Co nas kręci w czytaniu

Kiedyś pokłóciłam się straszliwie z koleżanką na temat sensu czytania. Nie pamiętam już o jaką książkę nam poszło, jej się podobała, mnie nie, ale był to tylko pretekst do dyskusji. Koleżanka mianowicie stwierdziła, że dzięki tej lekturze dowiedziała się bardzo wiele o sobie i że dla niej to podstawowa zaleta czytania książek. Więcej - jeśli książka nie daje jej tematu do przemyśleń na własny temat, to nie widzi sensu w jej czytaniu, bo dla rozrywki zna lepsze sposoby spędzania czasu.

Wiedziałam wtedy, że się z nią nie zgadzam, ale nie potrafiłam znaleźć konkretnych kontrargumentów. Jasne, czytam dla przyjemności, oderwania się od rzeczywistości, możliwości ucieczki w cudzy świat - ale ona pewnie też. Po prostu nie wiedziałam, czego właściwie szukam w książkach, dlaczego jedna mnie kręci, a druga nie, nawet jeśli obie są teoretycznie równie dobre. Nie widzę nic złego w szukaniu prawd o sobie, ale to nigdy nie było moim celem (mam na myśli czytanie beletrystyki rzecz jasna, a nie poradników), nie po drodze mi z dramatami psychologicznymi, romansami i szeroką pojętą literaturą mówiącą o subtelnych odcieniach związków międzyludzkich.

Prowadzenie bloga rozwiązało mój problem. Więcej czasu poświęconego przemyśleniom na temat własnego czytelnictwa zaowocowało jasnym wnioskiem. To, czego szukam w książkach, to szansa odbycia podróży w czasie i przestrzeni. Dlatego właśnie chętnie sięgnę po romans z XIX-wiecznej Anglii, ale od współczesnego mnie mdli, chyba, że rozgrywa się na Sri Lance. Dramat w Nigerii? Z radością. W Polsce - hmmm, niekoniecznie. Doceniam możliwość podejrzenia miejsc, których nigdy nie widziałam - zarówno odległych geograficznie, jak i czasowo. Nie ma znaczenia, czy książka mówi o XVII w., bo wtedy została napisana, czy ktoś napisał ją współcześnie w oparciu o źródła (byle była dobra, rzecz jasna). Ostatnio w ogóle coraz bardziej doceniam informacyjną rolę książek, nie tylko przyjemność, którą dają (starość czy co).


Od każdej reguły są wyjątki, oczywiście. A dla odprężenia chętnie sięgam po dobry i niezbyt krwawy kryminał (epatowanie makabrą nie pociąga mnie zupełnie) albo książkę przygodową - wtedy szukam tylko wciągnięcia z kretesem w wir wydarzeń.

A co Was kręci? Może ktoś z Was lubi właśnie "krwawe" książki albo dołujące dramaty i potrafi mi wyjaśnić ten fenomen?

Komentarze

  1. Eskapistycznie czytam fantasy i wtedy wyznacznikiem jest dobrze skonstruowany świat, ciekawe postacie, wartka akcja, trochę magii. Tak żeby oderwać się od rzeczywistości i zanurzyć w zupełnie innym świecie. Poza tym lubię powieści historyczne, wtedy liczy się również tło epoki. Uwielbiam, gdy akcja dzieje się w średniowieczu. Lubię książki, opisujące odległe mi rejony, lubię też współczesne powieści z pogranicza kultur. Lubię realizm magiczny. Lubię niespiesznie snute opowieści, w których trzeba smakować każde słowo. Ale również wartką akcję w powieści przygodowej, czy kryminale. Lubię humor taki jak w książkach o Flavii de Luce. Lubię też nawet najbardziej krwawe tragedie Szekspira, a nie przepadam za jego komediami. Jeśli historia miłosna, to raczej tak jak u Ciebie nie współczesna lub nie dziejąca się w Polsce. Hmm, ale dlaczego takie akurat mam upodobania, nie potrafię Ci chyba wyjaśnić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też czytam po to, żeby poznać inne, nieosiągalne dla mnie światy - te odległe zakątki Ziemii lub nierzeczywiste, swtorzone tylko przez wyobraźnię, aby poznac ludzkie charaktery, osobowości, namiętności, wady, zalety, wszystko co dobre i co złe. Żeby dowiedzieć się więcej i uciec od codzienności ;) To chyba dlatego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam dla przyjemności, tzn. wybieram takie lektury, na które mam w danym dniu ochotę. Czasami przyjemność sprawia mi literatura piękna, popularnonaukowa, coś z klasyki, kiedy indziej wolę coś lżejszego - kryminał, powieść dla młodzieży albo nawet paranormal romance:)). Okres, w którym książka mogła wywołać u mnie katharsis minął jakąś dekadę temu.

