19 marca 2012

Trzy kobiety w czerni

Nie wiem, czemu nazwisko Susan Hill kojarzyło mi się szalenie współcześnie, a to dama jest 70-letnia i z bogatym literackim dorobkiem. Przy okazji nowej ekranizacji jej powieści "Kobieta w czerni" zrobiło się o niej w Polsce nieco głośniej, zwłaszcza że równocześnie z filmem ukazało się polskie tłumaczenie tej powieści (wcześniej chyba niedostępne).

Chociaż horrorów nie czytuję i nie oglądam, to powieści o duchach pod to miano nie podciągam - tzw. powieści gotyckie darzę skrywaną sympatią. Prawda jest jednak taka, że za dużo porządnych powieści o duchach wcale nie ma. Z klasyki czytałam dobrego "Mnicha" Lewisa (chociaż duchów to tam malutko), "W kleszczach lęku" Henry'ego Jamesa - tą dość dawno i słabo ją pamiętam - oraz oczywiście "Opowieści niesamowite" Poe'go, choć przy całej sympatii dla autora nie mogę powiedzieć, żeby specjalnie straszyły. Przede mna jeszcze "Zamczysko w Otranto" Walpole'a i powieści pani Radcliff oraz polskiej przedstawicielki nurtu - Anny Mostowskiej. Powieść Susan Hill także rozgrywa się w XIX-wiecznych realiach, wiec tym chętniej sięgnęłam i po książkę i po obie jej ekranizacje.


Dojrzały mężczyzna, Arthur Kipp, wspomina najstraszniejsze doświadczenie swojego życia, to o którym całe życie próbował zapomnieć. Za młodu, jako początkujący adwokat został wysłany do małego miasteczka Crytin Gifford, żeby uporządkować papiery zmarłej Alice Drablow. Starsza pani żyła w ponurym odosobnieniu, bez krewnych i przyjaciół. Jest dom położony był na bagnach (zdecydowanie nie sprzyjało to utrzymywaniu kontaktów towarzyskich ;) ) - wąska grobla prowadząca przez moczary dostępna była tylko przez część dnia, podczas odpływu. Arthur z zapałem zabiera się do wypełniania obowiązków, jednak szybko dostrzega, że nazwisko Drablow wywołuje wśród mieszkańców miasteczka niechęć, a wzmianka o tajemniczej kobiecie w czerni, którą kilkakrotnie spotyka - panikę. Odizolowany w domostwie pani Drablow, Arthur odkrywa, że nie jest tam wcale sam, a bagna kryją mroczny sekret z przeszłości.

Książkę wydano w 1983 r., pierwsza ekranizacja powstała 6 lat później, w 1989 r., z Adrianem Rawlinsem w roli Arthura (ostatnio grał ojca Harry'ego Pottera w ekranizacji cyklu), a druga właśnie leci w kinach (z Danielem Radcliffem, który wcześniej grał Harry'ego Pottera). Co ciekawe, w powieści i obu ekranizacjach różny jest stan cywilny głównego bohatera, co pociąga za sobą różne zakończenie (z tego względu zaserwowanie sobie wszystkich trzech dzieł, jedno po drugim, wcale nie jest nudne) - w książce jest narzeczonym, w pierwszym filmie - mężem i ojcem dwójki dzieci, w drugim filmie - wdowcem z małym synkiem.

Pierwsza ekranizacja jest dość wierna powieści, chociaż mam wrażenie, ze akcję przeniesiono na nieco późniejszy okres. W powieści czas akcji nie jest dokładnie określony, ale w filmie wyraźnie widać, że są to lata międzywojenne. Dodano parę udziwnień, jak na przykład ówczesny dyktafon, którego w powieści nie było (tylko banalne papiery ;) ). Z nieznanych mi przyczyn zmieniono także nazwiska niektórych postaci. Poza tym jednak atmosfera jest bardzo wierna, raczej melancholijna i niepokojąca niż upiorna i jedyne do czego bym się przyczepiła, to niepotrzebnie rozwleczona końcówka.


