27 lipca 2011

Romans po polsku

Wyobraźcie sobie, że idziecie do księgarni i nie ma tam  żadnego romansu... Żadnej Grocholi, Szwai, Kalicińskiej, Gutowskiej-Adamczyk... Nic, posucha -
a w ogóle na każdej okładce widnieje tylko męskie nazwisko. W takiej sytuacji musiała być Maria Wirtemberska, kiedy stworzyła pierwszy polski romans Malwinę, czyli domyślność serca. I chociaż wielbicielką romansów nie jestem, to chwała jej za to.

Maria Wirtemberska była bardzo ciekawą postacią, a jej życia wystarczyłoby na kilka powieści - niezbyt wesołych, niestety. Była córką Izabelli z Flemingów Czartoryskiej - jednej z najbardziej fascynujących kobiet w historii Polski. Ojcem Marii oficjalnie był Adam Kazimierz Czartoryski, a naprawdę król Stanisław August Poniatowski. Zresztą rodzeństwo Marii miało każde innego ojca - ślubny małżonek matki był ponoć ojcem tylko pierwszej córki, Teresy (Teresa zginęła tragicznie w wieku lat 15 - jej suknia zapaliła się od ognia w kominku). 

Maria została wydana za mąż młodo (jako szesnastolatka) i nader nieszczęśliwie, za niemieckiego księcia, Ludwika Wirtemberskiego. Rodzice mieli na uwadze dobro ojczyzny (ten zadłużony awanturnik miał znakomite koligacje - był bratem króla Fryderyka I Wirtemberskiego, siostrzeńcem króla Prus Fryderyka II i bratem przyszłej carycy Marii Fiodorowny). Szczęście Marii było zupełnie drugorzędne, choć trzeba przyznać, że Ludwik dobrze grał zakochanego, padając przed wybranką na kolana na sali balowej. Po ślubie jednak mu przeszło i małżeństwo nie przyniosło korzyści nikomu. Ludwik w czasie wojny polsko-rosyjskiej 1792 r. zdradził Polskę, na co Maria wystąpiła o rozwód. Ceną było pozostawienie mężowi jedynego syna, Adama.

Ludwik nienawidził Polski i w tej nienawiści wychował Adama. W rezultacie syn Marii w czasie powstania listopadowego jako dowódca wojsk rosyjskich ostrzeliwał pałac w Puławach, w którym chroniły się jego matka i babka, a następnie wypędził je stamtąd i na rozkaz cara splądrował pałacową bibliotekę, wysyłając 40 tys. tomów do Petersburga.
Swoją drogą, ciekawe, że kiedyś na wojnie najeźdźcy kradli książki...

Sama Maria po rozwodzie poświęciła się literaturze - prowadziła salon literacki, w którym bywali choćby Niemcewicz i Fredro, poza tym pisała opowiadania i tłumaczyła literaturę francuską. W wieku 48 lat stworzyła swoją najsłynniejszą powieść - pierwszą powieść sentymentalną vel romans Malwina, czyli domyślność serca. Jak sama tłumaczyła we wstępie - powieści tworzą głównie mężczyźni, a to nie pozwala na dobre oddanie realiów: "romanse Krasickiego, Jezierskiego itd. opisują zwyczaje naszych ojców i dziadów, lecz bynajmniej nie malują obrazu teraźniejszego społeczeństwa. Ten obraz w Malwinie nie jest ani doskonałym, ani dokończonym, lecz będąc pierwszym, wzbudzi może ciekawość"

Moją wzbudził i - choć rzeczywiście nie jest "doskonałym" - to jest to jednak uroczy XIX-wieczny obrazek, wart poznania przez wielbicielki powieści Austen i sióstr Bronte. Polacy nie gęsi.. a co!



Malwina współdzieliła losy pisarki - bohaterka została przez rodziców wydana za mąż w wieku lat 14, za mężczyznę starszego i nieczułego. Spędziła z nim dwa lata w odludnym zamku, z dala od bliskich. Mąż na szczęście zginął w wypadku i Malwina została od przykrego związku uwolniona. Odtąd zamieszkiwała w jednej ze swoich posiadłości wraz z młodszą siostrą. Co to były za czasy, kiedy szesnastolatka mogła już być wdową i panią na włościach...

