1 czerwca 2011

Wpis dzieckowo-książkowy

Dzieci nie posiadam, ale Dzień Dziecka nieodmiennie od lat obchodzę i nie przeszkadza mi nawet fakt, że już prawie przestałam mieć dwójkę z przodu (o wiek chodzi, nie o zęby). Tak patriotycznie postanowiłam dziś wspomnieć o moich ukochanych polskich książkach z dzieciństwa (wśród zagranicznych rządziła klasyka: Montgomery, Burnett, Lindgren itp.).

Od dziecka czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce, a tak się złożyło, że u mojej babci stał wielki regał z książkami wśród których kryły się skarby pamiętające dzieciństwo mojego taty i jego sióstr. W ten sposób stałam się fanką czytanek z języka polskiego z przełomu lat 50. - bo rzecz jasna nawet podręczników nie oszczędziłam - o pięknym prosocjalistycznym wydźwięku. Pamiętam, że było tam o budowniczych nowej Polski, prostych robotnikach, oraz o dzieciach wiejskich, co to dzielnie przez pola, zimą, na boso i pod górkę szły. Uwielbiałam je :)
Na szczęście znalazło się tam także sporo dobrej literatury i dzięki niej moje dzieciństwo czytelnicze, na początku lat 90., upłynęło pod hasłem Polski Ludowej. Oto pozycje, w których się zaczytywałam i które nadal uważam za doskonałe (a dzięki nim żywię także sentyment do lat 60., w których żyć nie miałam okazji).


Adam Bahdaj rządzi

To pisarz instytucja, biada tym, którzy nie znają - choć na szczęście nadal się go wznawia. Zaczytywałam się w dwóch mrożących krew w żyłach kryminałach "Uwaga! Czarny parasol!" i "Kapelusz za sto tysięcy". Na Tolka Banana stawiam do dzisiaj - chociaż filmu nie lubię, bo za bardzo różnił się od książki (ach ten skrzypiący dom i ukryty skarb, i duszne lato w Warszawie). Dla odmiany uwielbiam Dudusia zarówna w filmie/serialu "Podróż za jeden uśmiech", jak i w książce. Trzeba też wspomnieć o "Wakacjach z duchami" i "Do przerwy 0:1", a nieco starszym poleciłabym też dwuczęściową książkę o szukającym nieznanego ojca Maćku/Telemachu,  wpisaną na listę honorową IBBY.

Szukając skarbów z Panem Samochodzikiem

Pan Samochodzik jest moim idolem do dziś i nadal żałuję, że nie poszłam w jego ślady. W końcu kto by nie chciał zawodowo szukać skarbów. 
Ach, ten polski James Bond, detektyw-muzealnik-dżentelmen, który używał intelektu, a bronią się brzydził, i potrafił rozwikłać najbardziej tajemniczą z tajemnic w Polsce i zagranicą. Ach, samochód-amfibia, brzydki jak odrapane czółno, na którym ktoś postawił namiot. Ach, te wszystkie piękne panny, które brały udział w przygodach, ale w głębi duszy marzyły tylko o domku z ogródkiem i gotowaniu obiadków dla męża i dzieci (i jako takie były ideałem pana Tomasza). 
Wolę się przyznać (zanim mnie T. wyda), że Pan Samochodzik nadal jest dla mnie lekiem na depresję  i aktualnie nawet słucham audiobooka "Księgi Strachów".
PS. Uznaję tylko Pana Samochodzika autorstwa Zbigniewa Nienackiego, pochodnych nie czytałam i nie planuję.

Szaleństwa z Majką Skowron

Chociaż jeśli mam być szczera, to moją ukochaną, znaną niemal na pamięć książką  Autora "Majki" jest "Nasturcja i Lew". Mądry portret nastolatka u progu pierwszej miłości, odrobina przygody, odrobina historii, szczypta fantastyki. Majka była dla mnie zbyt mało odpowiedzialna.
Aleksander Minkowski napisał całe mnóstwo książek dla młodzieży i nadal nie tracę nadziei, że przeczytam wszystkie. Wyróżniały się doskonałymi plastycznymi portretami bohaterów i  psychologiczną głębią (wartość zapomniana w czasach pamiętników wampirzych księżniczek i ich ukochanych upadłych aniołów).


