Lilybeth czyta klasykę

W moim wpisie noworoczny wspominałam, że chciałabym w tym roku czytać więcej klasyki. Podsumowanie po pół roku wypada bardziej niż blado - liczba przeczytanych pozycji z kanonu równa się okrąglutkie zero. Niemniej nadal chęć mam, ostatnio nawet bardziej. T. podesłał mi link do serii trzech filmików zatytułowanych Everything is a remix. W skrócie chodziło tam o to, że większość obecnych dzieł jest kompilacją i przeróbką motywów, które pojawiły się już wcześniej. Mowa była o muzyce, filmach i ogólnym procesie tworzenia, niemniej doskonale można by to odnieść także i do książek. Wystarczy przypomnieć sobie mity - mają parę tysięcy lat i nieustannie przewijają się w literaturze. Można czytać książki, nie znając mitów, ale wtedy wiele treści nas omija.

Drugi argument za czytaniem jest pewnie dość dyskusyjny, ale do mnie przemawia. Przeszłość jest stała, jest czymś co już się wydarzyło i nie da się tego zmienić. W obliczu teraźniejszości, nad którą nie mamy kontroli, i nieznanej przyszłości stanowi bezpieczny constans. Obecnie publikuje się masy książek, nie do opanowania i przyswojenia, w przyszłości mamy szansę potopić się w tym morzu literatury. Liczba książek napisanych w przeszłości jest zamknięta, np. do końca XX w. Jasne, też jest ich ogrom, ale te naprawdę dobre, ważne, te które miały duży wpływ na kulturę i światopogląd, wybiły się. Większość książek współczesnych zostanie zapomniana po roku, podczas gdy taki Hamlet po ok. 400 latach,  Kubuś Fatalista po 235 latach, Niebezpieczne związki po 229, Trzech muszkieterów po 167 są nadal czytane i doceniane (wymieniam akurat te książki, bo je lubię), nie wspominając już o nieustannych powołaniach na nie, o czym było w pierwszym akapicie.

Mogłabym wystąpić jeszcze z trzecim argumentem, że człowiekowi, który chce się nazywać kulturalnym i oczytanym, niektóre rzeczy wypada znać, ale tu bym sobie strzeliła samobója, więc po prostu przejdźmy dalej ;)
Wiadomo, każdy coś tam z zabytków literackich, kanonu i jak go zwał, liznął w szkole, a niektórzy i na własną rękę. Ja wszystkie lektury grzecznie czytałam, lubiłam czytać, więc do głowy by mi nie przyszło, żeby nie, nawet jeśli nie wszystko mnie zachwycało. Znielubiłam Żeromskiego i Nałkowską, polubiłam Prusa, Sienkiewicza i Orzeszkową. Na własną rękę czytywałam mnóstwo Szekspira, bo go uwielbiałam i nadal wielbię, niestety jeszcze mi kilka sztuk zostało do nadrobienia. Wciąż jednak jest całe mnóstwo "klasyki", którą zaledwie liznęłam lub znam tylko ze słyszenia.


Prywatne zobowiązanie, żeby nadrobić braki zaowocowało prywatną listą "lektur obowiązkowych". Nie chciałam wykorzystywać żadnej z gotowych list "100 najważniejszych", bo listy tworzone przez Anglików zawierają 95/100 pozycji anglojęzycznych, przez Francuzów - francuskich itp. Wykorzystałam przegląd chronologiczny literatury z Wikipedii, nieco go uzupełniając. Do stówy nie udało mi się zejść, jest ich zdaje się 150, podzielonych na literaturę do końca XIX w. i od 1900 do 1990 r. Dobór książek był dość swobodny, ograniczyłam się do pozycji, które mają polskie przekłady (za wyjątkiem jednej pozycji Anny Bronte, haniebnie nie przetłumaczonej), wycięłam oczywiście to, co już czytałam (stąd np. brak Stu lat samotności, Wichrowych wzgórz, Wielkich nadziei itp., ale zostawiłam kilka, do których chcę wrócić), dorzuciłam trochę lektur bardziej popularnych, np. powieści gotyckie z XIX w. Pominęłam poezję i klasykę dziecięcą. Najgorsze, że za każdym razem, kiedy lista wydaje mi się skończona, przypomina mi się kolejna pozycja, którą bardzo-bardzo chciałabym poznać. Pewnie więc będzie uzupełniana i tylko mam nadzieję, że nie przekroczę tysiąca ;)

Plan jest długofalowy, nie ustawiam żadnej daty granicznej. Może trwać nawet całe moje życie, bo równolegle rzecz jasna planuję czytać książki współczesne. Zastanawiam się nad kolejnością. Wydaje mi się, że lepiej byłoby czytać chronologicznie od najdawniejszych, ale zależy to w dużej mierze od dostępności pozycji w bibliotekach (to postanowienie nie ma być pretekstem do kupowania większej liczby książek ;) ). Zresztą, nie obiecuję, że przeczytam KAŻDĄ pozycję z listy. Jeśli mi się nie spodoba, rzucę w kąt, ale przynajmniej będę potrafiła powiedzieć, co mi się nie spodobało.

