30 października 2010

Klucz do Ameryki

Małgorzata Szejnert
Wyspa klucz
Wyd. Znak, 2009
ss. 352


Byłam bardzo ciekawa tej książki pani Szejnert, więc możecie zrozumieć moją radość, kiedy zobaczyłam ją na bibliotecznej półce. Porwałam ją ze sobą, przyniosłam do domu, położyłam przy łóżku... i tak sobie przeleżała dwa miesiące. Niby chciałam czytać, ale ciągle miałam ochotę na coś innego, bardziej "wciągającego", z akcją, emocjami, zagadką, a nie tylko suche historyczne fakty. Wreszcie, kiedy zawisła nade mną wizja przedłużenia jej po raz kolejny, wzięłam ją z westchnieniem do ręki i przepadłam. Pochłonęłam w trzy wieczory i to tylko ze względu na brak czasu, bo gdybym mogła nie odłożyłabym jej aż do ostatniej strony.

Autorce udało się zrobić coś niesamowitego - ożywić świat miniony. Chociaż większość bohaterów książki, imigrantów, znanych jedynie z zapisanych w rejestrach nazwisk lub ze spłowiałych fotografii, tylko przez sekundę miało okazję zaistnieć w historii, to na kartach "Wyspy klucz" znów ożyli. Kolorowi, przez moment znów trójwymiarowi, ruszyli z promu na wyspę, przez punkty kontroli, szeleszcząc spódnicami, potrącając się tobołami, ciągnąc za sobą dzieci, w gwarze wielu języków, z nadzieją na lepszą przyszłość. 


Wyspa Ellis, o której mówi książka, przez pół wieku była bramą wjazdową do Stanów Zjednoczonych, dla tych, którzy chcieli się tam osiedlić. Przez pół wieku funkcjonowania przewinęło się przez nią około 12 milionów ludzi z niemal każdego kraju na świecie. Daje to ciekawy obraz samego USA - dopiero przy lekturze uświadomiłam sobie fakt, dotąd teoretycznie znany, o zdumiewającej multikulturowości tego kraju, prawdziwej współczesnej wieży Babel. Nie wszyscy przyjezdni byli jednak chętnie witani, więc Ellis miała za zadanie zawrócić z drogi tych, którzy mogli stanowić potencjalne zagrożenie dla Nowego Świata, a więc chorych umysłowo lub na choroby zakaźne, niepełnosprawnych, którzy mogli stanowić obciążenie dla amerykańskiego systemu, kryminalistów, prostytutki i o niechętnie widzianych poglądach politycznych (np. komuniści i anarchiści). Wielu na wyspie leczono i po uzdrowieniu wpuszczano do kraju lub - w przypadku niepowodzenia - zawracano do kraju pochodzenia, wielu też tutaj umarło. Sposoby rozróżniania jednostek pożądanych i niepożądanych nieustannie się zmieniały, dużo zależało od aktualnego zarządcy wyspy (którą to funkcję pełnili wielokrotnie ludzie, którzy sami w dzieciństwie przeszli tę samą lub podobną drogę) i wielokrotnie prowadziły do tragedii i rozdzielania rodzin.


Obecnie na wyspie mieści się muzeum, w którym można obejrzeć nie tylko stojące na wyspie budynki, ale także pozostawione przez imigrantów przedmioty, w tym niezwykłą ilość kufrów i tobołków podróżnych, a także kolekcję niezwykle kiedyś popularnego, każdej kobiecie niezbędnego akcesorium, jakim był buttonhook :)

Wydawnictwo Znak zasłużyło na brawa za piękne wydanie książki - przyjemnie trzymać ją w dłoniach, a forma pięknie koresponduje z treścią. Warto też wspomnieć o fantastycznych zdjęciach, którymi ilustrowana jest książka, autorstwa Augustusa Shermana, jednego z urzędników pracujących na wyspie. Gorąco polecam.

10 komentarzy:

  1. Przeczytam napewno! Uwielbiam takie książki, a dodatkowo twoja recenzja jest naprawdę bardzo zachęcająca:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobnie Szejnert udało się ożywić zapomniane dzielnice Katowic w "Czarny ogrodzie", który mnie zachwycił. Czytałaś może?
    "Wyspę klucz" mam nawet na półce i jestem przekonana, że będzie to wyśmienita lektura.

    OdpowiedzUsuń
  3. Długo poszukuję tej książki. Koniecznie muszę ją przeczytać. Przypomniałaś mi o jej istnieniu, tak jak A. Tuszyńska w książce "Singer. Pejzaże pamięci" (aktualnie czytam). Bowiem autor "Sztukmistrza..." również bał się tego newralgicznego punktu po przybyciu statku do Ameryki. Jednym słowem koniecznie do przeczytania!

    OdpowiedzUsuń
  4. Paula - dzięki :) Starałam się, bo uważam, że jest to pozycja naprawdę warta poznania.

    Lilithin - nie czytałam, ale zamierzam :) Przyznam, że kiedy się ukazała, mimo wszystkich entuzjastycznych recenzji nie byłam nią zainteresowana, bo tematyka wydawała mi się mało "moja" (Śląsk? Historia spółki?). Teraz szukam jej intensywnie, bo podejrzewam, że Szejnert potrafiłaby napisać fascynująca książkę na każdy temat.

    The book - nie dziwię się, ze się bał. Zastanawiałam się, czytając "Wyspę klucz", czy emigranci zdawali sobie sprawę z przeprowadzanej na wyspie selekcji. Podróż do Ameryki na najniższym pokładzie była koszmarnym przeżyciem, a co dopiero jeśli u progu nowego świata zawracano Cię z powrotem, ta sama drogą, do kraju, z którego udało Ci się wyrwać. Jak oni sobie wtedy radzili??, przecież pewnie pozbyli się wszystkiego, co mieli, żeby zyskać środki na nowy start.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślałam, że to książka dobra, ale że aż tak zachwyca. No, no, koniecznie muszę poszukać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna jest, prawda? :)

    "Czarny ogród" zachwycił mnie tylko ociupinkę mniej, bo tematyka mniej moja, ale też cudowny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Izusr - zachwyca :) Też nie podejrzewałam, że aż tak, póki nie przeczytałam.

    Ysabell - prawda. Mam nadzieję, ze pani Szejnert napisze jeszcze więcej, na jakikolwiek temat :) Mój czy nie mój - teraz i tak przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. I ja chętnie przeczytam, zaraz sprawdzę w bibliotece, po Twoim opisie - warto.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku! Zapowiada się naprawdę fantastycznie. Muszę udać się z wizytą do biblioteki. Być może i u siebie ją znajdę

    OdpowiedzUsuń
  10. Beatrix i Lena - będę kibicować Waszym wyprawom do bibliotek, mam nadzieję, że uda Wam się znaleźć te pozycję :)

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...