O dobrych i złych bajkach

Trafiłam w necie na ciekawy wywiad z panią socjolog dr hab. Joanną Mizielińską na temat tego, jakie bajki czytać dzieciom. Wywiad można znaleźć TU. I mam mieszane uczucia. Rozumiem argument o Calineczce:

"...Calineczkę ciągle ktoś zmusza do małżeństwa: najpierw syn ropuchy, potem chrabąszcz, wreszcie kret. A gdy na końcu znajduje swego księcia, od razu rzuca się w jego ramiona.
- Mimo że on błyskawicznie przemianowuje ją na Maję, gdyż jej stare imię jego zdaniem jest brzydkie. Od razu też Calineczka przyjmuje warunki przyszłego męża: dostaje skrzydła (bo jej ukochany je nosi) i musi się przeprowadzić tam, gdzie on mieszka, bardzo daleko od swojego kraju (...)"

No, rzeczywiście, zły wzór dla dziewczyny, podobnie jak wszystkie te kopciuszki, śpiące królewny i inne Śnieżki piorące gacie bandzie krasnali. Nie wspominając o masochistycznej Małej Syrence, która dla mężczyzny oddaje własny głos i zgadza się na nieustanny ból przy chodzeniu. Kiedy pomyślę o czytaniu tych bajek własnych dzieciom, zaczynam się wahać. A jednak - ja sama się na nich wychowałam. Bardzo wcześnie nauczyłam się czytać, pod ręką miałam pełen wybór literatury, swobodnie przeplatałam mity greckie, polskimi legendami o Halszkach zamurowywanych w wieży i klasycznymi baśniami Perraulta, braci Grimm i Andersena. Rodzice nie cenzurowali moich lektur, właściwie nie kontrolowali tego, co czytam. I wyrosłam na całkowicie normalną kobietę (tak sobie pochlebiam ;) ), która nie czekała na księcia z założonymi rączkami z nadzieją, że ją na swoim białym rumaku uwiezie prosto w nowe życie. Nawet tak dosyć feministycznie wyrosłam i człowieka oceniam po wartości, a nie płci.

Dlatego zastanawiam się, czy naprawdę należy dokonywać selekcji lektur własnych dzieci  podtykać im tylko te poprawne? A może każdą bajkę okraszać umoralniającym kazaniem? Czy to jednak nie odbierze czytaniu magii? Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, żeby dziecko nie znało Kopciuszka czy Calineczki, bo to postaci mocno zakorzenione w europejskiej kulturze i  mnóstwo innych dzieł, nawet kierowanych do dorosłych, zawiera odniesienia do postaci z baśni.

Jak myślicie? Czytacie własnym dzieciom wszystko czy zwracacie raczej uwagę na zalety wychowawcze?

Calineczka według Eugenio Recuenco

Komentarze

  1. Spójrzmy na to z drugiej strony: czy dobrze jest zabronić dziecku marzeń o "księciu z bajki"? Czyli po prostu dobrym mężu/odpowiedzialnym partnerze.
    Jak córka wzdycha do Piotrka z 5c informować ją, że jest niemądra?
    Niespecjalnei mi się podoba aż takie cenzurowanie bajek. Lepiej, żeby dziecko poznawało różne punkty widzenia, z literatury i z realu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Informować, że niemądra zdecydowanie nie, chociaż stawiać jej za wzór Kopciuszka też lepiej nie ;)

      Usuń
  2. Mam wrażenie, że ograniczając dziecku lektury, ograniczamy mu też możliwość samodzielnego wyboru. Lektury nas kaształtują, w jakiś sposób na nas wpływają, ale jeżeli zapewnimy różnorodny dostęp, to dziecko ma szansę dojść samo do tego, co mu odpowiada. Nie widzę, powodu, by to ograniczać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że właśnie różnorodność lektur jest tu kluczowa. Może karmienie dziewczynki wyłącznie bajkami o królewnach czekających biernie w wieży wpłynie na nią negatywnie, ale jeśli będzie miała pełną paletę wzorców, to jeden kopciuszek jej nie zaszkodzi ;)

      Usuń
  3. I jest jeszcze jedna sprawa. W literaturze "dorosłej" jest wiele nawiązań do klasycznych bajek, ale żeby się na nich poznać, żeby móc się bawić motywami baśniowymi trzeba je znać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomniałam o tym pod koniec notki. Dla mnie to akurat bardzo ważny aspekt, bo uwielbiam wszelkie nawiązania do baśni w sztuce - stąd inspirowana Calineczką fotografia :)

      Usuń
  4. Też wychowałam się na tych bajkach. Nigdy tak na nie nie patrzyłam, nie wydaje mi się, by skrzywiły moją psychikę. Masz pewnie dużo racji, ale na taką wymowę Calineczki zwróciłam uwagę dopiero teraz, nigdy wcześniej w ten sposób o tym nie myślałam, Calineczka to Calineczka i już ;)Wiadomo, że, gdy się dorasta i zdobywa jakąś tam wiedzę, bajki są automatycznie weryfikowane i nie traktowane już tak poważnie.

