Hanna Zawodowiec

W którejś recenzji przeczytałam, że Hanna to drugi Leon Zawodowiec i to mnie ostatecznie (po intrygującym trailerze) zmotywowało do obejrzenia filmu. Leona Zawodowca uważam za arcydzieło w każdym szczególe, chociaż normalnie nie jestem wielbicielką filmów o strzelaniu. Dodatkowo świetna obsada przemawiała za tym, że to będzie kino warte obejrzenia.

Oczywiście nabrałam się na chwytliwe porównanie, bo wspólne z "Leonem" są tylko dwie rzeczy: nieletnia bohaterka i sporo zabijania.
Hanna to bardzo dziwny film; bliżej mu do Mission Impossible niż do Leona Zawodowca, ale ma wyraźne ambicje żeby być czymś więcej i tak właśnie go reklamowano. Oprócz młodocianej wytrenowanej zabójczyni, mamy tu jej ojca-byłego agenta z tajemniczą przeszłością oraz wrogą im agentkę z przeszłością jak wyżej. Wszyscy mordują bez głębszej refleksji (i niekiedy bez głębszej konieczności). Na drugim biegunie mamy niekonwencjonalną czteroosobową amerykańską rodzinę podróżująca po świecie minibusem, rodem z kina niskobudżetowego. Filozofujących rodziców, wymalowaną małolatę i jej słodkiego braciszka. Gdzieś pomiędzy tymi bohaterami plasuje się grupa dziwaków (pomocnik agentki, mieszkaniec chatki z Berlina), z okolic braci Coen. W rezultacie wyszedł krzywy patchwork różnych gatunków filmowych, które upchane w jednym filmie co nieco zgrzytają.


W połowie seansu darowałam sobie poszukiwanie głębi i oglądałam już tylko zwykły film akcji, a w tej kategorii jest zupełnie przyzwoity, chociaż bez rewelacji. Tak naprawdę powody przemawiające za obejrzeniem Hanny są dwa: 1. Saoirse Ronan; 2. muzyka. Odtwórczyni głównej roli, mała Briony z Pokuty i ofiara z Nostalgii Anioła, jest po prostu fantastyczna. Ze swoją odrealnioną (również dzięki charakteryzacji) urodą przypomina istotę nie z tego świata. Dzięki niej postać Hanny wydawała się całkiem wiarygodna.


Muzyka odgrywa bardzo ważną rolę w filmie - Hanna, wychowywana bez muzyki, kiedy wreszcie ją odkrywa, jest zauroczona. Podróż przez różne kultury, którą odbywa, pozwala twórcom wpleść w narrację muzykę z zupełnie różnych światów. Sam podkład muzyczny (za który odpowiada The Chemical Brothers) jest doskonale dopasowany do akcji; dopracowane są nawet takie szczegóły, jak chwytliwa melodyjka gwizdana przez jednego z bohaterów.


Zdjęcia są bardzo malownicze - dla mnie aż za bardzo. Forma nie powinna przerastać treści, a w tym przypadku niekiedy piękne ujęcie usiłuje zatuszować kompletną nielogiczność fabularną. Takie: "Ok, ok, to nie ma sensu, ale za to jak cudownie wygląda". Do tego montaż obrazu w postaci krótkich urywanych scen u mnie osobiście skutkował oczopląsem. W sumie, gdyby wyrzucić dialogi, a zostawić tylko zdjęcia i muzykę, wyszedłby z tego naprawdę dobry teledysk.


A o czym to jest? Najlepiej obejrzeć zwiastun, bo film ciężko opowiedzieć. Zaczyna się na śnieżnym pustkowiu, gdzie ojciec wychowuje swoja nastoletnią córkę na wykwalifikowaną zabójczynię. Kiedy jest już gotowa, rozdzielają się - Hanna ma misję do wykonania, po której planują spotkać się w Berlinie, czyli tak z pół świata dalej. Dziewczyna wychowywana na odludziu będzie musiała poradzić sobie nie tylko z czyhającymi na nią agentami służb specjalnych, ale i z pierwszym zetknięciem z cywilizacją.

Na marginesie - jakoś tak się dzieje, że filmy, w których morduje się zwierzęta na ogół nie są arcydziełami. Ten zaczyna się sceną, w której Hanna zabija i patroszy jelenia. To mi powinno było od razu dać do myślenia...

Komentarze

  1. Widziałam ostatnio trailer w kinie i nawet przeszło mi przez myśl, żeby się skusić - właśnie dla aktorki, bo jako Briony była po prostu fantastyczna. Ale to film nie do końca w moim typie i Twoja recenzja tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna recenzja! Oględnęłam przed chwilką zwiastun! Zapowiada się świetny film, zdecydowanie oglądne!!!!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kass

    OdpowiedzUsuń
  3. "Leon zawodowiec" zupełnie mnie nie przekonał, a "Hanny" nie widziałem jeszcze :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niedopisanie - nie zachęcam, nawet dla Ronan. Na pewno zagra jeszcze w czymś, co naprawdę warto zobaczyć. Dziwi mnie tylko, że to ten sam reżyser nakręcił "Pokutę", a do tego jeszcze "Dumę i uprzedzenie".

    Kass - dzięki, chociaż ja akurat w recenzji napisałam, że moim zdaniem świetny nie jest :D Ale trailer rzeczywiście zachęca, wiem coś o tym ;)

    Piotr - Hmm, ja "Leona" oglądałam (kilkakrotnie) jako licealistka. Możliwe, że teraz mój odbiór byłby inny, chociaż nie wydaje mi się. Nie będę robić prób, bo za dobrze go pamiętam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Leon zawodowiec" to chyba jeden z moich ulubionych filmów. I porównywanie do niego jakiejkolwiek produkcji może być w moim przypadku niebezpieczne:) Czytałam Twoją recenzję i stwierdziłam, że odpuszczę. Aż tu nagle wyskoczyłaś z The Chemical Brothers. Ale może po prostu posłucham ścieżki dźwiękowej:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Milvanna - jest niebezpieczne, ale na przede wszystkim na wyrost.
    Podobno soundtrack świetny. Sama się zastanawiam, jak to by brzmiało bez obrazków ;), chociaż do tej pory do The Chemical Brothers mnie nie ciągnęło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Spodziewałam sie po tym filmie więcej i mam niestety bardzo podobne odczucia po obejrzeniu jak Ty. Niestety rozczarowanie - ale na osłodę Saoirse Ronan jest naprawdę niezwykła , choć mam nadzieję ze nie zmarnuje swojego potencjału - po Nostalgii Anioła i Niepokonanych poprzeczka jest ustawiona wysoko.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)