To nie jest kraj dla samotnych kobiet

Sally Gunning
Wojna wdowy
The Widows War
Muza 2007
ss. 204

Połowa XVIII wieku, mała nadmorska osada na Cape Cod. Zadomowieni w Ameryce biali tworzą tu konserwatywną protestancką wspólnotę. Mieszkańcy żyją głównie z połowów wielorybów - tym też zajmuje się Edward, mąż Lydii Berry. Chciałoby się powiedzieć, że świat staje na głowie, kiedy Edward pewnego dnia z połowu nie powraca, ale właściwie tak nie jest. To prawda, że życie Lydii zupełnie się odmienia, ale wszystko dzieje się według przyjętych zasad i zgodnie z prawem. Majątek Berrych przechodzi na jedynego męskiego krewniaka - zięcia Lydii, a jej przysługuje prawo do korzystania z jednej trzeciej tegoż. Powinna zamieszkać z córką, zięciem i wnukami, zdać się na ich opiekę i czekać na śmierć lub ponowny ożenek. 

Dodajmy, że wdowa Berry nie ma nawet 40 lat. Do tej pory żyła w szczęśliwym związku, we własnym domu (oczywiście wszystko było własnością jej męża, ale jako że mąż był kochający, nie musiała się tym przejmować), bardzo samodzielnie - bo Edward spędzał na morzu wiele czasu, a ona wtedy sama troszczyła się o gospodarstwo. Teraz za jednym zamachem traci męża, dom i prawo decydowania o sobie. We wszystkim powinna podporządkować się decyzjom zięcia. Jeśli będzie wystarczająco miła i posłuszna, na pewno o nią zadba.

Czy możecie sobie wyobrazić czasy, kiedy o wartości kobiety świadczy to, czy jest posłuszna? Bo ja już nie. Lydia żyła w takim świecie i nigdy dotąd się nie buntowała, ale teraz coś w niej pęka. Nie chce dużo. Nie jest pierwszą sufrażystką. Jest dorosłą, rozsądną kobietą, która chciałaby, żeby cokolwiek w jej życiu zależało od niej samej. W rezultacie zraża do siebie zięcia (i tak jej nieprzychylnego), córkę, przyjaznego prawnika i całą protestancką wspólnotę. Jak sobie da radę, kiedy znajdzie się na marginesie społeczności?

To świetna książka. Muza powoli wyrasta na moje ulubione wydawnictwo. Sally Gunning jest specjalistką od XVIII w. i drobiazgowo oddała realia ówczesnego codziennego życia. Bohaterowie wydają się tak prawdziwi, że przez całą książkę trzymałam kciuki za Lydię - żeby się nie dała, wbrew wszystkiemu. Bałam się trochę, że Autorka pójdzie na łatwiznę i podsunie idealnego kandydata na męża, co pomoże bohaterce nie tyle się uniezależnić, co uzależnić od kogoś sympatyczniejszego niż zięć, ale na szczęście to nie nastąpiło. Kandydaci się pojawiają, ale ani ich charaktery, ani pobudki nie są jednoznaczne, a Lydia też nie jest zbyt ufna, bo boi się wpadnięcia w pułapkę zależności.


Bardzo gorąco polecam "Wojnę wdowy", a dodam jeszcze, że Gunning napisała dwie kolejne książki, w których postać Lydii pojawia się na dalszym planie: "Bound" i "The Rebellion of Jane Clarke" - w tej drugiej bohaterką jest wnuczka Lydii. Nie wiem, czy Muza planuje je wydać, ale wersje angielskie mają tak śliczne okładki, że chyba się pokuszę i zakupię oryginały.

Komentarze

  1. Kupiłam tę książkę na wyprzedaży (za kilka złotych) i nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Jak widzę po recenzji, nie powinnam żałować zakupu i z chęcią zabiorę się z jej czytanie na wakacjach:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka jest przepiękna! A i recenzja zaciekawiła mnie ogromnie, tak więc po książkę bardzo chętnie sięgnę :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Lilybeth - jesteś trochę jak wyrzut sumienia, bo to kolejna książka, którą miałam w koszyku i z której zakupu zrezygnowałam w ramach samoograniczania się:)
    Nic to, Matras niedaleko, jeszcze mogę błąd naprawić:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajna i zachęcająca recenzja. W najbliższym czasie na pewno sięgnę po tą książkę.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie słyszałam nigdy o tej powieści, dzięki, że o niej napisałaś. Koneicznie muszę ją przeczytać. Okładka polska mi się nie podoba, a jak zobaczyłam te angielskie, to już w ogóle wydaje mi się nie na temat

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasandra - zdecydowanie nie masz czego żałować, bo to doskonała pozycja (moja też z promocji) :)

    Kasia - okładka w rzeczywistości ma chyba nieco bledszy odcień. Brzydka nie jest, chociaż mnie jakoś nie bardzo pasowała do akcji.

    Viv - hehe :) Jak widać, ograniczanie się jest złem ;) Na szczęście błąd łatwo naprawić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Innamorato - dziękuję i zachęcam :)

    Kasia.eire - też wcześniej o niej nie słyszałam, zainteresowałam się nią tylko dzięki temu, że była za grosze w Matrasie, a potem znalazłam świetne recenzje na zagranicznych stronach.
    Okładka niespecjalnie pasuje - niby morze odgrywa ważna role w powieści, ale coś zgrzyta. Chyba lepiej by się sprawdziła w powieści o romansie podczas egzotycznego rejsu ;) Za to okładka zagraniczna jest cudna i idealnie trafiona :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)