ). W trakcie pierwszego z nich poznaje pewnego lorda, który zrzekł się tytułu, nazwiskiem Melrose Plant, który dysponuje inteligencją i przenikliwością, a także nieznośną ciotką. (Tu mała dygresja - ciotka jest naprawdę nie do wytrzymania, miałam jej dość chyba bardziej niż bohaterowie i byłam gorąco wdzięczna autorce, za utrzymanie jej z dala od akcji w kolejnej części. Z drugiej strony - to jednak sztuka, wymyślić bohatera wzbudzającego w czytelniku tak żywiołowe emocje.) Melrose szczęśliwie od początku dysponuje alibi, dzięki czemu zaprzyjaźnia się z inspektorem i towarzyszy mu w rozwiązywaniu zagadki w tym i w kolejnych tomach. A czego dotyczą zagadki, zapytacie? (Prawda że zapytacie? Nie mówcie, że wszyscy już to czytaliście przede mną.)

W pierwszym tomie mężczyzna, który zatrzymał się w małym miasteczku, i którego najwyraźniej nikt z mieszkańców nie znał, zostaje znaleziony martwy w tytułowym pubie. Nie jest to pierwsze morderstwo tego typu i niestety nie ostatnie, jednak ofiar wydaje się nic nie łączyć, a mieszkańcom miasteczka motywu brak...

W tomie drugim ofiarą jest młoda kobieta, zadźgana w ciemnym zaułku (tak! w pobliżu pubu!). Kobieta jest postacią bardzo tajemniczą a jej tożsamość wydaje się niemożliwa do ustalenia. Czy jest tym, za kogo się podawała? I kto mógł skorzystać na jej śmierci? Jaką tajemnicę kryje szacowna arystokratyczna rodzina miejscowych bogaczy?

W tomie czwartym (trzeciego, "Pod Anodynowym Naszyjnikiem", jeszcze nie dostałam) do Stratford, miasta Szekspira, przybywa niewielka grupa amerykańskich turystów na ekskluzywnej wycieczce. Jeden z nich, mały chłopiec, znika bez śladu, a kolejna uczestniczka ginie zamordowana (dla odmiany zostawiając za sobą mnóstwo śladów, w krwistym kolorze). Gdy Richard Jury stara się znaleźć powiązanie między tymi faktami, okazuje się, że morderca nie zamierza poprzestać na jednej ofierze. 

Podsumowując: porządne kryminały, z intrygującymi zagadkami, które trzymały mnie w napięciu do końca, z cudowną atmosferą tajemnicy z przeszłości  i angielskim klimatem. "Pod Zawianym Kaczorem" jest określana w recenzjach jako bardzo słaba, ale szczerze mówiąc, ja tego nie zauważyłam. Rzeczywiście, ze względu na liczny udział Amerykanów (których to zresztą swoich rodaków Autorka sportretowała bardzo ironicznie) kuleje nieco ta właśnie angielskość, niemniej przeczytałam ją z równym zainteresowaniem, co pozostałe. Pozostaje mi tylko polować na tom trzeci oraz żałować, że tak niewiele ukazało się w Polsce z tak obfitej serii o inspektorze Jurym.


6 komentarzy:

  1. Cała seria brzmi bardzo zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od jakiegoś czasu poluję na "Pod Huncwotem", ale jak do tej pory nie miałam szczęścia. Grimes jest jednak u mnie na specjalnej liście z której nie zdarzyło się bym czegoś nie kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam M.Grimes tylko "Hotel Paradis" - bardzo mi się podobało. Na pewno sięgnę i po te książki, o których piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Grendella - jest przyjemna, aż się zastanawiam, czy nie czytać reszty w oryginale, nie czekając na przekład. Wciąga i przez to doskonale odpręża.

    Odcień purpury - ja polowałam ze dwa lata, aż w końcu kupiłam w tym roku w serii Lato z kryminałem. I w kilka dni później w natknęłam się na dwie dalsze części w bibliotece. Mam nadzieję, że i anodynowy naszyjnik gdzieś na mnie czeka.

    Beatrix - ja też czytałam "Hotel Paradise", ale seria o Jurym podobała mi się chyba bardziej, z tym, że dalszych części o Emmie jeszcze nie upolowałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. O to przed tobą jeszcze moja ulubiona "anodynowa" część, którą mocno polecam. Ja nie czytałam tylko tej ostatniej, ciągle na nią poluję w biblio, a póki co zaczęłam "Hotel Paradise".

    OdpowiedzUsuń
  6. Sylvia - ja też słyszałam, że anodynowa jest najlepsza :) dobrze, ze jeszcze przede mną, lubię zostawia najlepsze na deser.

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...