Niezwykle kobiety I - To nie jest miejsce dla damy

Wydaje Wam się, że kobiety zaczęły na własna rękę podróżować dopiero w XX w., kiedy wyswobodziły się spod władzy ojców i mężów? Że Pawlikowska i Wojciechowska to nie wiadomo jakie pionierki, bo samotnie przedzierają się przez egzotyczne lądy? Ja w to do niedawna wierzyłam, ale zostałam wyprowadzona z błędu.

W myśl złotej zasady, że gdzie diabeł nie może tam babę pośle, XIX-wieczne damy przedzierały się na wielbłądach przez pustynie, konno przez Syberię i Antypody i na słoniach przez Indie. Niektóre w długich sukniach wspinały się na piramidy, inne przebierały się w strój męski (o zgrozo), a niektóre nawet przywdziewały egzotyczne szaty. Bardzo popularna była literatura podróżnicza pisana przez kobiety. Panie miały niekiedy przewagę nad mężczyznami - np. na Bliskim Wschodzie pozwalano im zwiedzać haremy, co skwapliwie czyniły. (Nawiasem mówiąc, w Europie bardzo popularnym do zwiedzania miejscem były kostnice.)

Panie czasem towarzyszyły mężom, ale równie często wybierały się w podróż samotnie - tylko w towarzystwie służących lub w gronie innych kobiet. Nie obce im były egzotyczne romanse nawiązywane z tubylczymi przewodnikami. Niektóre podejmowały podróże turystycznie - dla podziwiania zabytków Włoch czy Egiptu, ale były tez pośród nich podróżniczki z krwi i kości, które przemierzyły świat wszerz i wzdłuż.

Isabella Bird
"Isabelle Bird podróżowała po Azji, mając za całe towarzystwo jednego zaledwie tłumacza i czasami tragarzy. W ten sposób zwiedziła Japonię i Koreę, popłynęła w górę rzeki Jangcy i próbowała dotrzeć do Tybetu." (s. 160)
Dodajmy, że Isabella Bird (1831-1904) zaczęła swoje podróże na dobre dopiero w wieku 41 lat (wczesniej była tylko w Ameryce Płn.) i przemierzyła Australię, Oceanię, Bliski i Daleki Wschód, Maroko, w wieku 60 lat podróżowała po Indiach, a niedługo przed śmiercią planowała drugą wyprawę do Chin.
 "Zapytano ją, czy nie chciałaby pojechać na Nową Gwineę, « O tak, ale teraz jestem zamężna, a to nie jest miejsce, do którego można by zabrać mężczyznę » !" (s. 162)

Ida Pfeiffer
Podobny był los innej podróżniczki - Idy Pfeiffer, Austriaczki urodzonej pod koniec XVIII w. Ona tez rozpoczęła podróże dopiero po czterdziestce, kiedy już odchowała dzieci. Zwiedziła Bliski Wschód, Włochy, Skandynawie i Islandię, Daleki Wschód, Amerykę Południową, Tahiti, Madagaskar  i Afrykę Południową. Do jej śmierci w 1858 r. przyczyniła sie prawdopodobnie malaria.



Ale XIX wiek wcale nie był początkiem kobiecych podróży, chociaż nastąiło wówczas znaczne zintensyfikowanie tego zjawiska. Warto wspomnieć niezwykłą kobietę, jaka była pochodząca z Frankfurtu Maria Sybilla Merian (1647-1717) - malarka i przyrodniczka, pionierka entomologii.
« W młodości zajmowałam się poszukiwaniem owadów. Zaczęłam od jedwabników w moim rodzinnym mieście Frankfurcie. Następnie ustaliłam, że z innych gąsienic rozwijało się wiele pięknych motyli lub ciem, tak jak z gąsienic jedwabników. To przywiodło mnie do zbierania wszystkich gąsienic, jakie mogłam znaleźć, aby obserwować ich przemianę. » (Metamorphosis insectorum Surinamensium, przedmowa) 

W wieku 50 lat, wraz z dwudziestoletnią córką, wyprawiła się do Surinamu (Gujana Holenderska), gdzie przez dwa lata badała tropikalne owady. Po powrocie do Europy opublikowała swoje największe dzieło - Metamorfozy owadów Surinamu (kilka książek wydała jeszcze przed podróżą).

