2 marca 2012

Pióro rani ostrzej...

Ten pisarz to mój pewniak. Podobają mi się nawet te jego książki, które mi się nie podobają... ;)

Ma wspaniały styl pisania, jego proza jest chłodna, subtelna, niebanalna. Uwielbiam czytać napisane przez niego zdania, bo są po prostu piękne.  I chociaż fabularnie "Kaligraf Woltera" nie wydał mi się bardzo udany, i tak sprawił mi mnóstwo przyjemności.

Młody kaligraf trafia w służbę do (łatwo się domyślić) Woltera, ale zamiast - jak się spodziewał - spisywać dla niego listy, zostaje wysłany na detektywistyczną misję. Pewną luterańską rodzinę oskarżono o zabicie syna, który przeszedł na katolicyzm. Relikwie po zmarłym czynią cuda, a Wolter podejrzewa kościół o przemyślną intrygę. To jednak dopiero początek przygód kaligrafa...

Czego tu nie ma - przedsiębiorstwo transportu zwłok; kat, który porzucił swój zawód (ukochany zawód, dodajmy); człowiekopodobne automaty; listy spisywane na kobiecym ciele oraz burzliwe idee w przeddzień rewolucji francuskiej. Elementów jest dużo i chciałabym móc napisać, że układają się idealnie jak puzzle, ale tak nie jest. Czytając, miałam wrażenie, że autor nie potrafił nad nimi zapanować. Powieść zrobiła na mnie wrażenie chaotycznego szkicu. Są fragmenty genialne, ale nie najlepiej ze sobą połączone, większość wątków po prostu się urywa. Szkoda, bo z tego pomysłu mogła powstać rewelacyjna książka, gdyby pisarz pokusił się o rozwinięcie i uporządkowanie akcji.

Po lekturze trzech książek de Santisa nadal uważam "Przekład" za najlepszą, ale przede mną jeszcze "Tajemnice Paryża". Opinie o niej są różne, przeważa zdanie, że wcale nie jest to kryminał - a tak go reklamuje wydawca - ale ci, którzy czytają de Santisa wiedzą, że mimo tajemnic i intryg jego książki po prostu kryminałami nigdy nie miały być. Pozostają poza jakimkolwiek gatunkiem.

Pablo de Santis
Kaligraf Woltera
El calígrafo de Voltaire
Wyd. Muza 2007

2 komentarze:

  1. "Ma wspaniały styl pisania, jego proza jest chłodna, subtelna, niebanalna" - O! W takim razie koniecznie muszę przeczytać :) Ale może, za Twoją rada zacznę od "Przekładu".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chyba też zacznę w takim razie od "Przekładu", chociaż pomysł na tę powieść wydaje mi się świetny. Wierzę jednak na słowo, że realizacja szwankuje...

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...