Podróżować po świecie w poszukiwaniu prawdy

To z pewnością jedna z najważniejszych książek, jakie do tej pory przeczytałam. Może dlatego tak ciężko mi o niej pisać i zbieram się do tego od tygodnia.

W tej książce jest wszystko. Narodziny i śmierć, miłość, rodzina, przygoda, pasja, podróże, wojny i przede wszystkim - życie.
Tiziano Terzani (1938-2004) to włoski reporter, który przez wiele lat był korespondentem w Azji. Przez całe życie robił to, co kochał - podróżował i pisał o tym.
Koniec jest moim początkiem
to jego ostatnie dzieło.

Książka ma formę wywiadu przeprowadzonego ze stojącym nad grobem, chorym na raka Terzanim przez jego syna, Folco.  

 Tak, to jest koniec, ale także początek historii, która jest moim życiem, o którym z przyjemnością z tobą porozmawiam, abyśmy sprawdzili razem, czy summa summarum był w nim jakiś sens. (s. 16)



W przepięknym Orsigna ojciec opowiada synowi swoje życie, od biednego dzieciństwa we Włoszech, przez Afrykę, wojny w Wietnamie i Kambodży (po których nie chciał już dłużej zajmować się polityka, twierdząc, że ludzie i tak nie uczą się na błędach), Chińską Republikę Ludową (był jednym z pierwszych zachodnich dziennikarzy, którego tam wpuszczono... a potem wyrzucono), Japonię (która wywołała u Terzaniego depresję), Tajlandię (mieszkał tam z rodziną w domu na palach, a w wodnym ogrodzie mieszkał mięsożerny żółw) i Indie. Jego opowieść kończy dopiero... śmierć. Terzani zaczynał jako korespondent wojenny, ale fascynowała go raczej kultura i - zwłaszcza pod koniec - życie duchowe. Na starość uczył się medytacji, mieszkając w lesie z pewnym pustelnikiem, ale ostatecznie zdecydował, że może wyrzec się wszystkiego z wyjątkiem rodziny. Wrócił więc z nią do Włoch i w ten sposób jego życie zatoczyło koło - dzięki tej lekturze możemy znaleźć się w samym jego środku.

Przy tak barwnym życiorysie nic dziwnego, że czytelnik ma wrażenie, jakby gnał w szalonej podróży przez pół świata. Są tu jednak nie tylko chronologicznie spisane losy Autora, ale też jego przemyślenia na wiele tematów: wojny, miłości i zwłaszcza, śmierci.  Koniec...  to niemal filozoficzny traktat o sensie życia, spisany przez człowieka, który wyrusza w swoją ostatnią podróż - ze spokojem, którego na razie mogę mu tylko zazdrościć.

O bezsensie konsumpcjonizmu:
Uczciwie trzeba przyznać, że świat jest cudowny, nic na to nie można poradzić, po prostu cudowny. Jeżeli jesteś w stanie poczuć się częścią tego cudu - nie ty, który masz dwie ręce i dwoje oczu, ale jeżeli esencja ciebie samego czuje się częścią cudu - czegóż mógłbyś chcieć więcej? Czego? Nowego samochodu? (s. 459)

O rezygnacji z pracy korespondenta wojennego:
- Już nie chciałeś jeździć i patrzeć?
- Właśnie, nie chciałem. Dlatego, że już widziałem: wszystko jest identyczne, jednakowe. Folco, trzydzieści lat potem jedziesz do Iraku - ja tam nigdy nie byłem, ale czytam, co piszą moi młodsi koledzy, i widzę dokładnie to samo, co działo się w Wietnamie. Przyjeżdża ktoś, robi konferencję prasową i mówi: "Wrogowie. Dziś zabiliśmy ich dwudziestu czterech, byli źli! Znaleźliśmy ukrytą broń. Mieli tez milion dinarów..." (s. 155)

Wypatrzyłam tę książkę w księgarni (nie znałam wtedy nazwiska Terzani), zafascynował mnie jakiś fragment na początku i potem dostałam ją od T. pod choinkę. Bardzo długo leżała na półce,  zaczęłam czytać, pierwsza część o dzieciństwie we Włoszech wydała mi się beznadziejna i Koniec... wrócił na półkę. Na szczęście sięgnęłam po nią kolejny raz i przepadłam. Dawkowałam ją sobie, żeby starczyło na dłużej i żebym miała czas przemyśleć to, co przeczytałam. Śmiech mieszał się ze łzami, a zachwyt z bólem. T. może potwierdzić, że przez kilka tygodni co drugie zdanie zaczynałam od: "W tej książce, którą teraz czytam...".