Zaskoczyła mnie skala tego zjawiska, jakim była turystyka, w XIX w. i wcześniej, biorąc pod uwagę dostępne środki lokomocji. Nie da się zaprzeczyć, że warunki podróży były o wiele cięższe niż dziś i wiele podróżniczek zachorowało lub skończyło żywot przedwcześnie właśnie przez swoją pasję. Panie podejmujące takie wyzwanie musiały mieć nie tylko sporo pieniędzy, ale też odwagi i hartu zarówno ciała, jak i ducha.
"Wczorajsze podróżniczki wyśmiałyby dzisiejsze kobiety, które obawiają się podróżować z powodu ciąży. Anne Blunt nie pozwoliła, by stan odmienny i co najmniej dwa poronienia - jedno w Algierii, drugie w Arabii (nie wspominając kilku w Europie), przeszkodziły jej w podróżowaniu. (...) Ann Fanshawe, zależnie od źródeł, rodziła czternaście, siedemnaście czy osiemnaście razy, mniej więcej tyle, ile odbyła podróży." (s. 153)
Jest jeszcze tyle fascynujących postaci, o których chciałabym Wam opowiedzieć: Isabella Godin des Odonais, która jako jedyna przeżyła morderczą przeprawę przez amazońską puszczę; Mary Kingsley, która nigdy nie chodziła do szkoły, ale stworzyła ponad sześciusetstronicowe dzieło na temat Afryki Zachodniej; Szwajcarka Isabbelle Eberhardt, która zamieszkała w Algierii, zgoliła głowę, nosiła męskie tubylcze szaty, przeszła na islam i zginęła w wieku 28 lat na skutek powodzi. Była też tancerka, kochanka króla i oszustka, Lola Montez, bywalczyni najlepszych hoteli; Susie Carson Rijnhart, której mąż zaginął, kiedy we dwoje przeprawiali się przez Tybet, co nie zraziło jej do podróży po tym kraju; dwudziestokilkuletnia Alexine Tinne, która wyprawiła się do Egiptu z matką, ciotką i dwoma służącymi, a powróciła w towarzystwie czterech trumien czy Kate Marsden, która na podróż po Rosji spakowała 18 kg ciasta śliwkowego. Ale zamiast czytać moją recenzję, po prostu sięgnijcie po książkę, bo naprawdę warto.

Mary Kingsley w podróży po rzecze Ogowe
Bardzo żałuję, że ta lektura nie była 4 razy grubsza i nie opowiadała o losach podróżniczek bardziej szczegółowo. Udało jej się natomiast zainteresować mnie tematem na tyle, że będę szukać podobnych pozycji - chętnie sięgnę też do dzieł spisywanych przez wspomniane podróżniczki, które w swoich czasach uchodziły za bestsellery.

Jeśli chodzi o polskie wydanie - nie będę czepiać się okładki, bo została zaprojektowana przez Autorkę (aczkolwiek moim zdaniem w oryginale zastosowano lepsza typografię). Przyczepię się natomiast do zbyt wielu literówek oraz marnego klejenia, które sprawia, że z książką należy obchodzić się ostrożnie, a i tak chyba nie przetrzyma zbyt intensywnego użytkowania. Papier jest bardzo gruby i liczne ilustracje prezentują się na nim świetne, ale wskazane byłoby jednak zastosowanie szycia.

Barbara Hodgson
Krynolinę zostaw w Kairze
No place for a lady

tłum. Irena Stąpor
Wyd. Twój Styl 2004
ss. 212

Komentarze

  1. Skojarzyła mi się tu Agatha Christie
    http://www.agathachristie.pl/books/b30.html
    ok, towarzyszenie mężowi w wykopaliskach, to nei są jakieś super-wielkie podróże, ale temat pokrewny.
    A sama książka musi być fascynująca, lecę szukać:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, chętnie przeczytam :) Uwielbiam Autobiografię Agathy Christie, ale o tej pozycji nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie powiem, zaintrygowałaś mnie swoją recenzją. Tym bardziej, że sama marzę o podróży przez Amerykę Łacińską i o zobaczeniu Australii. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o losach tych kobiet, więc tytuł książki zapiszę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłaś mnie bardzo tą recenzją. Nie słyszałam o tej książce, a lubię takie opowieści:)

    OdpowiedzUsuń
  5. O ! Bardzo ciekawa pozycja. Muszę ją przeczytać !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Milvanna, Viv, Kamkap - to jest bardzo ciekawa lektura. Można jej zarzucić pewna powierzchowność - nie omawia losów podróżniczek zbyt dokładnie, ale w tym celu musiałaby mieć parę tomów. Jest natomiast świetnym kompendium na ten temat i zdecydowanie zaostrza apetyt na więcej :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)