10 lutego 2012

Musimy zapomnieć o Kevinie...

... jeśli chcemy mieć kiedyś dzieci.
Przyznam, ze pierwszą myślą po skończoną seansie było: "Żadnych dzieci. Koty. Dużo kotów. Koty są miłe."

"Musimy porozmawiać o Kevinie" to świetny film, poruszający (wręcz poniewierający) i genialnie zagrany (w roli rodziców: Tilda Swinton i John C. Reilly, w roli Kevina (na różnym etapie wiekowym): Rock Duer, Jasper Newell i Ezra Miller). Nakręcony w bardzo niehollywoodzki sposób, oszczędny w dialogach, piękny w obrazach. Poszatkowane, wymieszane chronologicznie scenki dopiero na koniec układają się w przerażającą całość, choć od samego początku dają poczucie narastającego zagrożenia.

Czy to Eva była złą matką? Czy może jej syn był złym człowiekiem - złym w sposób pierwotny, niedający się uzasadnić genami czy dzieciństwem?

Nie będę opowiadać, o czym jest film - trzeba zobaczyć samemu.




Musimy porozmawiać o Kevinie / We Need to Talk About Kevin, reż. Lynne Ramsay, USA 2011

Film powstał na podstawie powieści Lionel Shriver pod tym samym tytułem.

19 komentarzy:

  1. Czytałam książkę, film również widziałam, mocna rzecz i ten czerwony kolor bijący po oczach z ekranu...
    Mimo, że wiedziałam jaki będzie finał całej historii (najpierw przeczytałam książkę) to i tak w trakcie seansu ciarki po plecach chodziły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zakończenia nie znałam, więc ciarki chodziły mi podwójnie. Ale narastające napięcie oddane było idealnie. Chętnie porównam z książką.

      Usuń
  2. Kolejny film na mojej liście.
    Ostatnio widziałam z Tildą Orlando. Doskonały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, Orlando! Dobrze, ze mi przypomniałaś, od dawna chciałam go obejrzeć. Dzięki :)

      Usuń
  3. Filmu nie miałem okazji obejrzeć, ale po książkę z przyjemnością sięgnę. Ale nie ukrywam, że wersja filmowa również mnie ciekawi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ciekawi książka, bo poszłam do kina, nie wiedząc, że to ekranizacja. Mimo że znam już zakończenie, i tak chętnie po nią sięgnę.

      Usuń
  4. Najpierw chcę przeczytać książkę - już ją mam i tylko czeka na swoją kolej. Potem może obejrzę film - zależy od książki.
    Dziecko już mam, więc nie ma odwrotu ;)

    Ale uważam, że nikt nie jest "pierwotnie zły". Wierzę, że ludzie z natury są dobrzy, a zło jest wynaturzeniem, a nie naturą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie z natury są dobrzy, ale od każdej reguły są wyjątki. Wydaje mi się, że nie każdy psychopata miał akurat tak ciężkie dzieciństwo, żeby usprawiedliwiało to jego czyny. Przypuszczam, że czasem odpowiedzialne są za to zmiany w mózgu (czytałam ostatnio jakiś artykuł na ten temat) - to mam na myśli mówiąc o pierwotnym złu.

      Usuń
  5. Też chyba najpierw poszukam książki, nie słyszałam o niej wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właściwie dopiero po seansie sprawdziłam, że to ekranizacja. Na ogół wolę czytać oryginał jako pierwszy, ale teraz tez chętnie po niego sięgnę.

      Usuń
  6. Już mam spiracony, bardzo jestem ciekawa a do tego uwielbiam Tildę Swinton, nigdy mnie jeszcze nie zawiodła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właściwie w niewielu filmach ją widziałam, chociaż kojarzy mi się z dobrym aktorstwem. Planuję obejrzeć z nią "Jestem miłością".

      Usuń
  7. Ponieważ widziałam, że recenzujesz filmy zapraszam cię do wyzwania filmowego. Więcej znajdziesz tu:

    ogladacpopolsku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolka, dziękuję, ale raczej nie dam rady. Po pierwsze przez brak czasu - ostatnio oglądam dużo mniej filmów niż dawniej, głownie wyłapuje nowości w kinie, które bardzo chcę zobaczyć. Po drugie, muszę się przyznać, że choć uważam cel wyzwania za szczytny, to ja po prostu nie lubię polskiego kina. Od czasów komedii Barei powstało, moim zdaniem, niewiele wartościowych filmów. Z tych, które mi zapadły w pamięć, i które chętnie obejrzę ponownie (lub oglądałam kilka razy) mogę wymienić zaledwie kilka: "300 mil do nieba", "Wrony", "Wojaczek", "Wesele", "Dzień Świra". Do kina na polskie filmy nie chodzę nigdy, same zwiastuny wywołują u mnie szczękościsk. Niemniej chętnie będę podczytywać wyznaniowy blog, może odkryję coś dla siebie :)

      Usuń
  8. Ykhm, ykhm, ja tylko chciałam napisać, że Lionel Shriver to kobieta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, poprawiłam :) Tak mnie to zastanowiło, że mężczyzna napisał książkę z punktu widzenia matki, ale imię Lionel kojarzyło mi się jednoznacznie męsko :)

      Usuń
  9. Musze obejżeć i nie moge nigdzie znaleśćksiążki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Strasznie jestem ciekawa tego filmu ponieważ zapowiedź zrobiła na mnie piorunujące wrażenie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziecko sprawiające wiele problemów to męka dla rodziców, a po narodzinach dziecka nie myśli się o tym, jakie ono będzie w stosunku do matki i ojca. Film na pewno daje sporo do rozważania na temat relacji.

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...