    Książki poszerzają horyzonty, rozwijają wyobraźnię, ale gdybym znała kogoś, kto czyta tylko z tych powodów, to raczej bym go nie polubiła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z moim czytaniem bywa naprawdę różnie. Zwykle nie kieruję się gatunkami, a opiniami wszelkiej maści czytelników, które można znaleźć na blogach i innych serwisach internetowych rzecz jasna- to ogromnie pomocne. I to jest główny wyznacznik tego czy po książkę sięgnąć warto czy też nie. Jeśli widzę, że osoba ceniąca te same pozycje co ja, ceni również inne, nieznane mi książki, automatycznie wskakują na moją listę pilnie poszukiwanych, jeżeli ktoś pisze o książce w samych superlatywach, używając pięknych epitetów, również mam ogromną ochotę po taki egzemplarz sięgnąć. Jeżeli chodzi o sam cel czytania, to tak naprawdę czytam bezcelowo, nigdy nie sięgam po książki z jakimś szczególnym założeniem (chyba że po literaturę paktu, popularnonaukową) natomiast w przypadku powieści, poezji oddaje się tym gatunkom dobrowolnie i przyjmuję dobrowolnie wszystkie emocje które dana książka jest w stanie mi zagwarantować. Jednakże tak, pragnę ucieczki w inną rzeczywistość. Zauważyłam znaczące podobieństwo- ja również dostrzegam u siebie selekcję pewnych gatunków ze względu na narodowośc, podobnie jak Ty polskie romanse omijam, angielskie, bądź te z literatury iberoamerykańskiej wprost ubóstwiam.
    Takie moje zdanie, choć mogłabym mówić wiele na ten temat, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki czytam z prostego powodu, są moimi najlepszymi przyjaciółmi :)
    Lubię samą czynność przekładania kartek, dotykania ich faktury, przesuwania palcami po czcionce. I jak już kiedyś pisałam i mam zapisane na blogu ,,Cytując ,,ksiażka jest niczym ogród,który można włożyć do kieszeni'',a ja uwielbiam mieć przy sobie kwiaty bez różnicy na porę roku.,,

    Czasami między mną a książka pojawia się magiczna więź. Doświadczam nieznanych dotąd uczuć, ale najczęściej jest to codzienna wędrówka po świecie literatury ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki czytam, bo je kocham W nich odnajduję wszystko, a w zależności od tego, czego akurat moja dusza się domaga, dobieram lektury. Dla mnie książka to sposób na samopoznanie, na poznanie innych (kultur, ludzi), na rozrywkę, na oderwanie od rzeczywistości, na relaks. Na wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Interesujący post. Czytam, żeby się rozwijać, żeby obcować z pięknem, żeby oderwać się od rzeczywistości i poczuć przez chwilę jakbym była kimś innym. Czasem czytam dla rozrywki, książki są wtedy dla mnie jak film na papierze, gdzie to ja decyduję kiedy jest przerwa na... herbatę, nie reklamy ;) Czasem czytam, żeby zmusić mózgownicę do wysiłku. W przypadku literatury faktu i popularnonaukowej czytam, żeby się czegoś dowiedzieć, żeby wyrobić sobie własne zdanie. Czasem, żeby poczytać kogoś, kto myśli jak ja, czasem, żeby poczytać kogoś diametralnie innego. Jak powiedział Kapuściński "Bardzo mi jest potrzebna obecność książek, bo to obcowanie z innymi umysłami, z inną wrażliwością, z inną wyobraźnią" i pod tym się podpisuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. W książkach szukam po prostu dobrej historii. Może się dziać w średniowieczu, wymyślonym świecie fantazy, współcześnie, w Nigerii lub w Polsce, byle by była dobra i zajmująca. Jak kiedyś opowiadali historie przy ognisku, przy kominku, wędrowni gawędziarze zatrzymywali się w domostwach i przynosili opowieści z dalekich krajów, tak teraz chcę odtworzyć ten klimat dawnychc czasów, kiedy otwieram ksiażkę. To magia.
    Poradników nie cierpię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Grendella - Ach, realizm magiczny też uwielbiam. Tak naprawdę chyba każdy mól książkowy, jeśli nawet stworzy jakąś "regułę czytelniczą" to i tak potem mnoży wyjątki od wyjątków :D A dlaczego komedie Szekspira nie? Ja je bardzo lubię, tragedie zresztą też. Tylko za Romeo i Julią nie przepadam, bo to o miłości ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyjemnostki - pięknie napisane :)

