24 lutego 2012

O tomach, które stają się coraz grubsze...

... i naprawdę nie wiem za sprawą czego, bo nie treści. Pani Lackberg jest mistrzynią w laniu wody. Najpierw obserwujemy rozgrywające się wydarzenia, potem czytamy jak jedna osoba opowiada o nich drugiej, następnie mamy rozmyślania trzeciej osoby o ww., żeby zakończyć spotkaniem policyjnego teamu, na którym podsumowują co? - oczywiście owo wydarzenie. I tak w koło, tej no..., latarni.

W fabułę wplecione są dwie naprawdę dobre historie - o współcześnie żyjącej Annie i o Emelie - żonie latarnika z XIX w.  Obie dzieją się na małej skalnej wysepce z latarnią morską, zwanej Wyspą Duchów - bo dusze ludzi, którzy tam zmarli, nigdy jej nie opuszczają. Dobre, klimatyczne, zapadające w pamięć opowieści, ale zupełnie zagubione w gąszczu nieistotnych, nudnych wątków.

Główny wątek "zbrodniczy" - morderstwo pewnego mężczyzny, Matsa Sverina, który został zastrzelony strzałem w tył głowy w drzwiach własnego mieszkania - jest nader ślamazarny i mało interesujący. Jak zwykle mamy też obyczajowy temat przewodni - jest nim strata dzieci - oraz całą masę wątków pomniejszych, np. budowę nowoczesnego spa we Fjallbace, a także dalsze losy absolutnie każdego pracownika miejscowej policji. Jak zwykle u tej autorki życie kręci się wokół rozmnażania... Jeśli nawet ktoś jest bezdzietny, to tylko przez przeoczenie.

Można przeczytać, nie trzeba.

Camille Lackberg
Latarnik
Fyrvaktaren

Czarna Owca 2011, ss. 496

12 komentarzy:

  1. Mam ostatnio wrażenie, że pisanie dwustustronicowych książek jest passe;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, jakoś mi się na półce uzbierało sporo 500-stronicowych cegieł. Ale ja lubię grube książki :)

      Usuń
  2. hihi się uśmiałam.
    No, tym laniem wody wkomponowała się w Latarnika, latarni i całe morze.
    Czytałaś wszystkie części po kolei?
    Pierwsza mi się spodobała, przy drugiej straciłam nerwy. I mało nie padłam, jak z dwa tygodnie później wcisnęli mi część czwartą :) To było rok temu ale do dziś mi nie po drodze z częścią trzecią... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat trzecia - "Kamieniarz" - jest chyba najlepsza, pamiętam, że zagadka naprawdę mnie wciągnęła. Za to kolejne można sobie spokojnie darować :)

      Usuń
  3. Świetnie podsumowałaś twórczość pani Lackberg:), do podobnych wniosków doszłam po lekturze Kamieniarza niby fajna historia ale rozbudowana do granic wytrzymałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejnych tomach jest jeszcze gorzej - wątki kryminalne chowają się w tle, a na pierwszy plan wysuwają się zagadnienia rodzinne...

      Usuń
  4. Zapowiadało się ciekawie, szkoda, że w podsumowaniu ta książka wypada tak słabo :(. Więc odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lackberg ma też wielbicielki, więc nie sugeruj się wyłącznie moją opinią ;)

      Usuń
  5. Podsumowanie mistrzowskie, chociaż nie czytałam. Ja właśnie wsiąkłam w mroczny klimat Oslo z kryminałów Nesbo. Moim zdaniem mistrzostwo świata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja właśnie zastanawiałam się nad Nesbo i nie byłam pewna, czy warto. Ale skoro zachwalasz, to się zapoznam :)

      Usuń
  6. Książki Lackberg do pewnego momentu mi się podobały. Ale zakończenie "Syrenki" tak mnie zirytowało, że stwierdziłam, że nie sięgnę już po "Latatnika". Co za dużo to niezdrowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w "Syrence" zirytowała mnogość ciąż, Lackberg jest prekursorką nowego gatunku - kryminału rozpłodowego. Zakończenie nawet mnie zaciekawiło, ale i tak dowiedziałam się, co dalej z blurba reklamującego "Latarnika", więc nie czułam presji, żeby sięgać po kolejną. Moja siostra jednak bardzo je lubi i zawsze mnie "poczęstuje" kolejnym tomem, a jak już mam pod ręką, to nie umiem odmówić ;).

      Usuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...