Listę lektur zamieszczam w osobnej zakładce "Czytam klasykę" - może komuś też się przyda.
Trzymajcie za mnie kciuki :)

Komentarze

  1. Trzymam kciuki. W klasykę 19-wieczną wdrożyłam się dopiero w zeszłym roku:).20-wieczną lubię nie od dziś
    Natomiast w tych prawdziwych starociach amm wielkie braki:(.

    OdpowiedzUsuń
  2. Klasykę też muszę nadrobić, więc Twoja lista bardzo mi się przyda:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również mam duże zaległości w klasyce, więc z przyjemnością zerknę do tej zakładki. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł! Biorę udział w wyzwaniu Klasyka literatury popularnej, ale do tej pory nie miałam okazji przeczytać żadnej lektury wyzwaniowej... Ot po prostu zawsze przedkładam nad Dostojewskiego, Zolę, czy Prusa powieści współczesne.
    Ale teraz zmobilizowałaś mnie do działania. Zrobię podobną listę - na pewno będzie mi łatwiej kontrolować moje czytelnicze wybory :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajrzałam na Twoją listę i jeden utwór - Epos o Gilgameszu jest dostępny w internecie w formacie pdf: http://free.of.pl/m/mysticearth/mitologia/su/gilgamesz.pdf

    Może przyda Ci się :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam i będę zaglądać :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki w takim razie :) Mnie też ostatnio do klasyki ciągnie

    OdpowiedzUsuń
  8. Iza - Ja XIX wieczną lubię i znam chyba najlepiej, z XX w. jest słabiej, a ze "starociami" też marnie. Ale już mam dosyć powtarzania "muszę to kiedyś przeczytać".

    Kasandra i Piotr - cieszę się, że Wam się przyda :)

    Claudette - ja też myślałam o tym wyzwaniu, ale znam siebie i wiem, że pewnie nic by z mojego udziału nie wynikło. I też mi jakoś łatwiej sięgnąć, po nowe pozycje. Ale jedną raz na miesiąc chyba uda się przemycić ;)
    Dzięki za link. Tak myślałam właśnie, że część pewnie uda mi się zgromadzić w ebookach. Jak tylko zaczęłam czytać, przypomniało mi się, że urywki Eposu przerabiałam na studiach. Odkąd prowadzę bloga łatwiej mi zapamiętać lektury, to co przed jakoś mi się szybko rozmywa w pamięci.

    Eireann i Grendella - dzięki :) Postaram się Was zachęcać w notkach do czytania klasyki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chwalebny pomysł, warto propagować czytanie klasyki :) Z Twojej listy rzucił mi się w oczy Beowulf. Odradzam, nawet fragmentami się tego nie da czytać, liczy ponad 3 tys. wersów, stwierdziłam, że przynajmniej wiem o czym to jest i dlaczego jest istotne dla lit., ale nie odważyłabym się tego czytać w całości, nawet mój wykładowca lit. bryt. nie brał się za całość ;) Ciekawa jestem ile sama znam z Twojej listy, ale to jednak za dużo liczenia. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kornwalia - dzięki za ostrzeżenie. Kusi mnie nowe tłumaczenie Roberta Stillera, więc pewnie spróbuję, a jak nie dam rady zupełnie, to chociaż poczytam o Beowulfie, żeby wiedzieć, co i jak.
    Moja lista i tak nie jest kompletna (nie zamieszczałam pozycji, które czytałam), więc pewnie i tak znasz dużo więcej klasyki niż wynikło by z liczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ cudowny pomysł! Dziękuję Ci bardzo, że chciałaś się tą listą z nami podzielić, jest dla mnie nieopisaną pomocą. Sama mam takie ciche postanowienie.
    A Tobie życzę powodzenia jak i oczekuję opinii o tych klasykach, co będzie pewnie nie lada trudnym zadaniem :).

    OdpowiedzUsuń
  12. Ala - do usług :) Pierwsza recenzja z serii będzie niedługo, może już jutro, bo kończę Gilgamesza :) I wcale nie jest aż tak trudno, chociaż zobaczymy, co dalej... ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)