Lilybeth lubi Krystynę Boglar jak Klementyna kolor czerwony

Nie czytałam debiutanckiego "Wiercipiętka", ale od drugiej książki tej Autorki "Klementyna lubi kolor czerwony" (znakomicie ilustrowanej przez Butenkę) poczynając, wszystko było doskonałe. Kojarzycie bliźniaki z "Każdy pies ma dwa końce" i "Nie głaskać kota pod włos"? Jak upychały zapasy jedzenia na później w wielkim miśku oraz wyczarowywały pogodę tańcząc nad rosołem w środku nocy? Z poważniejszych pozycji głęboko poruszyły mnie "Brent" i "Kolacja na Titaniku" - do dziś pamiętam to uczucie ściśniętego gardła, z którym je czytałam.

Którędy do Eldorado?

Marta Tomaszewska to kolejna cudowna pisarka, w ulubionych też musiałabym wymienić wszystkie jej utwory. "Zorro, załóż okulary" wyniesioną od babci nadal mam na półce (i nie oddam). Najbardziej kochałam jednak "Tajemnicę białego pokoju" - wypożyczałam ją z biblioteki średnio co trzecią wizytę ;)

Zabawa z rodem Sawanów

Ewa Lach - ech, zapomniałam nazwiska tej Autorki, a nie tak łatwo ją teraz znaleźć. Trafiłam przez forum z imionami dla dzieci :) A to dlatego, że bohaterowie kilku jej książek to rodzeństwo Sawanów o  nietypowych imionach: Kastor i Pola, Marek i Roma, Cyprian, Seweryn i Berenika. Świetne były też inne książki, choćby"Pępek węża" czy "Romeo, Julia i błąd Szeryfa" o amatorskiej próbie wystawienia Szekspira przez siostry bliźniaczki i o ich owdowiałym ojcu. Chyba poszukam starych egzemplarzy na allegro, bo za parę lat słuch o nich całkiem zaginie, a szkoda by była wielka. Na marginesie - Autorka zadebiutowała chyba jako czternastolatka i pamiętam, że gorąco wierzyłam, że uda mi się ją przebić i wydać pierwszą powieść jeszcze wcześniej ;)

Mądrze o życiu

"Życie za życie" Zofii Chądzyńskiej to dla mnie majstersztyk, jeśli nie czytaliście w dzieciństwie, przeczytajcie teraz. Osierocony przez ojca Marek żyje ze zgorzkniałą oschłą matką w małym domku przy śluzie, a kłopoty w szkole sprawiają, że traci ostatnią rzecz, na której mu zależy. Wtedy pojawia się mała dziewczynka, jeszcze dziecko, która chce dla niego wyprostować świat, poświęcając samą siebie. Znakomicie oddane realia i fantastyczna gra językowa. Lubiłam też równie dobrą, choć już bardziej "dla dzieci", "Przez Ciebie, Drabie!" (Drab to imię psa, a nie młodociany chuligan ;) ).

*********************************************************

No to sobie zrobiłam Dzień Dziecka, pisząc o tym, o czym lubię najbardziej :) Resztę Wam już daruję (bo mogłabym tak długo), wspomnę tylko jeszcze o "W pustyni i w puszczy", którą uwielbiałam i czytałam rytualnie raz do roku oraz o zwariowanych panienkach z twórczości Makuszyńskiego. I o doskonałych opowiadaniach Zofii Żurakowskiej z okresu 20-lecia międzywojennego. I jeszcze o serii Chmielewskiej o Janeczce i Pawełku.... I jeszcze o... i jeszcze...

Na marginesie - dostępność książek w czasach mojego dzieciństwa była zdecydowanie mniejsza. Te, które miałam, czytałam na okrągło, bibliotekę też miałam przerobioną w całości kilkakrotnie. Ale nie byłam nieszczęśliwa z tego powodu, przeciwnie, dzięki temu mogłam wracać do ukochanych światów po wielokroć. Aż szkoda, że wśród "dorosłych" książek nie mam tylu, które chciałabym przeczytać ponownie... pięć razy ;)

16 komentarzy:

