5 marca 2012

Niemoc twórcza...

...ogarnęła mnie całkowita. Czytam wyjątkowo dużo, ale jakoś nie mam weny do tworzenia notek. Może to przedwiośnie albo pozimie i wszystko dlatego. W połowie lutego udało mi się przeziębić i tydzień siedzenia w łóżku pozwolił mi nadrobić poważne czytelnicze zaległości. Filmowe także. Obejrzałam cztery naprawdę świetne filmy, o których chciałam napisać. Przeczytałam kilka wciągających książek. Teraz właśnie utknęłam w połowie Iaina Pearsa "Którędy droga?". Utknęłam nie dlatego, ze złe - wprost przeciwnie, rewelacja - tylko dlatego, że nie mogę czytać tej powieści z doskoku. Za dużo się tam dzieje, zbyt wielu bohaterów, to wymaga uwagi. A od powrotu do pracy nie mam już tego luksusu. Wieczorem jestem tak umysłowo skonana, że wolę już gotować i sprzątać, byle nie musieć przyswajać żadnych informacji. W weekend też byłam zaganiana, a poza tym postanowiłam wykorzystać cudne słońce i spotkać się z nim vis a vis, zamiast oglądać je, jak zwykle, przez szybę.

Poza Pearsem poczytuję sobie "Mamy tu cudowną zbrodnię" Craig Rice - szału nie czyni, ale to taki miły kryminał retro i można go przyswajać kawałkami bez niebezpieczeństwa zagubienia się w meandrach akcji. Na Kundelku obecnie gości oryginał "Więźnia na zamku Zenda" Anthony'ego Hope'a - cudo, ale XIX-wieczna angielszczyzna też domaga się mojej uwagi i możliwości skupienia.

W kwestii zakupów trzymam się nieźle. Obiecałam sobie nie wydawać więcej niż 50 zł na miesiąc na książki. Styczeń i luty upłynęły pod hasłem allegro, gdzie udało mi się zdobyć kilka pozycji za grosze, m.in. wspomnianą Craig Rice ("Mamy tu cudowną zbrodnię" i "Róże pani Cherrington"), "Księżniczkę Dżawacha" Lidii Czarskiej - czyli kolejną powieść o pensji dla dziewcząt z początku wieku, biografię Jane Austen i pierwszy tom autobiografii Agathy Christie (drugi od dawna posiadam, a chciałam mieć komplet, bo bardzo ją lubię - i Agathę i autobiografię).  Na marzec planowałam zakupić na Amazonie gigantyczną biografię L.M.Montgomery, o której od dawna marzę ("The Gift of Wings"), ale nic z tego, bo z okazji nowego miesiąca zaszalałam w Empiku. Wcale nie poszłam tam, żeby coś kupić, ale tak jakoś wyszło. Książki Elizabeth Gilbert "Ostatni taki Amerykanin" wcale nie miałam w planach, ale otworzyłam, zaczęłam czytać i musiałam zabrać do domu. Nic na to nie poradzę, ale historie pod hasłem "nie musisz żyć tak jak wszyscy" bardzo na mnie działają. Zwłaszcza prawdziwe historie.

Marzy mi się też biografia Astrid Lindgren M. Stromstedt, ale nie da się jej dostać. Co jest, że książki, o których marzę, zawsze mają wyczerpane nakłady i brak wznowień? Kupowanie nowości to chyba dla mnie za małe wyzwanie ;)

22 komentarze:

  1. Widzę ze nie tylko ja jestem taka padnięta po pracy :) Niestety także czytam teraz z doskoku czego bardzo nie lubię . Cała nadzieja w zbliżającej się wiośnie i dłuższych dniach . Słoneczko własnie cudnie przygrzewa mi przez szybę ...
    Gratuluję zakupów..'Róże pani Cherrington" czytałam wieki temu i bardzo pozytywnie wspominam :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie przepadam za czytaniem z doskoku - tzn. oczywiście każdy moment na lekturę jest dobry, ale niektórych książek po prostu się nie da czytać w ten sposób. Ostatnio mam dobrą passę, jeśli chodzi o zdobywanie książek, które bardzo chciałam przeczytać, i marzę, żeby się gdzieś z nimi na spokojnie zaszyć w kąciku.