Lojalnie uprzedzam, że forma jest początkowo dość trudna. Wywiad spisano bardzo dosłownie, z zaznaczeniem wszystkich przerw, westchnień, uwag o jedzeniu itp. Wypowiedzi są - jak to zwykle w prawdziwych opowiadaniach bywa - czasem niespójne, rozłażą się w dygresje, czasem autor ma problemy z przekazaniem tego, co ma na myśli. Jednak, kiedy już się człowiek wciągnie, czyta się świetnie. 

Teraz pozostaje mi tylko poznać wszystkie reportaże Terzaniego, a potem w nieskończoność wracać do Końca, który jest moim początkiem.

Tiziano Terzani
Koniec jest moim początkiem
Zysk i ska 2010
ss. 576

PS. Mam nadzieję, że ostatnia podróż Terzaniego jest równie ciekawa, jak wszystkie poprzednie.






Cytat w tytule posta, s. 159.

EDIT:
W 2010 r. powstał niemiecki film na podstawie tej książki: Das Ende ist mein Anfang (zwiastun)  - nie bardzo wyobrażam sobie jak można zrobić ekranizację wywiadu, ale niech będzie. Zdjęcia ma bardzo ładne, może kiedyś obejrzę (choć nie podejrzewam, żeby pojawił się w Polsce).

Komentarze

  1. Naprawdę mnie tą książką zainteresowałaś:) Z pewnością się za nią rozglądnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tej książce. Na razie u mnie na półce stoją reportaże z Azji. Muszę poczekać na odpowiedni moment, bo wiem, że to jest reportażz najwyższej półki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Terzani jest fantastyczny, bardzo boleję nad faktem, że w bardzo długim niechciejstwie trzymałam tę książkę na biurku i doczytałam do strony czterdziestej, kiedy uznałam, że czytanie przekładam na później.
    Jego reportaże "W Azji" to naprawdę najlepsza książka dziennikarza, jaką czytałam, pisałam o nim u siebie już kiedyś.

    I tak miło mi się zrobiło, kiedy zobaczyłam u Ciebie Terzaniego, rzadko widzę to nazwisko na blogach, najwyraźniej albo wszyscy już go od dawna znają, albo dawno już zapomnieli. Pora chyba ruszyć od strony czterdziestej pierwszej w dalszą podróż :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę ją przeczytać. Bardzo ciekawa recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! Nominowałam Cię do nagrody "One Lovely Blog Award"... Nie wiem, czy lubisz takie zabawy - jeśli nie, to nie chowaj urazy :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Paula i dr Kohoutek - polecam :)

    Mag - ja niestety jego reportaży nie czytałam - jeszcze, ale na pewno po nie sięgnę. Podoba mi się, że Terzani przekłada subiektywne odczucia nad zwykłe opisywanie odwiedzanych miejsc, twierdząc, że ta sama historia opisywana przez 6 różnych osób, to sześć różnych historii. A mnie już nie chce się czytać suchych opisów faktów i przewodników "po miejscach". To właśnie prywatne poglądy Terzaniego na miejsca i zjawiska, które widział, sprawiły, że ta lektura była taka ciekawa.

    Liritio - wróć do książki koniecznie! Chociaż, tak jak sama wspomniałam, coś ten początek w sobie ma takiego, że się książkę chętnie odkłada... Ja mam wrażenie, że Terzani jest jednak słabo znany w Polsce. Może dlatego, że mamy dobrych własnych reporterów i nie szukamy ich po innych krajach? A może po prostu dlatego, że w Polsce zaczęto go stosunkowo niedawno wydawać - już pośmiertnie (chyba, że istnieją jakieś wcześniejsze wydania, o których nie wiem).

    Karolina - dziękuję! Dostałam już jedną nominację i obiecuję, że notka pojawi się w weekend. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nazwisko autora obiło mi się o uszy, ale niestety nic nie czytałam. Myślę, że faktycznie dla więszkości polskich czytelników reportaż to przede wszystkim Kapuściński, może jeszcze Tochman.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lilithin - przyznaję, że mnie nawet nazwisko o nic się nie obiło. Znalezienie tej książki w księgarni było moim pierwszym kontaktem z tym autorem. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego :/ Ale pewnie wielu klasyków reportażu mnie ominęło, mimo że lubię ten gatunek i chciałabym czytać go więcej.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)