Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2012

Zaganiana narzeczona

Nie dość, że zaganiana, to jeszcze dopadł ją katarek i stan podgorączkowy. A dopiero T. się podniósł po dwutygodniowym zapaleniu oskrzeli...

Do ślubu zostały 3 tygodnie. Sukienka jest, buty są, jest nawet płaszczyko-narzutka, wszystko kupione niezwykłym fuksem tego samego dnia, w trzech różnych miejscach, wszystko w przecenie. Brak pończoch, które się NA PEWNO nie podrą, brak odpowiedniej bielizny, której nie będzie widać spod lejącego materiału, trwają wątpliwości biżuteryjne. Umówiony makijaż próbny (niestety do samodzielnego make-upu talentów brak, czasem się dobrze umaluję, czasem nie, zależy to chyba od układu gwiazd, a w dzień ślubu, jak mi się będą trzęsły ręce, to raczej nie podołam). Do wybranego salonu fryzjerskiego spróbuję się dodzwonić jutro, jak nie będą mieli wolnego terminu, to nie wiem co, bo to jedyne miejsce, które nie odstraszyło mnie skutecznie swoją galerią stylizacji ślubnych (znalazłam je po tygodniowym przetrząsaniu czeluści internetu). Nie wiem, co zrobić z b…

Bardzo dobra wymówka

Obraz
Ostatnio nie mam czasu na pisanie na bloga, a co gorsza - w ciągu następnych kilku tygodni pewnie będę się pojawiać rzadko. Nie obrażajcie się i nie porzucajcie mnie :) Mam bardzo dobrą wymówkę.


Kilka dni temu spadło na mnie niespodziewane szczęście zorganizowania ślubu w pięć tygodni. Własnego ślubu. Decyzja była niespodziewana nawet dla samych zainteresowanych (kredyt mieszkaniowy z dopłatą = ślub dla pieniędzy, heh ;) ). Dobrze, że lubię wyzwania, bo inaczej usiadłabym i rozpłakała się rzewnie już przy próbie znalezienia wolnego terminu w usc. Okazuje się, że cały naród wpadł na pomysł wzięcia ślubu w październiku. Przy tym dysponujemy bardzo ograniczonymi finansami, więc rozwiązanie typu - iść do salonu i zakupić suknię za 4 tysiące - odpada. Zresztą styl a la księżniczka nie bardzo mi odpowiada. Jakby jeszcze było za prosto, to mogę dorzucić, że szczęśliwy narzeczony od 5 dni leży z temperaturą niemal 40 stopni... Położył go bakcyl, a nie wizja utraty wolności, niemniej trudno pr…

Czytam klasykę - Dżentelmen włamywacz

Obraz
Arsène Lupin mnie ominął.
Uchylił cylindra i obszedł szerokim łukiem.
Nie, no, nie o tym mówię :) Ominął mnie w postaci książkowej. Nie miałam okazji dotąd na niego trafić, choć oczywiście nazwisko było mi znane. Mam wrażenie, że część winy za naszą nieznajomość ponoszą wydawcy, bo pan Lupin jakoś nie miał szczęścia do publikacji w Polsce. Sherlock Holmes jest od lat odmieniany w księgarniach przez wszystkie przypadki. Mamy osobne książki, tomy częściowe, tomy zbiorowe, tomy mieszczące całą sherlockowatość w jednym i w ogóle. Jeśli ktoś w życiu nie czytał o przygodach słynnego detektywa, to chyba musiał się w tym celu specjalnie postarać. Tymczasem Arsène'a - jak na superwłamywacza przystało zresztą - łatwo przeoczyć, kiedy tak sobie skromnie stoi ukryty gdzieś za zasłonką i śmieje w garść z czytelnika właśnie obrabowywanego ze znajomości bardzo ważnej literackiej postaci. Czyżby polskie wydawnictwa bojkotowały zdolnego włamywacza jako osobnika stojącego po złej stronie mocy? Szk…