Sam romans zaczyna się na sposób, który od tamtej pory został w literaturze kategorii B powielony miliardy razy - dzielny i przystojny Ludomir ratuje młodą i piękną Malwinę od śmierci w pożarze, a przy okazji wyciąga też z płonącego budynku dziecko. Jane Austen spaliłaby się ze wstydu... Młodzi szybko się zakochują, ale niewyjaśnione tajemnice w przeszłości Ludomira zmuszają go do rozstania z Malwiną. Zrozpaczona dziewczyna wyjeżdża dla podratowania psychiki do Warszawy, ale miasto bynajmniej nie przyniesie jej ukojenia... Od momentu wyjazdu do stolicy robi się ciekawie, bo pobyt w Warszawie pozwala na wprowadzenie ciekawych obyczajowych obserwacji, odmalowanie atmosfery panującej na spotkaniach śmietanki towarzyskiej i na ulicach miasta. Zresztą, naprawdę byłam ciekawa, jak rozwinie się intryga.

Urocze, acz nieznośnie romantyczne perypetie Malwiny zestarzały się jednak znacznie mocniej niż wspomniane powieści sióstr Bronte i Jane Austen. Rozwiązania fabularne są mocno naiwne, zbyt dużą rolę pełni przypadek, a Malwina mdleje przy każdej okazji. Uczucia bohaterki wahające się między miłością a rozczarowaniem odmalowane są sprawnie, ale poza tym Malwina nie jest zbyt wyrazistą bohaterką i trudno się z nią zżyć. Reszta bohaterów jest dość papierowa i tylko niekiedy można wyłapać jakiś promyczek żywszego opisu (jak przy pięknej Dorydzie).

Podsumowując, polecam tylko czytelnikom bardzo zainteresowanym kobiecą literaturą XIX wieku.

Korzystałam z wersji zamieszczonej na stronie projektu "Biblioteka Literatury Polskiej w Internecie".

13 komentarzy:

  1. Bardzo wciągnęła mnie lektura Twojego wpisu. To, że polska historia pęka w szwach od wybitnych i intrygujących sylwetek, to dla mnie nie nowość, ale o Twojej bohaterce dotąd nie słyszałam, choć coś tam mi świta w kontekście nieślubnego dziecka naszego poczciwego króla. O książce również nie miałam pojęcia i dziękuję Ci bardzo, że nakreśliłaś tu postać Marii oraz dzieła jej życia, bo z przyjemnością sprawdzę na własnej skórze, jak ten polski romans wyglądał. Gorąco Cię pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z wypiekami na twarzy czytałam Twoją recenzję :) Losy Marii Wirtemberskiej są naprawdę fascynujące i chyba zasługują na oddzielną powieść. Gorzej z Malwiną, której historia choć niewątpliwie jest kiczowata to na pewno nie brak jej uroku XIX-wiecznych powieści. Mnie ta książka ciekawi, dlatego, bo to przecież pierwszy prawdziwy romans, pierwsza typowa powieść należąca do literatury kobiecej. Muszę poszukać jej w bibliotekach :) Na pewno warto przeczytać - chociażby po to by pośmiać się z naiwności tej lektury.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod przedmówczyniami:). Nie wiem, czy signę po Malwinę, ale chętnie poczytam o Izabeli Czartoryskiej:).

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę powieść kilka lat temu właśnie z powodu jego pierwszeństwa romansowego charakteru w polskiej literaturze. Trochę naiwny obraz miłości, bardzo romantycznej, ale dla ówczesnych kobiet musiał być szczytem erotyki.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój blog rozkwita :)
    Coraz ciekawiej u Ciebie i literacko wysublimowanie.
    Bardzo szczegółowo nakreśliłaś postać autorki, co rozbudziło moje zainteresowanie.Niestety wcześniej o niej nie słyszałam.
    Można powiedzieć, że ,,Maliwina,, jest książką dość infantylną, ale mam ochotę sięgnąć po polski archetyp literatury romansowej :)
    Dziękuję Ci również, za informację o Bibliotece Literatury Polskiej w internecie. Nie mam pojęcia w jaki sposób, ale wcześniej o nie niej nie słyszałam :)
    Teraz pewnie zakopie się po uszy w jej zbiorach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasia - ja chyba po raz pierwszy usłyszałam o Marii podczas zwiedzania pałacu w Puławach. Przewodniczka miała dar opowiadania i dopiero dzięki niej dotarło do mnie, jak wiele jest ciekawych postaci kobiecych, o których nie da się poczytać w podręcznikach historii. Pozdrawiam :)

