27 lipca 2012

Słowniczek mola i babskie czytadła

Słowniczek mola
Co jakiś czas napotykam się na jakieś nadzwyczaj trafne wyrażenie w krótkich słowach opisujące zawiłą okołoksiążkową sprawę. Nie zapisuję ich i one gdzieś przepadają, w otchłaniach niepamięci, a szkoda. Uważam, ze powinniśmy wspólnymi siłami stworzyć słowniczek mola książkowego - co Wy na to?
Mała próbka poniżej:
  • kac książkowy  - niemożność rozpoczęcia nowej książki, bo jeszcze nie opuściło się świata z poprzedniej (znalezione tu - kto się przyznaje do autorstwa?)
  • książka pierwszego kontaktu - książka, od której najlepiej zacząć znajomość z danym pisarzem (odkryte u Zacofanego w lekturze)
  • pieszczoch blogerów - pisarz, którego wszyscy blogerzy lubią i chwalą (dobra, 90%), i wytrwale czekają na kolejną jego książkę (wyrażenie mi się ukuło przy Theorinie)
Babskie czytadła na lato
Krąży ostatnio po blogach jakaś czytadłowa akcja i nabrałam chęci zabrania głosu (co będę czekać, jeszcze mnie nikt nie zaprosi ;) ). Być może nie do końca trafiam w zasady, wybaczcie.
Czytadła babskie - bo o kobietach (ale niekoniecznie "tylko dla pań"), a na lato - bo wakacyjnie mi się kojarzą, a poza tym chętnie bym do nich wróciła, bujając się leniwie w hamaku w pięknych okolicznościach przyrody. Czytadła to dość umowna kategoria - w tym przypadku miałam na myśli książki współczesne, lekkie, od których szare komórki się nie przegrzeją, i krzepiące (żadnego rozdrapywania emocji, to koliduje z bujaniem, hamak się potem zacina ;) )*:

  1. Mary Stewart - Tajemnica zamku Valmy (bo zamek wśród lasów i ten dreszczyk emocji)
  2. Marian Keyes - Sushi dla początkujących (bo deszczowa Irlandia i krzepiąca wiara, że życie coś dobrego chowa w zanadrzu)
  3. Anne Rivers Siddons - Uciekłam na wyspę (bo wyspa i budowanie życia od nowa)
  4. Jaclyn Moriarty - Mam łóżko z racuchów (bo ciepła rodzinna atmosfera + zagadka)
  5. Małgorzata Musierowicz - Nutria i Nerwus (bo wakacje z namiotem - prawie...)
  6. Joanna Chmielewska - Całe zdanie nieboszczyka (bo wyprawa przez pół świata)
  7. Joanna Chmielewska - Większy kawałek świata (bo mazurskie jeziora)
  8. Bodil Malmsten - Cena wody w Finistere (bo leniwe popołudnia w ogrodzie)
  9. Elizabeth Gilbert - Jedz, módl się, kochaj (bo Włochy, Indie, Bali i zaczynanie życie od nowa)
  10. Alexander McCall Smith - Kobieca Agencja Detektywistyczna nr 1 (bo można w Botswanie na werandzie wypić herbatkę z ostrokrzewu w miłym towarzystwie Mma Ramotswe)
Na swój wyjazd zabieram w "papierze": dwa kryminały Marthy Grimes, których jeszcze nie czytałam, oraz książkowe powroty: "Dumę i uprzedzenie", "Jane Eyre" i punkt 9 (a po namyśle jeszcze "Ostatniego takiego Amerykanina" tej samej autorki). Ale na wszelki wypadek zapakuję także wypchanego Kundelka... Bo co, jakby mi zabrakło... ;) Do zobaczenia za 2 tygodnie :)

* Zwykle mianem 'czytadła' określam książkę, która jest łatwa w czytaniu, dostarcza rozrywki i zapomina się o niej po przewróceniu ostatniej strony. Taka literacka pierdółka. Nic ważnego, ale fajne. Niekiedy, pejoratywnie, używam tego epitetu na "dzieła", których poziom językowy nie zasługuje na lepsze określenie.

8 komentarzy:

  1. Z wymienionych przez Ciebie czytadeł jeszcze nie miałam okazji żadnego przeczytać, ale wszystko przede mną :)

    Udanego wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przesympatyczny pomysł z tym słowniczkiem. Z listy chętnie zapoznałabym się z Elizabeth Gilbert - Jedz, módl się, kochaj.
    Dla mnie "czytadła" to najczęściej książki YA, które czyta się lekko i niezobowiązująco (np. seria PLL) albo inne, które nie spędzają snu z powiek.
    Miłych wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha chyba doskwiera mi kac książkowy, bo nie mogę wziąć się za nic po lekturze Stephena Kinga xD
    Z czytadeł poczyniłam pierwsze, niestety nieudane podejście do "Jedz, módl się, kochaj" ale zabrakło mi czasu i musiałam książkę oddać nie przeczytawszy nawet strony ;c za to "Dumę i uprzedzenie" machnęłam jeszcze przed "erą Kinga" i czytało się bardzo przyjemnie :]
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słowniczek jest rewelacyjnym pomysłem!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomysł na słowniczek- świetny! Bardzo mi się podobają te sformułowania!
    Jedz, módl się, kochaj właśnie czytam. Muszę przyznać, że czegoś takiego właśnie potrzebowałam. A Jane Eyre leży na półce, pożyczona od koleżanki i czeka na swoją kolej.
    Do Twojej definicji czytadeł, dodałabym wszelakiego rodzaju książki młodzieżowe. Zdarzają się wyjątki, ale w większości przypadków, je się po prostu przyzwoicie czyta.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z listy czytadeł tak naprawdę znam tylko książkę Musierowicz - choć osobiście wolę pierwsze tomy serii. Nie przebrnęłam natomiast przez "Jedz, kochaj..." - Elisabeth Gilbert jest moim zdaniem trochę takim "pieszczochem blogerów" (posługując się słowniczkiem), ale mnie akurat zupełnie nie przypadła do gustu, przeczytałam połowę książki i odłożyłam, nie mogłam się odnaleźć w tym klimacie. Na wszelki wypadek po film potem już nie sięgnęłam...
    Udanych wakacji :-) :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Musierowicz, McCall Smith, Chmielewska - tak to zdecydowanie idealni autorzy wakacyjni. Ja bym tu jeszcze dodała "Pana Samochodzika", który mi ostatnio po głowie chodzi, choć stara baba ze mnie ;)
    Ps. A co do "Jedz, módl się, kochaj" to wydaje mi się, że film jest lepszy niż książka. Książka taka nijaka się wydaje.
    Pozdrowienia :))

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...