ET z Karaibów


Nie będę oszukiwać, że uwielbiam zacisza niszowych kin z ambitnym repertuarem (oraz małym ekranem i płaskim dźwiękiem). Ambitne pozycje chętnie obejrzę we własnym domu, a w kinie bywam, żeby nacieszyć się fantastycznymi zdjęciami na obrazie ostrym jak brzytwa, dźwiękiem dobiegającym ze wszystkich stron i możliwością zanurzenia się w innym świecie. (Chociaż gdyby nie kwestie finansowe, to pewnie wszystko oglądałabym w kinie, gdyż niepoprawną fanką tego przybytku jestem.) 
W związku z tym wielbię multipleksy i zapach popcornu (chociaż nie smak, bo nie lubię słonych rzeczy ) i otwarcie się do tego przyznaję, mimo że to pewnie wstyd ;)
A jakby tego było mało, to jeszcze bezwstydnie oglądam blockbustery ;)

SUPER 8, reż. J.J. Abrams, 2011

Super 8 kusiło po pierwsze intrygującym zwiastunem, po drugie rolą Elle Fanning (sporo już podrośniętą od The Lost Room).

Nie jest to bardzo oryginalne kino, sporo w nim schematów, ale na tyle umiejętnie wykorzystanych, że nie rażą. Do tego ma ogromy urok starych filmów - akcja osadzona jest w latach 70. i klimatem bardzo przypomina ET. Bohaterowie to także grupka dzieciaków żyjących w czasach, kiedy nieodłącznym atrybutem małolata był rower, a nie komputer. Twórcy zgrabnie przeplatają wątki półsieroctwa, konfliktów między przyjaciółmi, pierwszej miłości z poczuciem zagrożenia w obliczu niewyjaśnionego niebezpieczeństwa. Jak to u Amerykanów bywa - mieszają się: akcja, śmiech i wzruszenie.


Ogląda się to na tyle dobrze, że mogę nawet wybaczyć twórcom kilka wyraźnych nieprawdopodobieństw fabularnych (ciężarówka, która czołowo wykoleja pędzący pociąg, a jej kierowca pozostaje w jednym kawałku? no kidding). Mali aktorzy są tak rewelacyjni, że choćby dla nich warto obejrzeć ten film.




Ale o czym film jest, nie powiem Wam - lepiej zobaczcie zwiastun. Twórcy nie zdradzili w nim zbyt wiele i ja też nie będę odbierać Wam przyjemności samodzielnych odkryć :)



PIRACI Z KARAIBÓW: NA NIEZNANYCH WODACH, reż. R. Marshall, 2011

Z kolei o czym jest ten film wiedzą chyba wszyscy.


W czwartej części pirackich przygód nie ma już tandemu Orlando Blooma i Keiry Knightly, być może z korzyścią dla akcji. Jack Sparrow wbrew własnej woli, ale za to w towarzystwie uroczej (z wyglądu, bo jej charakter do najsłodszych nie należy) Angeliki alias Penelopy Cruz, wyprawia się na poszukiwania Fontanny Młodości. Po drodze oczywiście napotka przygód co niemiara oraz paru starych przyjaciół i wielu starych wrogów.


Jestem umiarkowaną fanką serii, za to gorącą fanką Johnny'ego Deppa w roli. Jacka. Bez niego te filmy straciłyby trzy czwarte uroku, natomiast nawet razem z nim są dobre, ale szału nie czynią. Ta część nie odbiega specjalnie jakością od poprzednich - jest ładnie, kolorowo, zabawnie. Ogląda się bezwysiłkowo i jeszcze łatwiej zapomina. 


Mimo że tajniki fabuły zupełnie już pogubiły się w mojej pamięci, to z pewnością na długo zapamiętam - rewelacyjne moim zdaniem - syreny. A dla Jacka Sparrowa wybiorę się pewnie i na kolejne części.


Komentarze

  1. Nie przepadam za tego typu filami:)
    Nie uważam jednak,aby przyjemność chodzenia do multipleksów kinowych, była czymś wstydliwym :)
    W końcu każdy z nas od czasu do czasu tam się znajduję, wcinając popcorn popijany colą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedronka - ale może dobrze byłoby się trochę posnobować na blogu ;)
    Tak serio, też nie uważam, żeby chodzenie do multipleksów było czymś złym (podobnie jak do małych kin). Niech każdy chodzi tam, gdzie lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. SUPER 8 - chętnie obejrzę ,zapowiada się niezle zwłaszcza że reżyserem jest J.J. Abrams (reżyserował Star Trek w nowej wersji-wyszło rewelacyjnie ) , natomiast Piraci to przede wszystkim dla Johnny'ego Deppa .
    Jeżeli chodzi o multipleksy to na pewno jest w nich większy wybór -zarówno filmów jak i godziny projekcji, wygodniejsze fotele, nowocześniejszy dzwięk. Sa plusy i minusy - jak kto woli - to nie wstyd że ktoś coś lubi lub nie . Zawsze powtarzam że o gustach się nie dyskutuje :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Na SUPER 8 mam ochotę, ale na piratów nie za bardzo. Za dużo już tego, dziwię się tylko, że Depp nadal w tym siedzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dalia - a mnie Star Trek podobał się średnio, ale ja w sumie nigdy nie byłam fanką serialu (albo może byłam jako dziecko, ale już nie pamiętam ;) ). Wydaje mi się, że Super 8 jest dużo lepszy, dużo świeższy. Jednak Abramsa cenię głównie za Lost/Zagubionych - ten serial zaskarbił mu moją dozgonną sympatię (mimo wszystkich niedociągnięć).

    dr Kohoutek - powodów może być sporo - może robi to dla własnych dzieci, a może dla pieniędzy. A może reżyser wywiera na niego presję, bo bez Deppa cykl straciłby rację bytu. Ja się cieszę, że nadal w tym siedzi, bo uwielbiam jego Sparrowa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Piratów..." już widziałam. Szczegółów, podobnie jak Ty, nie pamiętam. Pamiętam za to, że bawiłam się całkiem nieźle. Gdybym miała zacząć pisać o mojej miłości do Deppa i Sparrowa, musiałabym Ci tu chyba jakąś notkę wstawić;)
    "Super 8" pewnie też obejrzę. Przez Abramsa właśnie.
    Uwielbiam bycie w kinie. Każdym:) A w multipleksach cenię przede wszystkim to, że mam w nich sporo miejsca na nogi. Jestem dość wysoka i z mniejszych kin wychodzę obolała i odrętwiała;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej jeszcze nie widziałam! Co za wstyd!

    OdpowiedzUsuń
  8. Super8 nie znam, ale może warto zobaczyć.
    Piratów oglądam tak jak Ty tylko dla Johnnego. Bez niego ten film byłby w sumie przeciętny. A bez wspomnianego tandemu Bloom-Knightly według mnie znacznie zyskuje.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)