Dwa razy pas


Ostatnio dwa razy poddałam się, czytając książkę, którą obiektywnie określiłabym jako dobrą.

Uwielbiam Pereza Reverte za "Klub Dumas" i "Szachownicę flamandzką". Bardzo lubię za "Fechmistrza", "Ostatnią bitwę Templariusza" i "Cmentarzysko bezimiennych statków". Z zainteresowaniem przeczytałam "Terytoriów Komanczów" i "Batalistę" oraz dwa pierwsze tomy "Kapitana Alatriste". Na trzecim - "Słońce nad Bredą" - poległam, bo był w całości opisem działań batalistycznych, i potem już nie kontynuowałam serii. Mimo tego alatristowego potknięcia uważam Pereza Reverte za świetnego pisarza i  naprawdę wyczekiwałam z nadzieją lektury "Oblężenia". Niestety, po 200 stronach definitywnie padłam w tej francusko-hiszpańskiej bitwie.

Powieść ma sporo drobiazgowo opisywanych wątków. Głównym bohaterem jest hiszpańskie miasto Kadyks, leżące na półwyspie, oblegane przez Francuzów (wojny napoleońskie). Zamknięci w jego obrębie mieszkańcy, od czasu do czasu bombardowani pociskami, które na ogół nie dolatują do celu, starają się prowadzić normalne życie. Mamy tu zagadkę kryminalną - morderstwa popełniane na młodych dziewczętach i ponurego komisarza Tizona, który stara się znaleźć sprawcę. Mamy ładną i inteligentną bohaterkę (kobiety u Pereza są zawsze bystre), Lolitę Palmę, stojącą na czele firmy handlowej, oraz korsarza Pepe Lobo i nieśmiało kiełkujący wątek romansowy. Mamy też francuskiego szpiega i francuskiego artylerzystę, kapitana Desfosseux. Realia historycznie oddane są bardzo dokładnie - wydaje mi się wręcz niemożliwe, że opisuje je człowiek, który żyje współcześnie.

Wszystko to brzmi bardzo dobrze, ale ma jedna podstawową wadę - jest nieziemsko nudne. Naprawdę nie czytuję wyłącznie książek o wartkiej akcji obfitującej w niespodzianki, czasem lubię sobie leniwie płynąć z fabułą, ale jeśli ktoś pisze o morderstwach i piratach, a ja brnę przez to w pocie czoła, to chyba coś jest nie tak. Przy stronie z numerkiem 200 (jeszcze ponad 2 x tyle zostało przede mną) pomyślałam sobie, że nic nie obchodzi mnie los bohaterów i jeśli francuskie bomby zrównają Kadyks z ziemią, to nie odczuję nawet drgnienia żalu. A skoro tak, to chyba nie ma sensu kontynuować.

Polecam nie kierować się moimi subiektywnymi odczuciami i przekonać się osobiście. Sama może kiedyś powrócę do lektury, kiedy będę miała dużo czasu i wolniejsze tempo życia. Prawdopodobnie na emeryturze.

***************

Właściwie moje zarzuty wobec "Pokoju z widokiem" będą bardzo podobne. Nuda i brak zainteresowania losem bohaterów. Poległam jednak znacznie szybciej, bo w ogóle nie przepadam za romansami, a nudne romanse to już okrutna kara.

Klimatyczna powieść, dziejąca się na początku XX w. wśród brytyjskich turystów we Włoszech. Dobrze oddana atmosfera pensjonatu, karykaturalne portrety drugoplanowych bohaterów, niepokojący urok Florencji. Główna bohaterka, młodziutka Angielka z dobrego domu, Lucy Honeychurch, przybywa tu wraz ze starszą i nudną kuzynką Charlottą. W pensjonacie poznają dwóch panów Emerson, ojca i syna, których zachowanie - na bakier z konwenansami - nie wzbudza sympatii pozostałych gości. Wbrew sobie Lucy odkrywa, że niebanalny George Emerson potrafi wprawić jej serce w drżenie.


Zarzut podstawowy - Lucy jest nijaka. Może autor mężczyzna nie potrafił wczuć się w psychikę kobiety albo taką właśnie chciał ją uczynić. Na mnie jednak zupełnie nie robiła wrażenia żywej istoty. Pod wpływem Georga zaczynają budzić się w niej jakieś ciekawsze instynkty, ale mnie nie zaciekawiły na tyle, żeby kontynuować przygodę.


Polecam zainteresowanym, a sama zamierzam jeszcze dać szansę temu pisarzowi.

Komentarze

  1. Całkiem lubię "Pokój z widokiem". Może masz rację, to nie jest książka szczególnie absorbująca, ale za to taka... czarująca, lekka i czytało mi się ją bardzo dobrze ;) I wprost przepadam za filmem nakręconym na jej podstawie. Oczywiście tym z Heleną Bonham Carter, bo jest też jakaś okropna nowsza wersja, którą ledwo mogłam oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się właśnie czytało nie za dobrze, ale może to przez to, że ja naprawdę do romansów nie mam serca (książkowych romansów, oczywiście :) ). Na mojej liście klasyki do przeczytania miałam inną pozycję Forstera, ale ta mi przypadkiem wpadła w ręce w bibliotece. Ekranizację chętnie kiedyś obejrzę. Tą starszą :)

      Usuń
    2. A w ogóle to ja, lilybeth, tylko login mi się zmienił :)

      Usuń
  2. Też kiedyś brnęłam przez Forstera (był też film) i to chyba jest jedna z najnudniejszych książek, jakie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to cieszę się, że nie tylko ja ją tak odebrałam. Bo już myślałam, ze za łatwo się poddałam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)