Literatura na ekrany! - Mężczyzna w kapturze (część 1).


Jedną z moich najukochańszych książek dzieciństwa były "Wesołe przygody Robin Hooda". Posiadałam właśnie tę wersję z obrazka obok, autorstwa Howarda Pyle'a i do dziś jest to dla mnie wersja "najsłuszniejsza". Nie tylko dlatego, że jest najstarsza (1883 r.) i najsłynniejsza - po prostu znałam ją prawie na pamięć i tak się do niej przywiązałam, że nie mogłam się przekonać do wersji innych autorów. To tak, jakby czytać "Dumę i uprzedzenie" autorstwa kogoś innego niż Austen.

Legenda o Robinie ma długie korzenie - pierwsza zachowana wzmianka pochodzi z XV w., a od tej pory powstało kilkaset dzieł na jego temat - nie tylko literackich, ale także filmowych. Do filmów jakoś nie jestem uprzedzona, nie ma dla mnie najlepszej wersji - jest wiele dobrych. Dla inauguracji mojego cyklu chciałam przedstawić Wam najciekawsze, moim zdaniem, ekranizacje. Ponieważ powstało ich sporo, będzie to wpis w odcinkach :) Rzecz jasna wszystkich nie omówię, ale jeśli ktoś jest zainteresowany, to zachęcam do zajrzenia na tę stronę, gdzie wymieniono chyba wszystkie.


1938 - Dawno dawno temu....
Przygody Robin Hooda
(The Adventures of Robin Hood) 


Spotkałam się z opiniami, że ekranizacja z Errolem Flynnem jest najlepszą jaka powstała i w ogóle "jedyną słuszną". Mogłabym się kłócić. Mogłabym się też zgodzić. Wszystko zależy od tego, czego się po ekranizacji oczekuje.

Ta na pewno jest wierna legendzie, stanowi doskonałą ilustrację książki, tak jak ją pamiętam z dzieciństwa. Wesoła kompania Robin Hooda, odziana w kolorowe stroje, pstrokata jak papugi (mowa o wersji podkolorowanej), mieszka sobie bezproblemowo na słonecznej polance, gdzie deszcz nigdy nie pada, a Robin i kamraci mogą spokojnie popijać piwo i zagryzać pieczonym dzikiem, śpiewając wesołe ballady. Szeryf Nottingham, Guy of Gisbourne i książę Jan są źli i głupi aż miło, bogaci pozwalają się łupić do woli, za to biedacy są Robinowi dozgonnie wdzięczni i wychwalają go pod niebiosa. Lady Marion, piękna jak lelija, chętnie porzuca atrakcje zamkowe dla wesołego łucznika, a potem wszyscy żyją długo i szczęśliwie.


Jednocześnie jest to ekranizacja, która nigdy nie leżała obok hasła "prawda historyczna". Średniowiecze z Errolem jest śliczne, kolorowe i czyściutkie, pstrokate stroje stanowią doskonały ubiór maskujący w lesie (zwłaszcza Szkarłatny (dosłownie) Will ukrywa się,  udając prawdopodobnie biedroneczkę), Robin ma ufryzowane loki, zabójczy wąsik i obcisłe zielone rajstopki, a Lady Marian - idealnie umalowany koral ust. Skarby kapią od drogocennych szkiełko-kamieni i wszyscy bogaci przechadzają się z nimi po lesie. Podział na dobrych i złych jest zupełnie jasny i nie ma co analizować.


Miło się to oglądało, ale już mam takie zboczenie po studiach historycznych, że lubię, jak nawet klechdy i podania ekranizuje się w sposób realistyczny. Niemniej, jako sympatyczne kino familijne sprawdza się świetnie, jest dobrą ilustracją legendy, a do tego Errol ma - nie ukrywajmy - ogromną ilość uroku. Cieszę się, że obejrzałam tę  wersję, ale nie godzę się z tezą o jedynym-prawdziwym.


1976 - Tej historii nie znacie...
Powrót Robin Hooda
(Robin and Marian)

To z pewnością jeden z najciekawszych filmów o Robin Hoodzie - nie tylko dzięki doskonałym aktorom (w rolach głównych Sean Connery i Audrey Hepburn), ale i niestandardowemu ujęciu tematu.

Akcja toczy się w 20 lat po "wesołych przygodach" bandy Robin Hooda, kiedy Robin i Marian mają po 40 lat. Robin wraca do kraju po wielu latach walki u boku króla Ryszarda, najpierw w Ziemi Świętej, potem we Francji. Przez ten czas Marian zdążyła na nowo ułożyć sobie życie - zostając przeoryszą w klasztorze. Drużyna Robina rozpadła się po jego wyjeździe, część zmarła, większość zajęła się czym innym, tylko kilku pozostało w lesie. Szeryf Nottingham i książę Jan, nadal mają się świetnie. Czas, jaki upłynął, nie zmniejszył ich niechęci do Robina, więc jeszcze raz będzie musiał stawić im czoło. Nie spodziewajcie się jednak, że będą to "wesołe przygody" w dwadzieścia lat później. To film o tym, że nie ma powrotu do przeszłości.