  1. Ach, toż to książki mojego dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mojego też. Wszystkie bez wyjątku kochałam i jeszcze Chmielewskiej o Teresce i Okrętce, Verne'a i Szklarskiego serię o Tomku. I wszystkie zapałki na zakrętach... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dr Kohoutek i Beatrix - Bardzo się cieszę, że nie jestem sama. Mój T. na przykład nigdy w dzieciństwie nie czytał Pana Samochodzika i poznał go dopiero przymuszony przeze mnie, a i to śmiał twierdzić, że mu działa na nerwy ;) Mam nadzieję, że pamięć o tych książkach w narodzie nie zginie ;) O Teresce i Okrętce też czytałam, ale już trochę później, pospołu z Jeżycjadą, a seria o Tomku właśnie mnie ominęła, ale planuję nadrobić :) Verne też - Dzieci Kapitana Granta to jedna z pierwszych samodzielnie przeczytanych przeze mnie książek, ale tu chciałam tylko o polskich napisać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze jest czasami wrócić do tych ksiażek, sammmam zamiar znowu wracać częściej...:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, ileż znajomych książek. Szkoda że następne pokolenie juz nie będzie ich czytać, realia już zupełnie nie te same. Co do następców Pana Samochodzika to powiem, że nie są złe, skoro sam imć Pilipiuk je pisywał ( swoją drogą przestałam troszkę lubić książki gdy doszły mnie różne informacje na temat osobowości Nienackiego).

    OdpowiedzUsuń
  6. Piotrze - ja tez sobie obiecuje, że będę wracać częściej, ale nowości na półce kuszą. Pewnie wrócę do nich, jak je będę czytać własnym dzieciom ;)

    Seso - a może będą? W końcu moje dzieciństwo realiami też znacznie odbiegało od tego socjalistycznego. No i nadal czytamy Anię z Zielonego Wzgórza, mimo upływu lat. Pewnie nie wszystkie przetrwają, ale wierzę, że chociaż kilka. Jeśli chodzi o następców Pana Samochodzika - jakoś nie mogę się przemóc, a akurat Pilipiuk mnie specjalnie nie zachwyca. No może spróbuję... kiedyś... Znam życiorys Nienackiego, o osobowości wiem niewiele. Chociaż jakbyśmy każdego pisarza rozpatrywali pod względem osobowości, to pewnie by się niewielu ostało ;) Większość klasyków to buce i szowiniści :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mojego dzieciństwa też :) Uwielbiałam Pana Samochodzika, książki Ewy Lach, Makuszyńskiego. Ach i jeszcze Broszkiewicza, Ożogowskiej, Niziurskiego. Hitem były wszystkie tomy "Anie". Z lektur pro-socjalistycznych, zaczytywałam się ilustrowaną encyklopedią dla dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Grendella - no tak, Niziurskiego i Ożogowską tez powinnam była na liście umieścić, trudno, może innym razem. Encyklopedię też miałam, jeśli prosocjalistyczna to może nawet tą samą, miała taką narysowaną niebieską mapę/siatkę geograficzną czy coś na okładce :) Znałam ją na pamięć prawie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam kilka lektur zaległych, jak się okazuje :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaki fajny wpis!
    Bahdaja lubię za Telemacha; Panem Samochodzikiem też się zaczytywałam; Minkowskiego za dziecięcia czytałam tylko "Dolinę Światła" (świetne); Boglar znam, ale wolę serial o tych bliźniakach od książki; Tomaszewską kocham za Tapatiki; "Życie za życie" - ach, przypomniałaś mi to!

    OdpowiedzUsuń
  11. W głowie mam mnóstwo tytułów, które w dzieciństwie były mi czytane lub gdy bylam większą dziewczynką, czytalam sobie sama. Z uśmiechem, niekiedy łzami wspominam chwile z ukochanymi książkami- wierszami, opowiadaniami, baśniami- głównie te gatunki jeśli chodzi o polskich autorów, w przypadku powieści również rządziły panie Montgomery i Lindgren :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny wpis!

    Będę szukała polecanych przez Ciebie książek (tych, których nie znam, oczywiście). Lubię wracać do książek swojego dzieciństwa (dzieciństwo przypadało na lata '80 i '90, ale książki, tak jak u Ciebie, były dużo starsze) i równie chętnie poszerzę swoje wspomnienia o kolejne tytuły. :)

    Mam nadzieję, że doczekamy się kolejnych części tej notki? Oby przed przyszłorocznym dniem dziecka...