Współczesna ekranizacja dodaje już sporo od siebie - znacznie tu więcej duchów i są one bez porównania aktywniejsze. Niektóre wydarzenia, tylko wspomniane w książce jako występujące (żeby nie spoilerować, nie powiem jakie), tu pokazane. Film uczciwie straszy, choć sugeruję, żeby wziąć poprawkę na to, że ja nie oglądam horrorów i przestraszyć mnie łatwo ;) Niby schematy - odludny dom, a coś tam skrzypi, kroki słychać albo głosy - ale na mnie działają świetnie. Do tego stopnia, że pół seansu przesiedziałam z zamkniętymi oczami, zastanawiając się, na co mi to było ;) Plusem tej ekranizacji są niewątpliwie piękne, nastrojowe zdjęcia. Minusem - niestety - Daniel Radcliffe grający główną rolę. Przy całej sympatii dla tego aktora, uważam że był zupełnie niewiarygodny jako wdowiec i ojciec. Jego chłopięca uroda sprawiała, że oczekiwałam, że sam raczej zacznie wołać tatę... Gdyby nie jego filmowy stan cywilny uważałabym jednak, że zagrał bardzo dobrze - lubię go i życzę mu jak najlepiej w dalszej karierze.


Podsumowując -  polecam i książkę, i obie ekranizacje, jeśli lubicie się bać.

10 komentarzy:

  1. Fakt, że Daniel nie pasuje do tej roli. Trudno go sobie wyobrazić jako wdowca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Mogli go już zostawić zgodnie z pierwowzorem w roli narzeczonego, chociaż musieliby wtedy zmienić także zakończenie.

      Usuń
  2. Nie czytałam ani książki ani nie widziałam filmu, ale z Twojej recenzji rzeczywiście wynika, że Radcliff do tej roli nie pasuje, masz rację jest zbyt dziecinny z wyglądu. Ja przyznam iż mam chrapkę na te starsze powieście o duchach. Horrorów drastycznych, ociekających okrucieństwem i krwią nie lubię i od nich stronię, ale opowieści o duchach to co innego. Dlatego tak bardzo podobał mi się film "Inni" z Nicole Kidman, ale jeśli będziesz oglądała go po raz pierwszy to także będziesz momentami zasłaniała oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneta, "Innych" widziałam daaawno temu, jeszcze kiedy leciał w kinie, to jeden z najlepszych filmów o duchach, jakie nakręcono, moim zdaniem :)

      Usuń
  3. Ostatnio oglądaliśmy tą wersję z Harrym na angielskim. Matko, straszne to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszne, bo straszy, czy straszne bo takie złe?

      Usuń
  4. Jestem bardzo ciekawa tej powieści. Susan Hill znam z prozy psychologicznej póki co ("Ptak nocy" i "Jestem królem zamku" - obie warte uwagi) i zastanawiało mnie, czym okaże się "Kobieta w czerni". A to gotyk! :)
    Czy powieść ma jakikolwiek związek z "Kobietą w bieli" Collinsa? Bo czytałaś obie z tego co kojarzę, a dla mnie to intrygująca kwestia, takie podobne tytuły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chętnie bym przeczytała "Jestem królem zamku".
      Z kobiety - w bieli i czerni - nie mają ze sobą nic wspólnego. Żadnych nawiązań do Collinsa nie zauważyłam, ale obie książki dobre :)

      Usuń
  5. Jakiś tydzień temu widziałam najnowszą ekranizację - już sama czołówka, a właściwie sam napis, że to pod egidą wytwórni Hammer - i byłam zachwycona! No bo pamiętam ekranizacje opowiadań EA Poe z Vincentem Price'em.
    Nie chciałam się przyznać mężowi (bo oglądaliśmy we dwójkę), ale niektóre sceny przyprawiły mnie o gęsią skórkę. Radcliff rzeczywiście troszkę nie pasował, ale biorę poprawkę na to, że ludzie wyglądają na starszych/młodszych etc. Jedyny minus filmu - to wchodzenie i schodzenie ze schodów, oj, przydługie to było.
    Zdjęcia na prawdę bardzo ładne, nastrojowe. A tego maleństwa (w błocie) na prawdę było mi żal i myślałam, że (znowu) się popłaczę (bo na filmach to płaczę jak bóbr).
    Jeśli chodzi o 'W kleszczach lęku' - niezbyt mi się podobała książka. Teraz mi się rozmyła i pamiętam tylko, że ktoś tam był rudy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'W kleszczach lęku' czytałam tak dawno, że rozmyło mi się wszystko doszczętnie, ale też pamiętam, że mi się nie spodobała - z tym, że biorę poprawkę, że teraz może bym ją odebrała inaczej. Ale może nie ;)
      A schodów w filmie nie pamiętam, tzn. pamiętam, ze były, ale chyba nie zwróciłam uwagi na latanie po nich ;)

      Usuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...