Bohaterowie legendy nie są tu czarno-biali - mają wyraziste charaktery. Król Ryszard wreszcie nie jest chodzącym wzorem władcy - film zaczyna się od sceny, w której tenże morduje kobiety i dzieci, bez żadnego uzasadnienia. Robin mu służy, bo to "jego król" i  przyjaciel, ale jego poczucie prawości nie pozwala mu pozostać obojętnym w takiej sytuacji. Oprócz swojej prawości, a także typowego dla Robin Hoodów zawadiackiego uroku, ma jednak i inną cechę. Jest uzależniony od adrenaliny, walki, "igraszek ze śmiercią". Nie dla niego spokojny żywot z ukochaną. Z kolei szeryf z Nottingham, odwieczny wróg Robina, należy do kategorii "lepszy stary wróg niż nowy przyjaciel". Stoi po drugiej stronie barykady, ale też jest człowiekiem mężnym, prawym i szlachetnym. Z Robinem dobrze się znają i darzą szacunkiem, chociaż walczą na śmierć i życie. Natomiast Marian to nie śliczna lalka, ale silna kobieta. Kocha Robina, ale już opłakała jego utratę, może śmierć, i zbudowała sobie nowe życie. Broni się jak może przed powrotem do dawnego życia i dawnego uczucia. Audrey Hepburn zagrała ją po mistrzowsku.


W przeciwieństwie do radosnej i kolorowej wersji z 1938 r., ten film jest dobrze osadzony w realiach. Jego klimat jest znacznie poważniejszy, nie brakuje w nim jednak poczucia humoru - inteligentny dowcip w dialogach jest na najwyższym poziomie. Bardzo gorąco polecam, bo to film, o którym myśli się jeszcze długo po seansie.



c.d.n.

Komentarze

  1. Lilybeth, a mogłabyś trochę popisać o nudnych książkach i filmach? Chyba za bardzo mi się rozrastają te listy tytułów, które muszę zobaczyć lub przeczytać;) Teraz muszę dopisać "Powrót Robin Hooda" Uwielbiam Seana Connery'ego.
    A będziesz pisać o innych adaptacjach Robina?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Milvanna - no, wybacz, ostatnio tak pechowo trafiam, że wszystko mi się podoba :) Ja też uwielbiam Seana Connery'ego i nie wiem, jak mogłam wcześniej nie słyszeć o tym filmie, a naprawdę jest świetny. I jego Robin jest kwintesencją "seanoconnerowatości" :D
    Tak, o innych też będę pisać. Początkowo miało być wszystko w jednym wpisie, ale to byłby chyba najdłuższy blogowy wpis w historii internetu :D Więc podzieliłam go na dwie części... A potem jeszcze na dwie :) Więc obecnie wychodzą mi aż cztery wpisy, żeby zawrzeć tam wszystko, co planowałam. Może w sumie powinnam po prostu nazwać ten cykl "Robin Hood" ;) Ale, no worries, potem będzie też o innych książkach przenoszonych na ekrany, w najbliższych planach są 'Trzej muszkieterowie' - też ich filmowali na prawo i lewo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ho,hooo!Rzeczywiście dużo by tego było, lepiej dawkować przyjemności:)
    Też nie mogę zrozumieć jak mogłam nawet nie słyszeć o tym filmie. Nadrobię w święta pewnie:)
    Wpis o "Trzech muszkieterach" będziesz chyba musiała podzielić na jeszcze więcej części;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam "Powrót Robin Hooda" tylko ze względu na Audrey, a przy okazji zachwyciłam się rolą Seana ! Bardzo ciekawy film, absolutnie inny od naśladowców. Jeśli chodzi o pierwszą wersję to były jeszcze czasy przeniesienia teatru na ekran, więc dlatego wszystko było takie kolorowe i nierealne ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Milvanna - pomijam już to, że obejrzenia kilkunastu filmów i seriali pod rząd o Robinie bym nie strawiła - znienawidziłabym tę postać na wieki ;) Wpis o Trzech muszkieterach może nieco bardziej skondensuję :D

    Przyjemnostki - ja obejrzałam dla Connery'ego, a przy okazji zachwyciłam się rolą Audrey :)
    Wiem, że wersja z 1938 rządziła się innymi prawami. Uważam, że jako "stare kino" ma mnóstwo uroku i można się przy nim świetnie bawić. Ale przy okazji ekranizacji z Russelem Crowe naczytałam się tylu opinii, że Errol Flynn to jedyny słuszny Robin Hood, że spodziewałam się nie wiadomo czego.A ja jednak preferuję ekranizację jako swego rodzaju dialog z książką niż jako laurkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Robin Hood nie należy wprawdzie do moich ulubionych postaci, a filmy związane z nim raczej mnie nie ciekawią, ale bardzo chciałabym obejrzeć "Powrót Robin Hooda", głownie ze względu na Audrey - może dzięki niej przekonam się do samego Robina? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ka-milla - nawet jeśli Robin Hood Cię nie ciekawi, to "Powrót Robin Hooda" na pewno warto - dla Audrey i dlatego, że dość mocno odbiega od legendy, więc to nie jest taki typowy Robin Hood.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)