9 lipca 2014

Retro romans na upały

Nawet podwójne retro, bo akcja toczy się dwutorowo, w wieku XIX i współcześnie - a że książka została napisana w 1969 r., to ta współczesność jest już też nieco w klimacie vintage ;)

Lekki romans kostiumowy, coś do zgarnięcia z bibliotecznej półki w drodze do parku i przeczytania na ławce pod drzewami. Ja w ten sposób właśnie weszłam w jego posiadanie - majaczyło mi się gdzieś w pamięci nazwisko Autorki, więc postanowiłam zapoznać się z nią bliżej. Chociaż miałam chwilę wahania przez okładkę - zabójczo dosłowną. W tytule klawikord i róża, więc na okładce mamy... klawikord i różę. A w tekście pannę Walentynę i tajemniczego Liberatora, więc na okładce... sami już wiecie.


Fabuła jest prosta, tajemnicy łatwo się domyślić, ale to jednak przyjemna lektura - z gatunku bardzo lekkich. W latach 60. XX wieku bohaterką jest Wala, która imię otrzymała po dalekiej przodkini, Francuzce Valentine. Wala dochodzi do siebie po wypadku samochodowym - przebywa pod opieką przyjaciółki i jej rodziny, często odwiedzą ją Cyryl - może przyjaciel, a może jednak ktoś więcej. Cyryl jest filmowcem, Wala z nudów zaczyna więc wymyślać dla niego fabułę filmu kostiumowego, czyniąc bohaterką wspomnianą Valentine.

Wątek drugi, a właściwie wybijający się na pierwszy plan, to właśnie te wymyślone losy Valentine - Francuzki, która po śmierci matki przybyła do Polski, a dokładnie do Tarnowic, by podjąć pracę guwernantki. Trafia do wyjątkowego domu, w którym wszyscy są jej przychylni, mają jednak pecha żyć w niezbyt korzystnych dla Polaków czasach. Pruskie wojska poszukują polskiego bohatera, zwanego Liberatorem, który ratuje swoich rodaków pojmanych przez zaborców. Czy to możliwe, że ma jakieś powiązania z tarnowickim dworem?

4 komentarze:

  1. Nie przepadam za takimi romansami bez głębi, a tak mi się książki tego typu kojarzą. Raczej po nią nie sięgnę, ale zapamiętam, że ta autorka daje radę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie przepadam za romansami, ale mam słabość do powieści rozgrywających się w XIX wieku, no i od czasów Jane Eyre - do bohaterek-guwernantek :)
      Książka nie jest wybitna, ale ma sporo wdzięku.

      Usuń
  2. Okładka istotnie nie zachęca, ale skoro mówisz, że książka ma sporo wdzięku... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oładka dla mnie jest śliczna w swoim rodzaju. Kojarzy mi się z okładkami książek L.M.Montgomery. Jeszcze romans retro - brzmi interesująco a autorki czytałam inną książkę z zupełnie innego gatunku , była bardzo udana.

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...