7 stycznia 2011

Uklęknij

Ann-Marie MacDonald
Zapach cedru /
Fall on your knees

Libros 2001
ss.558


To fantastyczna powieść z zupełnie mylącą okładką (tylko morze w tle ma coś wspólnego z treścią) i niezbyt udanym polskim tytułem. Zapach cedru rzeczywiście się w fabule pojawia, ale czy jego znaczenie jest aż tak istotne, żeby znalazł się on na okładce? Oryginalny tytuł: "Fall on your knees", czyli "Uklęknij", aczkolwiek nie najlepiej brzmi po polsku, to jednak bardziej współgra z treścią.
Przed Autorką sama zresztą jestem gotowa uklęknąć za stworzenie powieści, od której nie sposób się oderwać aż do ostatniej strony. Wypełnionej zapachem libańskich potraw i muzyką Harlemu, rodzinnymi tajemnicami i społecznymi przemianami, szumem oceanu, dziecięcym śmiechem, płaczem, krzykiem i grą na pianinie, wyuzdaniem i religijnością graniczącą z obłędem, przemocą i pożądaniem, rasowymi podziałami w mieniącym się wszystkimi odcieniami skóry świecie kanadyjskich imigrantów. Pięknej i strasznej historii życia czerech kobiet, opowiedzianej na przestrzeni pół wieku.

Akcja toczy się w I poł. XX wieku na wyspie Cape Breton w Nowej Szkocji, bardzo blisko Wyspy Księcia Edwarda, jednak atmosfera tego skalistego, pełnego  kopalń węgla miejsca jest odległa o lata świetlne od rodzinnego ciepła Zielonego Wzgórza.

Na początku wieku młody Jakub Piper, pół Szkot pół Irlandczyk, stroiciel fortepianów, poślubia 13-letnią Materię Mahmoud, Libankę, która dla niego ucieka z domu i zostaje wyklęta przez rodzinę. Zauroczenie młodą żoną, zupełnie nie przygotowaną do małżeństwa, szybko się kończy i Jakub wkrótce wszystkie uczucia przelewa na córkę, Katarzynę, utalentowaną wokalnie piękność. Po dłuższym czasie pojawiają się na świecie także dwie siostry Katarzyny: Mercedes i Franciszka, a na samym końcu mała Lilia (ale nie Tamta Lilia, która umarła...). Ich ojciec szybko zostaje znienawidzony przez całą miejscową społeczność. Matka pogrąża się w dewotyzmie, który chroni ją przed ostateczną katastrofa umysłową. Ich małżeństwo to w mieszanina pożądania, nienawiści i pogardy,  nikt nie jest w nim szczęśliwy. W tej atmosferze - pełnej chorych ambicji i sekretów - wychowują się dziewczęta. Do tego w tle toczą się nieustanne zawirowania społeczne - segregacja rasowa, strajki, prohibicja, epidemia hiszpanki, śmierć tysięcy młodych ludzi wysłanych do Europy na Wielką Wojnę.

Muszę przyznać, że zupełnie czegoś innego spodziewałam się po tej książce, czegoś bardziej... amerykańskiego w narracji. Tymczasem otrzymałam istny koktajl magicznego realizmu,  typowego dla pisarzy iberoamerykańskich, soczystej prozy Amerykańskiego Południa i namiętności ujętej w chłodne pozory rodem z Wichrowych Wzgórz. Niesamowity język, misterna intryga, splątana, wielowątkowa fabuła, drażniąca atmosfera niepokoju i świetne kobiece portrety. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to tylko do niezbadanych wyroków genetyki, pozwalającej na istne wybryki natury pod względem karnacji dzieci w związkach mieszanych.

Lektura obowiązkowa - polecam.


16 komentarzy:

  1. Chyba się skuszę, zabrzmiało ciekawie, wpisuję na listę, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Już słyszałam pochlebne opinie na temat tej książki :). Dołączam ją do mojej listy na ten rok ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. W podsumowaniu roku umieściłam tę książkę na liście siedmiu najlepszych. Byłam zachwycona,, jestem zachwycona :) również uważam, że okładka beznadziejna i tytuł polski niezbyt fortunny. Świetna rzecz:) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A miałam kiedyś tę książkę wypożyczoną, ale w końcu jej nie przeczytałam... O co chodzi z tą karnacją? :) Wiem, że istnieje coś takiego, że jeśli jedno z twoich rodziców jest czarnoskóre, to ty możesz wciąż być zupełnie biała. O to chodzi? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Stoi u mnie na półce i przeczytana jest już dawno. Tylko ja mam inne wydanie - kobieta na szarym tle. Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Tragiczna historia, bardzo dobrze napisana.