      Usuń
  2. To pewnie przedwiosenna niemoc twórcza ;) Chyba nie ma się czym przejmować. Dużo energii życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że to szybko minie i znów zarzucę blog notkami :)

      Usuń
  3. Powoli idzie wiosna to i myślę energia się znajdzie, jak się cieplej zrobi i słoneczko zaświeci. :) Już i dzień taki cudny i jak się wychodzi z pracy jasno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, aż mi się nie chce wierzyć, że idę do domu i nadal jest jasno :) Od razu wraca mi życie.

      Usuń
  4. A ja bym strasznie chciała, żeby wydali po polsku biografię Tove Jansson. Dziwne że kilka lat po napisaniu nie ma jej w żadnym innym języku poza szwedzkim (i chyba fińskim). Gdzie by tu zalobbować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to mnie rzeczywiście zdziwiłaś, nie przypuszczałam że nie ma jej biografii po polsku. Mam jeszcze z Jansson spore zaległości, które zamierzam nadrobić, ale potem chętnie bym przeczytała o samej pisarce ;/ Ja bym jeszcze polobbowała o polskie tłumaczenie biografii P.L.Travers "Mary Poppins, She Wrote: The Life of P. L. Travers".

      Usuń
  5. Przesilenie, ech przesilenie. Będzie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, niemoc twórcza, czy brak weny zdarza się najlepszym ;)
    Ważne, żebyś swojego pisania nie brała w kategorii "obowiązek" (nawet nie do końca świadomie), czyli, że coś Ci mówi, że musisz napisać o tej książce, czy tamtym filmie. Kiedy taki skurczybyk się odzywa, trzeba zrobić sobie przerwę, a później razem z wiosennym powietrzem najdzie Cię natchnienie ;)

    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odeszłam już na szczęście od postrzegania notek w charakterze obowiązków, ale czasem zależy mi na spisaniu niektórych wrażeń. Kiedy czytam książkę, mam w głowie mnóstwo rzeczy, które chciałabym zapisać na blogu - nawet dla siebie samej, żeby je zapamiętać. Ale tak mi się jakoś nieee chceee. Włączać, siadać, stukać w klawisze... Wolę sięgnąć po kolejną książkę ;)

      Usuń
  7. Jak ja to doskonale rozumiem! Też ostatnio czytam sporo, stosik do zrecenzowania rośnie... a ja zwyczajnie nie mam siły napisać tekstów. Padam na twarz wieczorami po powrocie do domu i na tym się zwykle kończy chęć pisania....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Po pracy to już nie jest czas na twórczość, nie te siły... Jedyna szansa, że wraz z wydłużeniem się dnia, wzrośnie nam też poziom energii :)

      Usuń
  8. Biografię Lindgren polecam, czytałam kilka lat temu i bardzo mi się spodobała. Oprócz tego, że życie Astrid Lindgren samo w sobie było ciekawe, to autorka biografii potrafiła to dobrze opisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z radością przeczytam, jak tylko cudem ja gdzieś dorwę :)

      Usuń
    2. A w bibliotekach nie ma? Czy też zależy Ci żeby czytać własną?

      Usuń
    3. W moich nie ma, przynajmniej na półkach. Może jest stale wypożyczona i trzeba zamawiać? Ale biografie to nie takie znowu hity.

      Usuń
  9. Patrząc na ilość opublikowanych notek zazdroszczę, że niemoc twórcza tak się ujawnia :) W najbardziej płodnych literacko miesiącach nie zdołałam napisać tylu postów, co Ty ostatnio. A moja wielka niemoc trwa od grudnia i nie chce mnie opuścić, co jest ogromnie frustrujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że nie jest u mnie źle z częstotliwością notek, ale to dlatego, że naprawdę sporo ostatnio czytam. Chodzi mi raczej o to, że jest kilka książek, które bardzo mi się podobały, chciałabym o nich napisać (chociaż dla siebie samej, żeby je zapamiętać), ale jak o tym myślę, to mi się tak jakoś... nie chce. Najlepiej jak usiądę do komputera na świeżo, zaraz po przewróceniu ostatniej strony. Wtedy jakoś idzie.

      Usuń
  10. Każdy przechodzi taki okres, trzeba po prostu przeczekać. Sama dobrze znam ten kojący szum wody w kranie po pracy, kiedy nie chce się zupełnie nic wymagającego intelektualnego wysiłku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w weekend sama siebie zadziwiłam, bo nawet nie chciało mi się do sprzątania włączać audiobooka na mp3. Mój umysł chciał mieć ciszę i spokój ;)

      Usuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...