Czytając Noblistkę

Doris Lessing
Alfred  i Emily
tłum. Anna Kolyszko
Wydawnictwo Literackie, 2009
ss. 320

Czytając Noblistkę, powinnam prawdopodobnie zapłonąć stosownym zachwytem, ale to zjawisko (samozachwytozapłon) niestety nie wystąpiło. Szczerze mówiąc, poczułam się raczej rozczarowana. Bardzo możliwe, że po prostu nie jest to najlepsza książka tej autorki, bo czytałam wiele doskonałych opinii o "Piątym dziecku" (którą zresztą nadal bardzo chcę przeczytać) i nie chce mi sie wierzyć, żeby tyle osób się myliło. Mimo wszystko, wydaje mi się, że Nobel zobowiązuje i pewien poziom Autorka powinna trzymać.

"Alfred i Emily" to na pewno książka oparta na ciekawym pomyśle. Doris Lessing przedstawia w niej historię swoich rodziców, ale nie w formie prostej biografii. Pierwsza część powieści jest fikcyjna - to alternatywna wersja dziejów Alfreda i Emily, w której nie pobierają się ze sobą, za to spełniają się marzenia z ich prawdziwego życia - matka realizuje się w charytatywnej fundacji, ojciec mieszka z żona i dziećmi na angielskiej farmie. Druga część opisuje historię tak, jak potoczyła się ona naprawdę - Alfred i Emily biorą ślub, a później wraz z dziećmi przenoszą się na farmę do Afryki, gdzie bez powodzenia próbują się dorobić, a ojciec Autorki dodatkowo zmaga się ze wspomnieniami wojennymi i ciężką chorobą.

Pomysł więc, jak widzicie, niczego sobie, ale gdybym go z góry nie znała, rzuciłabym książkę w kąt, zanim w ogóle dotarłabym do drugiej części. Uznałabym, że to marnie napisana i dość nudna powieść obyczajowa, stworzona przez kogoś, kto nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Fikcyjna historia jest bowiem niezwykle nijaka - nie skupia się specjalnie ani na życiu wewnętrznym bohaterów, ani na przebiegu ich zmyślonego życia, ani na otaczającym ich świecie. Nie znalazłam tam żadnej głębszej analizy psychologicznej. Akcja toczy się w interesujących czasach (zaczyna się w roku 1902) i dotyka ciekawych spraw, takich jak możliwości zawodowe kobiet w czasach przedwojennych, organizacja szkół dla dzieci biedoty przez organizacje charytatywne czy reakcje społeczne na wojnę serbsko-turecką. Wszystko to jednak opisane jest dziwnie powierzchownie i chaotycznie, nie pozwalając zyskać większej wiedzy na te tematy, o przywiązaniu sie do bohaterów nie wspominając. Brnąc przez tę część, myślałam poirytowana, że widać książek Noblistów nie wypada redagować, więc mogą pisać w sposób dowolnie niezorganizowany i nikomu nic do tego, gdyż to wielcy pisarze są.

Druga część wypada lepiej, czytałam ją ze znacznie większym zainteresowaniem, chociaż i ona jest dziwnie chaotyczna. Bynajmniej nie zostały w niej opisane dokładne dzieje Emily i Alfreda - są streszczone, ale niezbyt drobiazgowo. Porównanie rzeczywistych kolei ich losów z tym, jak mogłyby się potoczyć, pozwala jednak docenić nieco bardziej część pierwszą. Niemniej, najwięcej miejsca zajmuje opis życia w Afryce, na podstawie wspomnień Autorki z dzieciństwa i młodości (np. o tubylczej służbie i składnikach posiłków), a także - przede wszystkim - opis konfliktu matka-córka. Doris Lessing nie ukrywa bowiem nienawiści do matki i jest to dla niej, zdaje się, trauma tak wielka, że nieplanowo wycieka spomiędzy akapitów, dominując treść.

Podsumowując - rozczarowałam się, bo spodziewałam się znacznie więcej. Warte przeczytania były dla mnie głównie fragmenty poświęcone życiu kolonistów w Afryce, w drugiej części, bo to jest temat, który mnie akurat zawsze bardzo interesował. Poza tym jednak sądzę, że nie będę zbyt długo pamiętać treści tej pozycji.

Komentarze

  1. Mnie podobnie rozczarował "Pamiętnik przetrwania"; od tamtej pory nie sięgnęłam po żadną inną książkę tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Elenoir - a to szkoda, bo opis tej książki wydawał mi się bardzo zachęcający. z drugiej strony jednak, jak się zastanowię, nie mogę sobie wyobrazić świata postapokaliptycznego opisanego językiem takim, jakim opisano świat "Alfreda i Emily"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie z kolei "Pamiętnik przetrwania" bardzo się spodobał, za to "Szczelinę" uważam za słabą książkę. Bardzo słabą. Wygląda na to, że z Lessing raczej nierówna pisarka.

    OdpowiedzUsuń
  4. sQra - no to bedę musiała przeczytać sama i wyrobic sobie własną opinię :) Ale nie w najbliższym czasie, bo chwilowo czuję się nieco zniechęcona do tej Autorki. Ale masz rację, też mi się wydaje, że jej książki są nierówne, tym bardziej dziwi mnie Nobel.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)