    Elenoir - hmm, katharsis to może nie, ale jest kilka pozycji, które odcisnęły się mocno na mojej psychice i coś tam swojego zostawiły. Chociaż takich nie spotyka się często.
    Jeśli chodzi o czytanie tylko w celu poszerzenia horyzontów itp. - pewnie zdarzają się takie osoby, chociaż jeszcze nie spotkałam. Ale nie mogę założyć, że bym nie polubiła, bo ja właściwie mam mało czytających znajomych. Niestety. Tzn. każdy coś tam czyta, nieco powyżej średniej krajowej, ale żadnego mola poza sobą ;) osobiście nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kasiu - każdy mól potrafi chyba długo mówić o swoim czytelnictwie. Jak wiadomo, nawet odpowiedź na pytanie "jaka jest twoja ulubiona książka?" może zająć z pół godziny ;) Ja tez bardzo często kieruję się opiniami innych blogerów, zwłaszcza tych o zbliżonych do moich upodobaniach i zazwyczaj są to lektury trafione. Chociaż staram się trochę nad tym zapanować, bo niedługo będzie tak, że nie sięgnę po książkę, dopóki nie zobaczę jej recenzji na jakimś blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Biedronka - tak w temacie najlepszych przyjaciół... nie wiem, czy tez tak masz, ale są takie książki, do których wracam, kiedy mi smutno. I w pewnym sensie ich bohaterowie (Ania Shirley, Borejkowie, Joanna z kryminałów Chmielewskiej) są mi równie bliskie, co prawdziwi ludzie i zaglądając do ich świata czuje się, jakbym zaglądała do przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mag - czytanie, jako sposób na wszystko :) To mogłoby być motto każdego prawdziwego mola :) Pozdrawiam.

    Kornwalia - ja podpisuję się obiema łapkami pod Twoim komentarzem. Streściłaś w nim to wszystko, do czego ja rozwlekle próbowałam dojść :) Cytat z Kapuścińskiego świetny, zanotuję go sobie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kasia.eire - ech, ten klimat starych gawęd :) Dlatego lubię, jak mi ktoś głośno czyta tylko mi ognia trzaskającego w kominku brakuje.
    Czy poza tym, że książka jest dobra i zajmująca nie masz tak, ze niektóre historie przyciągają Cię silniej?
    A jeśli o poradniki chodzi - to raczej nie są książki do czytania dla przyjemności, tzn. wg mnie, ale na pewno sprawdzają się, kiedy ktoś ma problem i szuka rozwiązań. Przeczytałam jak dotąd całe dwa i były dość pomocne, chociaż ja zawsze krytycznie podchodzę do autora. Utytułowany ma być, a nie jakiś tam ekspert od wszystkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. No sama nie wiem, czemu z komediami tak mam. Nie to, że jakoś bardzo ich nie lubię. Chętnie oglądałabym je na scenie, a czytać wolę tragedie. A może to się zmieni? W końcu upodobania ewoluują, meandrują, skręcają w różnych kierunkach :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)