    A moje dzieciństwo to (z polskich autorów) oczywiście Bahdaj, Nienacki, Makuszyński, Niziurski, potem trochę Tomków i May. A z "dziewczyńskich" Ożogowska, Siesicka, Snopkiewicz, Musierowicz. No i oczywiście dziecięca Chmielewska. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Joanna - nigdy nie jest za późno, żeby nadrobić ;)

    Agnes - dzięki :) A to ja z kolei Doliny światła chyba nie czytałam, bo nie kojarzę tytułu, ale nadrobię - wyguglowałam ją i wydaje się bardzo interesująca. I serialu o rodzinie Leśniewskich nigdy nie obejrzałam :/

    Kasia - jeśli z polskiej literatury czytałaś głównie opowiadania, to zachęcam do poznania wspomnianych powieści - oczywiście jeśli czytanie książek dla "młodsze młodzieży" nadal Cię bawi :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ysabell - moje dzieciństwo też przypadało na lata 80. i 90., ale w latach 80. moimi lekturami były głównie bajki i seria "Poczytaj mi mamo" (też boska zresztą - swojemu dziecku zakupię wznowienie, bo widziałam, ze wyszło coś w Naszej Księgarni. Moje rodzice gdzieś wydali, czego nie mogę odżałować.).

    Nie planowałam kontynuacji notki, to miała być jednorazowa podróż sentymentalna, ale jeśli jest zapotrzebowanie, to chętnie napiszę więcej. Literatura mojego dzieciństwa to temat, na który odpowiadam słowotokiem - mogę ciągnąć w nieskończoność ;)

    Siesicką czytywałam w bardzo niewielkim stopniu, na 100% "Bethovena i dżinsy", "Jezioro osobliwości" i jakieś opowiadania, które bardzo lubiłam - ciągle sobie obiecuję, że przeczytam więcej, w bibliotece stoi tego z pół półki. A Snopkiewicz znam tylko "Drzwi do lasu" i wydawała mi się baaaardzo socjalistyczna :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Co do "Poczytaj mi mamo" zgadzam się z każdym znakiem tego co piszesz. Też zamierzam kupić wznowienie. :)

    Snopkiewicz to dla mnie przede wszystkim "Tabliczka marzenia", naprawdę świetna. Potem jeszcze "Słoneczniki" i "Paladyni", obie już nieco gorsze... Niemniej właśnie Snopkiewicz otworzyła dla mnie lata 50 i wczesne 60, czyli czasy bardzo niedługo po wojnie.

    Siesicką z kolei czytałam "jak leci" z wielu jej książek niewiele rozumiejąc ("Między pierwszą a kwietniem" zaczęłam rozumieć bardzo niedawno). Z tych pierwszych przeczytanych najlepiej wspominam "Zapach rumianku", "Beethovena i dżinsy" i "Zapałkę na zakręcie". Ale po Siesicką warto sięgać, polecam choćby bardziej współczesną trylogię "Falbanki", "Woalki", "Wachlarze".

    No i zapomniałam jeszcze, ale moje dzieciństwo to również Jerzy Broszkiewicz i jego fantastyka: najpierw "Wielka, większa i największa", potem "Mój księżycowy pech", "Ci z dziesiątego tysiąca", "Mister Di", "Bracia Koszmarek, magister i ja", no i mój ulubiony "Długi deszczowy tydzień". :)

    A na kontynuację notki mam jednak nadzieję. Uwielbiam czytać o starych książkach dla młodzieży (i nie tylko dla młodzieży). :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ysabell - ach, Broszkiewicz :) O nim też powinnam była wspomnieć. Co zabawne, "Wielka, większa i największa" to była moja lektura, jakoś w 2. albo 3. klasie podstawówki i wtedy mi się straszliwie nie spodobała. Jakiś czas później przeczytałam ją ponownie i awansowała do ulubionych, przez wiele lat czytywałam ją podczas chandry, a ostatnio ją sobie kupiłam, kiedy znajoma wyzbywała się starych książek. "Ci z dziesiątego tysiąca" też świetna i dzięki za przypomnienie o "Długim deszczowym tygodniu" - zupełnie o niej zapomniałam. Za to innych chyba nie czytałam, muszę przetrząsnąć bibliotekę, mam nadzieję, że mnie wpuszczą do dziecięcej ;)

    Siesicką spróbuję na pewno, a może i Snopkiewicz. A nad kolejnym wpisem poważnie pomyślę. Ja też lubię czytać i pisać o starych książkach :)

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...