24 marca 2012

Literatura na ekrany - Głodowe Igrzyska wreszcie w kinach


Wyjaśnijmy sobie coś od razu - jestem fanką trylogii "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins. Nie, że ją lubię. Lubię wiele książek. Nie uważam tych powieści za najlepsze w historii - jestem od tego daleka. Jestem fanką trylogii, tak jak jestem fanką "Harry'ego Pottera", "Serii Niefortunnych Zdarzeń" i powieści Jane Austen. Objawia się to u mnie w taki dziwny sposób, że wyłączam krytycyzm. Nawet jeśli którąś książkę uważam za słabszą - i tak ją uwielbiam, bo to część cyklu. Wychwytuję jak radar wszelkie informacje w mediach na ich temat. Obejrzę każdą ekranizację i będę ją kochać, nawet jeśli uznam za marną (tak, tak - na ekranizacji "Harry'ego Pottera i Komnaty Tajemnic" regularnie przysypiam, ale i tak ją oglądam).

Nic dziwnego więc, że na ekranizację "Igrzysk śmierci" czekałam z utęsknieniem. Książki były naprawdę świetne (recenzowałam je tu, tu i tu) - trzymające w napięciu przygodówki, jednocześnie głęboko poruszające i skłaniające do myślenia, a to rzadka kombinacja. Bałam się, co też Hollywood może tam napsuć, ale trailer pozwalał mi żywić nadzieję, że nie będzie najgorzej. Dotarłam do kina tak szybko, jak się dało, czyli dzień po premierze, podekscytowana jak przed pierwszą randką. Przyzwyczajona do multipleksów (półgodzinny bloczek reklam) nie spieszyłam się nadmiernie i o zgrozo, po raz pierwszy od kilkunastu lat się spóźniłam - reklam nie było. Dużo mi nie umknęło, ale nawet tych paru minut, których nie widziałam, żałuję.

Było dobrze. Naprawdę dobrze. Jasne, że wiele wątków trzeba było skrócić, ale to, co ważne zachowano. Katniss była bardzo przekonująca (chociaż jak na głodujący dystrykt aktorka wygląda na dobrze odżywioną, ale niech już będzie), scenografia świetna, akcja trzymająca w napięciu, śmierć Rue poruszająca... T., który nie czytał trylogii, tez był zachwycony, więc to film nie tylko dla fanów. Szczerze mówiąc, najchętniej poszlabym na niego po raz drugi, a to mi się od czasów "Titanica" nie zdarzyło, więc niech to będzie dla Was rekomendacją. Ale poprawkę na "fanowanie" weźcie ;)

Gale

Katniss i Primrose

Effie i Katniss

Ważniejsi uczestnicy Igrzysk - poza planem nie wyglądają już tak morderczo ;)

18 komentarzy:

  1. Film na pewno obejrzę, jak tylko trochę się sale kinowe przerzedzą - nie lubię tłumów. Bardzo zachęcająca recenzja, teraz się zastanawiam, czy jeszcze książki nie przeczytać przed seansem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam w nieco mniej popularnym kinie i tłumow nie było. Ale ci co byli, hałasowali za dwoje niestety ;(
      Wyjątkowo myślę, że lepiej obejrzeć ekranizację, a potem przeczytać książkę.

      Usuń
  2. Byłam wczoraj i nie mogę przestać myśleć o tym filmie. I cała trylogia i film genialne!
    Team Peeta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Tobie też się podobało :)

      Usuń
  3. Zarówno książki, jak i film jeszcze przede mną. Ale rozumiem, na czym polega twoje fanowanie. Mam tak samo z Harrym Potterem, "Pieśnią Lodu i Ognia" Martina, oraz cyklem wiedźmińskim Sapkowskiego, a z seriali z "Lostem" ;) Wiem, że siostra już wsiąkła w te książki pani Collins, ze mną pewnie będzie podobnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wsiąkłam, wsiąkłam. Dziś dorwałam drugą część w bibliotece (mama musiała trochę panią bibliotekarkę nalewką z pigwy przekupić;) ). Jutro wybieram się do kina. Zauważyłam, że wiele osób zwraca uwagę na wygląd Katniss. Dziś przeczytałam nawet, że jest "too big". Nie potrafię się z tym zgodzić, tym bardziej, że nie rzuciły mi się w oczy komentarze, że, na przykład, Gale jest za dobrze zbudowany:)
      Poza tym już czuję, że mi się spodoba:) Zwłaszcza, że Tobie, Lilybeth, się podobało:) Ufam Ci;)