    Troszkę z innej beczki, pamiętam jeszcze taką dyskusję w Internecie, chyba o "Dzwonniku z Notre Dame" Disneya. Faktycznie, można tam znaleźć sporo dwuznaczności. Ale zauważyłam to dopiero teraz. Gdy byłam mała i oglądałam tę bajkę, w życiu bym nie wypatrzyła tam niczego zdrożnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat nie oglądałam disneyowskiego "Dzwonnika" wiec nie wiem, co tam zdrożnego mogło być - książka miała fragmenty takie bardziej... nieprzyzwoite ;)

      Usuń
  5. Dla mnie ten wywiad jest raczej ... słaby. Panie, obydwie nieprzygotowane i tendencyjne raczej. Przecież są bajki o dzielnych dziewczynkach przeżywających przygody, jak choćby Alicja, Małgosia z Jasia i Małgosi, czy Gerda z Królowej Śniegu. A swoją drogą, ja zawsze odbierałam końcówkę Calineczki, jako to, że znalazła wreszcie "swoich", okazało się wreszcie kim jest. Poza tym i z Kopciuszkiem popłynęły, no i w ogóle, aż szkoda gadać. Wszystko można pod swoją tezę podpasować.
    Polecam komentarze pod artykułem - niektóre są świetne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A komentarzy akurat nie czytałam, zaraz spojrzę. Z zakończeniem Calineczki się zgadzam, też to odbierałam w ten sposób. Poza tym to nie jest tak, że dziewczynkom czyta się tylko Kopciuszka i utrwala jeden schemat. Bajki są różne, tak jak wspomniałaś, mamy i śpiąco-czekającą królewnę, i dzielną Gerdę. Zresztą jeśli bohaterem baśni był chłopak, to też się z nim utożsamiałam. Mam wrażenie, ze dzieci inaczej odbierają baśnie, to dorośli starają się wszystko racjonalizować.

      Usuń
  6. Też właśnie dziś przypadkiem trafiłam na ten wywiad i mnie wręcz rozbawił. Te fragmenty o Kopciuszku, o siostrach "odważnych i z inicjatywą"! Też się na tych bajkach wychowałam i wcale nie uważam, żeby mnie jakoś wykrzywiły, dziewczynki potrzebują marzeń o książętach, gdyby nawet nie bajki to podejrzewam że same by takie fantazje fabrykowały. A że bawią się przeważnie w dom, w mamę, w gosposię? Przecież to z własnej woli, nikt ich w tę rolę na siłę nie wciska. Cenzurować lektur swoim dzieciom też na pewno nie zamierzam, cóż by to była za paranoja - podsuwać im tylko te "poprawne", nie utwierdzające "stereotypów płciowych"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mam wrażenie, ze bajki dlatego są popularne, że dobrze odpowiadają na potrzeby odbiorcy, a nie że im takie potrzeby narzucają. Czy dziewczyna nie znająca Kopciuszka nie marzyłaby o męskim ideale? Wątpię.
      Ja wychowywana na bajkach o królewnach, które do szaleństwa zresztą uwielbiałam, bawiłam się i w mamę, i w złodziei, a lalką bawiłam się z tym samym zapałem, co kolejką elektryczną.

      Usuń
  7. Ciekawy temat wywiadu - trzeba pamiętać, że te tradycyjne bajki jak Kopciuszek, Calineczka powstały przecież w innych czasach, kiedy takie były role kobiece. Dzisiaj rzeczywiście wygląda to na stereotypizowanie i niestety dokonuje się ono poza naszą świadomością (to nie jest tak, że dzieci robią wszystko "z własnej woli" - one się dostosowują do oczekiwań), ale przecież jest mnóstwo współczesnych bajek, które też można dzieciom czytać. Moją ukochaną bajką w dzieciństwie była Malutka czarownica i ta bajka raczej nie była stereotypowa. Dla dorosłych już świetnie bajki tłumaczy książka "Bajki rozebrane"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bajki rozebrane" to bardzo ciekawa pozycja, dopisuję do listy. A "Malutką czarownicę" też ubóstwiałam.
      Zgadzam się, że tradycyjne bajki stanowią odbicie czasów, w których powstały, dlatego myślę, że należy je czytać, ale też rozmawiać z dzieckiem o ich treści, o przesłaniu, które niosą.
      Co do dostosowania się dzieci do oczekiwań - nie jestem już tego taka pewna, po przeczytaniu książki "Płeć mózgu". Podejrzewam, ze jednak biologia odgrywa tu ogromną rolę. Ale nie jest to wcale takie proste jak "dziewczynki maja taki mózg, ze się bawią lalkami, a chłopcy - autkami", to wszystko jest dużo bardziej zawikłane.

      Usuń
  8. Czytać, czytać jak najwięcej. I rozmawiać, tłumaczyć, wymyślać własne bajki, według uznania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najlepsza recepta :)

      Usuń
  9. W dzisiejszych czasach rodzice albo kompletnie gdzieś mają co dziecko robi, albo przesadnie przejmują się jego psychiką. W obu przypadkach dziecku nie wychodzi to na dobre i analizowanie każdej bajki pod tym kątem właśnie jest bez sensu. Miliony dzieciaków wychowały się na takich schematach a i panowie nie są bardziej szlachetni, ani panie nie czekają na nich z otwartymi ramionami. Moim zdaniem wystarczy po prostu z dzieckiem rozmawiać, tłumaczyć mu, opowiadać te bajki - bo raczej z tym będzie je kojarzyło. Z bliskością rodzica. Ja do dzisiaj oglądam czy czytam bajki z wypiekami na twarzy :) Też podejrzewam, że jestem całkiem normalna :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy19.3.12

    Nie czytalam tego wywiadu, ale rezygnowanie z basni, bo wspieraja stereotypy wydaje mi sie pomyslem wrecz kuriozalnym podobnie jak przepisywanie basni na nowo, rezygnujac z brutalnych fragmentow. Jak juz bylo wspominane, te basnie to czesc naszej kultury i zamiast rezygnowac, nalezy dyskutowac i rozmawiac z dzieckiem. Nikt przeciez nie zamyka egipskich piramid, bo powstaly przy pomocy niewolniczej pracy - jak zaczniemy na sile analizowac wszelkie teskty literackie czy obiekty kultury, to sie okaze, ze nic nie powinnismy czytac, niczego ogladac ani zwiedzac. Lilithin.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)