21 marca 2012

Zemsta o smaku morskiej wody



Ta książka to moje całkiem przypadkowe biblioteczne odkrycie. Mało brakowało, a zostawiłabym ją na półce - brałam do ręki i odstawiałam. Wreszcie nastrojowa okładka i hiszpańskie nazwisko autora zwyciężyły - pożyczyłam. Zaczęłam czytać już na przystanku i wiedziałam, że będzie mi się podobać.

Coś takiego jest w stylu Villara, jakaś lekka melancholia, co kojarzy się z kryminałami skandynawskimi, chociaż akcja rozgrywa się w Hiszpanii. Nie jest to jednak ta pocztówkowa, słoneczna Hiszpania. Galicja, region położony na północy, ma klimat zbliżony raczej do brytyjskiego. Szaro, pochmurno, mokro. Taki obrazek miałam w głowie, kiedy bohaterowie snuli się po portowej plaży, szukając mordercy rybaka, którego ciało ze związanymi rękami wyrzuciło morze. Pogubiony w życiu prywatnym inspektor Leo Caldas wzbudził moją ogromną sympatię, tak samo jak jego zapalczywy partner Estevez. Zachwyciły mnie fantastyczne opisy małego rybackiego miasteczka i mentalności galicyjskiej ludności (ich zwyczaj unikania konkretnych wypowiedzi - "nie mówię tak, nie mówię nie" - doprowadzał Esteveza do szaleństwa). Kryminał jest osadzony w prawdziwym miasteczku Panxón i po lekturze mam wrażenie, jakbym sama już przewędrowała jego uliczki.

Matka Boska z Góry Karmel -
mozaika z kościoła w Panxón,
wspominana w książce
Port w Panxón

Plaże Panxón

No i największy plus - intryga. Nie ma tu krwawych opisów zwłok poćwiartowanych w wyrafinowany sposób, nie ma szaleńca-psychopaty, ani wyścigu z czasem zanim wyrżnie co do nogi całe miasteczko. Jest zwykła ludzka tragedia. Akcja ma bardzo spokojne tempo, a jednak ani przez chwilę nie nudzi. Nie byłam w stanie odgadnąć zakończenia, bo autor nieustannie wyprowadzał mnie w pole i to co wydawało mi się oczywiste, za chwilę okazywało się niemożliwe. Czytałam i z każdą stroną żałowałam, że niedługo skończę - a to rzadkie w przypadku kryminałów, kiedy ma się ochotę jak najszybciej dopaść ostatnią stronę i sprawdzić "kto zabił".

Bardzo gorąco polecam i żałuję, że pierwszy kryminał Villara "Los ojos de agua", z tymi samymi bohaterami, nie został przetłumaczony na język polski. Niemniej na pewno po niego sięgnę, w oryginale lub w przekładzie na angielski.

PS. A typowo hiszpańskie w tej książce były z lubością opisywane posiłki z owoców morza :) To nie Skandynawia, żeby wyciągali mrożoną pizzę i wtykali ją do mikrofali ;)

Domingo Villar
Plaża topielców
La playa de los ahogados
Wyd. Dolnośląskie 2011

10 komentarzy:

  1. Bardzo zachęcająca recenzja. I co najciekawsze - książka nie była polecona na żadnym innym blogu! Ostatnio czuję się przytłoczona powtarzalnością recenzowanych książek, także Twoja rekomendacja jest dla mnie perełką. Zdecydowanie po nią sięgnę! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogów książkowych jest teraz tyle, że nie dam głowy, czy na którymś się nie pojawiła, ale rzeczywiście nie było o niej w Polsce głośno a szkoda. Jest boom na Skandynawię i innym autorom kryminałów przebić się trudno.

      Usuń
  2. Orchiss - "Ostatnio czuję się przytłoczona powtarzalnością recenzowanych książek" - w pełni się z Tobą zgadzam.

    Lilybeth - Zachęciłaś mnie do przeczytania. Przyznam, że patrząc na okładkę polskiego wydania nie pomyślałabym, że "Nie ma tu krwawych opisów zwłok poćwiartowanych w wyrafinowany sposób, nie ma szaleńca-psychopaty". Okładka hiszpańska dużo lepsza moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam hiszpańską okładkę za idealną, szkoda, że zmieniono ją w polskim wydaniu Przyznam, ze właśnie ta zakrwawiona kotwica sprawiła, że nie mogłam się na nią zdecydować w bibliotece... Ale dobrze, że się przełamałam.

      Usuń
  3. Brzmi ciekawie. Co ciekawe, ja również miałam to napisać - że zauważam powtarzalnosć recenzji na blogach, bo wszyscy rzucają się na nowości, więc może ciekawiej byłoby prezentować jakieś mało znane pozycje wyszperane w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo z tego, co się na blogach powtarza, to egzemplarze recenzenckie. Mnie też to irytuje, bo książka recenzowana na stu blogach, nawet najwspanialsza, przestaje mnie pociągać. Ale starocie też się czasem powtarzają - jakiś czas temu falą przeszła Pruszkowska i jej "Przyślę Panu list i klucz" (jeszcze przed wznowieniem).

      Usuń
  4. Mam słabość do literatury hiszpańskojęzycznej, także również mnie kusi ta książka. Okładka hiszpańska o wiele bardziej mi się podoba od polskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hiszpańska doskonale oddaje nastrój powieści :) Ja też lubię hiszpańskojęzyczne książki, chociaż ta wydawała mi się nietypowa.

      Usuń
  5. E tam się rzucają, egzemplarze recenzenckie trafiają do odbiorów :)

    Co do kryminału - uwielbiam, gdy ktoś z pasją pisze o jedzeniu i nie jest to książka kucharska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, może dobrze, że nie wysyłali tej książki do recenzowania, bo bym nie sięgnęła po nią, jakbym wcześniej ją wszędzie oglądała ;)
      A jedzenie w książkach też bardzo lubię :)

      Usuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...