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest szaleństwo, ja miałam już nic nie dopisywać do listy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Natknęłam się kiedyś na ten tytuł, kiedy miałam ochotę na sagi rodzinne. Coś musi w tej książce być, skoro wszyscy wypowiadają się o niej w samych superlatywach. Pasuje więc chyba wzmóc wysiłki w celu jej zdobycia.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mnie zaintrygowałaś, już myślałam, że nie dla mnie, ale dobrze, że zaznaczyłaś, że okładka i tytuł są bez sensu :) Ach, te wydawnictwa, czasem im odbija.

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem szczerze, że tytuł "Uklęknij" i inna okładka zrobiłyby na mnie lepsze pierwsze wrażenie;)

    OdpowiedzUsuń
  10. no jak napisałaś, że w pobliżu Wyspy Księcia Edwarda to powiało nostalgią, mam nadzieję, że ja też "fall on my knees" po przeczytaniu tej powieści ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lotta i Maya - polecam :)

    The book - ja też jestem zachwycona, a po książkę sięgnęłam po Twojej recenzji :) Przyznaję, że kilka dni po przeczytaniu nadal siedzi w mojej głowie, co się rzadko zdarza.

    C.S. - natychmiast pożycz ją ponownie! :) Nie znam się na genetyce, na pewno wiele rzeczy jest możliwych. Jednak po matce Arabce te białoskóre rudowłose córki jakoś mi zgrzytały :) Pewnie to się zdarza, ale podejrzewam, że nie jest to jednak norma.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyjemnostki - ta szara okładka jest już lepsza, chociaż moim zdaniem nadal nawet w połowie nie oddaje ducha treści.

    Tajemnica33 - heh, ja też tak mam, jak tylko zrobię przegląd blogów :D

    Naia - zdecydowanie należy wzmóc wysiłki :) Podobno warto też sięgnąć po drugą książkę tej autorki "Co widziały wrony", której poki co bez powodzenia poszukuję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kornwalia - czasem mam wrażenie, że projektantowi okładki w ogóle się nie mówi, o czym będzie książka i potem powstają takie kwiatki. Ale ta książka ma chyba wyjątkowego pecha, bo okładki zagraniczne też jakoś nie powalają.

    Scathach - ja sięgnęłam po nią tylko dlatego, że się naczytałam mnóstwa zachwytów. Gdybym miała oceniać po okładce, uznałabym, że to romans wyższych sfer ;)

    Bsmietanka - ja też mam nostalgiczne podejście do Wyspy Księcia Edwarda. Ale trzeba przyznać, że WKE i Cape Breton w literaturze to całkiem przeciwstawne wizje - nieba i piekła.

    OdpowiedzUsuń
  14. To ja jestem chyba jedną z nielicznych, które się trochę rozczarowały tą książką. Właściwie to rozczarowała mnie końcówka i sama nie wiem dlaczego.
    Ale już dużo, dużo bardziej podoba mi się "Co widziały wrony" tej autorki - to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w życiu!

    P.S. co do karnacji to ja znam osobiście dziewczynę, której ojciec jest czarnoskóry, a ona całkowicie biała, tylko włosy ma skręcone (chociaż rude!), jej rodzeństwo też wygląda na białe. Ale, co najdziwniejsze, ta cecha - czyli czarna skóra, objawiła się w następnym pokoleniu, jedna z córek jej siostry (ojciec Polak) jest śliczną Mulatką :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wrzucam do schowka, brzmi pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mania czytania - ja też bym wolała inne zakończenie, chociaż nie czuję się rozczarowana. Po prostu chciałabym, żeby było inaczej ;) Na Co widziały wrony poluję od dawna :) A co do karnacji - heh, jak widać nieskończona jest pomysłowość matki natury :) To już się nie będę dziwiła...

    Agnes - przeczytaj koniecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...