      Usuń
    2. Grendella - o tak, serialowi "Lost" też fanuję :) Tu dobrze widać, na czym polega "fanowanie" - niektóre sezony otwarcie uznaję za okropne, zakończenie za haniebne, a i tak fanką namiętną pozostaję ;)

      Milvanna - Gale był tak przystojny, ze złego słowa na niego nie powiem ;) A jeśli chodzi o Katniss - w książce ona rzeczywiście była niższa i bardziej wychudzona. Ale nie chodzi mi o jej wymiary, tylko o to, że nie wyglądała na osobę, która sporo w życiu głodowała. Taka zdrowa dziołcha - blask w oczach, poliki rumiane, włos gęsty ;) Zgrzytnęło mi to w scenie, kiedy Peeta dzieli się z nią - umierającą niemal dosłownie z głodu - chlebem. (Zresztą ta scena w ogóle zgrzyta, bo w książce to się działo dobre kilka lat przed igrzyskami, a w filmie grają to ci sami aktorzy.) Trochę trudno pojąć, patrząc na nią, że on jej wtedy właściwie uratował życie. Ale aktorka w ogóle grała świetnie i trudno mi teraz wyobrazić sobie Katniss inaczej, Peetę zresztą też.

      Usuń
    3. Lilybeth, powiem Ci, że ufam Ci między innymi dlatego, że mamy podobny stosunek do "Losta":)
      Mi na razie trochę zgrzyta to, że Peeta i Katniss są w zasadzie tego samego wzrostu:) Ale bardzo lubię tych aktorów, więc wszystko przełknę.
      Rzeczywiście, w scenie, o której piszesz, musiało zgrzytać. Wiem, o co Ci chodzi, rozumiem i nawet się zgadzam:) Ale po prostu określenie "too big" w odniesieniu do Jennifer Lawrence jest sporym przegięciem. W głowach się tym amerykańskim znawcom poprzewracało;)
      Tak sobie myślę, że taki poziom ekscytacji przed wyjściem do kina osiągnęłam ostatnio przed Harrym:)

      Usuń
    4. Mnie ten aktor grający Peetę na zdjęciach zupełnie się nie podobał, ale w filmie całkowicie mnie przekonał, Peeta jak żywy i mu ten wzrost wybaczam :)
      A Amerykanie mają spaczone pojęcia o wadze, jak się nie da aktorki objąć w talii dłońmi, znaczy że gruba ;)
      A mój poziom ekscytacji po seansie wcale nie spadł. W piątek wieczorem obejrzałam, a w sobotę próbowałam czytać inne powieści i nic mi nie wchodziło, bo w głowie miałam tylko Peetę i Katniss. W końcu złapałam za pierwszy tom, przeczytałam po raz drugi, skończyłam w niedzielę... Podejrzewam, że chyba dotrę jeszcze raz do kina... Sama pójdę i się nikomu nie przyznam, to może mnie nie wyśmieją ;)

      Usuń
    5. Przyznawaj się! Tu się nie ma czego wstydzić:)

      Usuń
    6. jejku, tak sobie tu piszecie i piszecie, a ja nie wiem, o co chodzi? Naprawdę mama skorumpowała panią bibliotekarkę??? Świat się kończy...

      Usuń
    7. Poważnie! A wcześniej do niej wydzwaniała co dwa dni:) Leć do biblioteki rano. "Igrzyska..." akurat są. Będziesz wiedzieć o co chodzi;)

      Usuń
    8. Grendella - popieram Milvannę, leć do biblioteki i szybko czytaj :)

      Usuń
  4. Ja pewnie nie obejrzę, książek nie czytałam, więc mnie jakoś nie ciągnie.
    Ale byłam wczoraj na "Królewnie Śnieżce" z Julią Roberts i ... podobało mi się bardzo :)))

    P.S. jeśli masz ochotę, zapraszam do zabawy:
    http://mojeprzemiany.blox.pl/2012/03/Perfect-Women.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na "Krolewnę Śnieżkę" też się obowiązkowo wybieram, może nawet w tym tygodniu :)

      Usuń
    2. PS. Oj, trudne zadanie, będę musiała dłużej pomyśleć...

      Usuń
  5. Widziałam, ale nie spodobał mi się az tak ;) Całkiem niezły, ale jak tylko myślę o książce, to nic tylko znajduję w nim wady xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak się nakręciłam filmem, że po seansie po raz drugi przeczytałam pierwszy tom... Uważam książkę, oczywiście,za lepszą niż ekranizacja, ale jednak film również jest bardzo udany. Po prostu nie dałoby się upchnąć w dwóch godzinach wszystkiego, co działo się w powieści, musiałby powstać serial. Ale ducha zachowano.

      Usuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...