22 października 2010

Słodko-gorzka czekolada


 Joanne Harris
Czekolada
org. Chocolat
Prószyński i S-ka, 2001
ss. 368


Film "Czekolada" nie należy może do moich najnajulubieńszych, niemniej podobał mi się i obejrzałam go więcej niż raz. Po książkę sięgnęłam dopiero teraz i przyznaję, że okazała się ogromnym zaskoczeniem. Pamiętając akcję filmu, spodziewałam się miłej, słodkiej (ZWŁASZCZA słodkiej) opowieści o czekoladowej wróżce, którą wiatr przywiewa do małego miasteczka, gdzie ludzie są szarzy, spięci i nieszczęśliwi. Wróżka wprowadza ferment, ludziom otwierają się oczy, zaczynają się uśmiechać i dalej wszyscy żyją długo, szczęśliwie i czekoladowo. Nic z tych rzeczy, no, prawie nic, bo ferment się zgadza. Jednak o ile film był czekoladą mleczną z nadzieniem truskawkowym, to literacki pierwowzór jest raczej czekoladą gorzką i mocną, parzoną jak espresso, o aromacie odurzającym, a smaku niekiedy trudnym do przełknięcia.
Vianne przybywa do Lansquenet nie wiadomo skąd. Pewnego dnia po prostu się pojawia, kobieta o tajemniczej przeszłości, panna z sześcioletnią córeczką, tajemnicza, czarnowłosa, niezależna. W dawnej piekarni otwiera chocolaterie - sklep z czekoladą, w której sprzedaje oszałamiające smakiem własnoręczne wyroby. Szybko zdobywa sympatię początkowo nieufnych mieszkańców - choć nie wszystkich. Wielu nie może jej przebaczyć jej tolerancji dla Cyganów, przyjaźni z dręczoną przez męża kleptomanką, a szczególnie tego, że nie chodzi do kościoła.  Vianne staje kościstą czekoladką w gardle miejscowemu księdzu, który jest na równi z nią bohaterem książki. Powoli, z mglistych wspomnień Vianne oraz z monologów księdza wyłania się zagmatwana przeszłość ich obojga, wyjaśniając łączące ich więzy, na które składają się: lęk, nienawiść i cudze grzechy.
Tymczasem pod wpływem czarodziejskiego smaku czekoladek Vianne życie wielu mieszkańców ulega niespodziewanym zmianom. Ale czy ona sama znajdzie szczęście? Dla fanów filmu zakończenie może być zaskoczeniem.
Jestem bardzo ciekawa innych książek Harris. Bardzo mi się spodobał piękny poetycki język i subtelny sposób rysowania narracji. Możecie się spodziewać recenzji drugiej części "Czekolady", czyli "Rubinowych czółenek".

6 komentarzy:

  1. Film również bardzo mi się podobał, a książki jeszcze nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam, moim zdaniem jest lepsza niż film :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę, film oglądałam i dlatego sądziłam, że nie warto już sięgać po książkę, a tu niepodzianka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaintrygowałaś mnie :). Film uwielbiam, należy do moich pocieszajek, ale książki nie czytałam... spróbuję. Zrobiłam raz podejście do "Rubinowych czółenek", ale zostawiłam po kilku stronach, jakoś nie mogłam się wciągnąć.
    Ps. Blog wygląda przecudnie z tym tłem! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnes - zdecydowanie warto, naprawdę byłam zaskoczona, jak bardzo oryginał odbiega od wersji filmowej. Zresztą, filmowe wersje książek "dla kobiet" zbyt często sa spłycone, patrz np. Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya i Sekretne życie pszczół.

    Eireann - ja czytałam, że Rubinowe czółenka są dużo słabsze, tez nie wiem, czy się wciągnę. Przy tym, po skończeniu Czekolady wolałabym chyba, żeby Autorka zostawiła akcje w tym miejscu, pozostawiając czytelnikom szanse na rożne interpretacje, a nie dopisywała na siłę dalszego ciągu, ale cóż...

    OdpowiedzUsuń
  6. Eireann - dziękuję za PS :) Myślę, że tło będzie się zmieniać z porami roku :)

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...