    Claudette - szkoda, że tak mało się u nas mówi i pisze o kobietach z dawnych w wieków, w porównaniu np. z Anglią - tam jednak o wiele więcej wydaje się biografii, zbiorów listów itp. A sama "Malwina" - myślę, że te 200 lat temu mogła wydawać się niezwykle świeża i porywająca. Opowieść zbudowana jest bardzo zgrabnie, tylko że te romantyczne sztuczki autorki (nie chcę zdradzać szczegółów, bo może jednak sięgniesz po nią) są już teraz tak wyeksploatowane, że trudno je traktować poważnie. Mimo wszystko polecam :)

    Iza - mam w planach biografię Izabeli Czartoryskiej pt. "Pani na Puławach " autorstwa Gabrieli Pauszer-Klonowskiej, niedawno została wznowiona. Myślę, że i o jej córkach będzie tam można poczytać :)

    Clevera - myślę, że panienki współczesne Malwinie mdlały w co straszniejszych momentach razem z bohaterką ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Biedronka - bardzo dziękuję, cieszę się, że jest ciekawie - może to dzięki temu, że rzeczywiście realizuję swoje postanowienie o czytaniu klasyki (bardzo mnie to zresztą wciągnęło, aż się sama zdziwiłam - więc kolejne recenzje już wkrótce). Zgadzam się, że warto sięgnąć po "Malwinę" chociaż po to, żeby wiedzieć, jak to się w Polsce zaczęło :)
    Ja tę bibliotekę znalazłam całkiem niedawno i przydaje mi się bardzo, chociaż nie przepadam za czytaniem z ekranu. Zerknij tez na projekt Reading Europe (http://www.theeuropeanlibrary.org/exhibition-reading-europe/countries.html) - kraje ułożone są alfabetycznie i Polska ma sporo ciekawych skanów. Ja chętnie przeczytam tam książkę Izabeli Czartoryskiej o projektowaniu ogrodów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam kiedyś. Warto przypomnieć postać autorki. A w tego typu bibliotekach internetowych sporo ciekawych starych rzeczy mozna znależć, i choć niewygodnie z ekranu, to inaczej się czyta "oryginał" z XIX wieku niż wznowienia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam kiedyś "Malwinę...", było to na studiach, czyli... dość dawno temu. Nie pamiętam niestety, jakie wywarła na mnie wrażenie. Właściwie to nie pamiętam czy jakiekolwiek wrażenie na mnie wywarła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnesto - akurat na stronie wspomnianej biblioteki tekst jest żywcem na ekranie, jak na każdej innej stronie internetowej, więc przyjemności z czytania żadnej :( Za to na wspomnianej, w komentarzu nad Twoim, stronie Reading Europe są bardzo ładne skany oryginałów i czyta się o wiele fajniej :)

    Elwika - no, nie jest to książka, która czytelnikiem wstrząsa i zostaje w pamięci na długo, ale i tak warto przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie rozumiem...piszesz że nie szukasz romansów, ale czujesz dyskomfort gdy wchodzisz do księgarni a ich nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  12. Piotrze - nie napisałam nigdzie, że czuję dyskomfort :) Zasugerowałam Wam (czytelnikom tej notki) wyobrażenie sobie sytuacji, że ich nie ma. Co czujecie na tę myśl, to już od Was zależy.
    Poza tym - bardzo rzadko czytuję romanse, ale nie uważam, że w związku z tym nie powinny być dostępne w sprzedaży. Nie widzę nic złego w czytaniu o miłości, jeśli to kogoś interesuje, a interesuje wielu.
    A chwalę Marię Wirtemberską za to, że stworzyła prawdziwy polski romans w czasach, gdy panienki zaczytywały się tylko francuskimi - a nie za zapoczątkowanie tego gatunku w księgarniach ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy23.9.11

    Bardzo ciekawy wpis. To wprost niesamowite, że taka książka jest już niemal całkowicie zapomniana. Chociaż ostatnio trafiłam na taką stronkę: http://malwina.aq.pl. Póki co to tylko zalążek serwisu poświęconego temu świetnemu utworowi, ale przynajmniej ktoś zainteresował się tematem.

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...