21 lutego 2012

Cztery kąty, a Ben w piątym

W literackiej przygodzie z noblistką Doris Lessing - dotąd niezbyt udanej - zastosowałam zasadę 'do trzech razy sztuka'. I chociaż trzecia przeczytana przeze mnie książka tej autorki będzie prawdopodobnie zarazem ostatnią, to przyznaję, że naprawdę zrobiła na mnie wrażenie.

Poprzednio czytałam "Marthę Quest" oraz "Alfreda i Emily", ale dopiero "Piątemu dziecku" udało się mnie zainteresować, poruszyć, skłonić do przemyśleń. W dodatku treść powieści znakomicie koresponduje z oglądanym niedawno filmem "Musimy porozmawiać o Kevinie".

Harriet i David to młode małżeństwo, które w szalonych latach 60. stawia opór seksualnej rewolucji i planuje wielki dom oraz gromadkę dzieci. Marzenia wydaja się spełniać, jedno po drugim przychodzą na świat urocze maluchy, wypełniając śmiechem domostwo pod Londynem, do którego każdy z radością przyjeżdża i zachwyca się panującą w nim atmosferą. Nieco chmurek pojawia się na tym idealnym firmamencie, bo Harriet czuje się wyczerpana kolejnymi ciążami, a poza tym rodzina zależna jest od pomocy teściów - finansowej i fizycznej. Małżonkowie z zapałem wprowadzają w życie swoje plany, odsuwając na bok myśl o jakichkolwiek przeszkodach. Trudności jednak odsunąć się nie pozwalają - przybywają z nowymi siłami, atakując rodzinę kolejną, tym razem niechcianą ciążą (planowano przerwę po czwartym dziecku, żeby Harriet doszła do siebie) i narodzinami "odmieńca". Mały Ben jest dzieckiem pozornie zdrowym, ale nie normalnym. Nadzwyczajnie silny, agresywny, brutalny, nie umie nawiązać kontaktu z innymi ludźmi. Spełnione marzenie Davida i Harriet zaczyna rozsadzać ich szczęśliwy dom od środka. Czy należy oddać Bena do ośrodka dla ratowania rodziny? Ale czy da się uratować rodzinę, pozbywając się jej fragmentu, udając, że nigdy nie istniał?

Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak ja bym się zachowała w obliczu takiej sytuacji. I nie wiem. Nikt nie wie, dopóki nie stanie przed równie dramatycznym wyborem. Dlatego nie oceniam bohaterów i drogi, którą wybrali. Przyznaję jednak, że nie polubiłam specjalnie ani Harriet, ani Davida. Nie podobało mi się to, że realizują swoje marzenia, domagając się pomocy od wszystkich dookoła.

Doris Lessing
Piąte dziecko
The Fifth Child
PIW 2005, ss. 142

Dlaczego uważam, że to będzie moje ostatnie spotkanie z Doris Lessing? Bo nadal nie po drodze mi ze stylem jej pisania. Książka zainteresowała mnie treścią, wciągnęła, chciałam wiedzieć, jakie będą losy bohaterów.
Ale jednocześnie - pozostałam obojętna. Obserwowałam wszystko tak, jak naukowiec obserwuje bakterie pod mikroskopem. Bez emocji. Bez współodczuwania. Czysto laboratoryjne zainteresowanie. Coś takiego jest w języku pisarki, że stawia między mną a bohaterami szklaną ścianę i nie pozwala mi się zaangażować. Po trzech książkach zwątpiłam, że kiedykolwiek sie przez tą szybę przebiję. Dlatego nie planuję kontynuować znajomości z Lessing. Niemniej "Piąte dziecko" gorąco polecam.

8 komentarzy:

  1. Moje zapoznanie się z Doris Lessing dopiero przede mną, także ciągle żyje we mnie nadzieja na to co najlepsze:) Na pierwszy ogień pójdzie "Lato przed zmierzchem", które kupiłam niedawno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele blogerek bardzo chwali jej książki, więc może i Tobie się spodobają :)

      Usuń
  2. Ja także nie jestem fanką Lessing, choć zarówno "Piąte dziecko", jak i "Podróż Bena" - kontynuację - oceniam dobrze. Piszesz, że w pewnym sensie książka pozostawiła Cię obojętną, że nie zaangażowałaś się. W moim odczuciu taki był cel autorki - jej styl jest specjalnie taki chłodny i nie pozwala czytelnikowi na rozwój emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już chyba "Podróż Bena" sobie daruję. Wolę pozostać przy tym otwartym zakończeniu niż dowiadywać się "co dalej".
      Pewnie masz rację, jeśli chodzi o celowość chłodu w stylu autorki, ale to nie jest to, czego szukam w literaturze. Preferuję książki, które pozwalają mi na chwilę stopić się z kimś innym, pożyć cudzym życiem. Chłodną obserwację to mogę uprawiać w rzeczywistości ;)

      Usuń
  3. Kompletnie nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Polecam Ci "Trawa śpiewa" tej autorki. Byłam tą książką urzeczona. Czytałam "Piąte dziecko" ale zbytnio mnie ta książka nie zachwyciła. Owszem dobra, ale tak jakby zakończenie na szybko napisane... Takie odniosłam wrażenie. "Trawa śpiewa" podobała mi się w każdym calu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolka, może kiedyś... Z tego co widzę "Trawa śpiewa" to kolejna książka o wątkach biograficznych, a tego już nie zdzierżę. Chyba dlatego mi się spodobało "Piąte dziecko", że wreszcie było o czymś innym. Za to zastanawiam się nad jej autobiografią - jak już mam czytać o jej życiu to wolę prawdziwy życiorys, a nie fikcyjne bohaterki obdarzone jej losami i charakterem.

      Usuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...