30 czerwca 2012

Weekendowe lenistwo z czytadłem

Czekałam na ten weekend wytrwale i z utęsknieniem, bo czuję się urobiona po pachy, częściowo na własne życzenie, bo nikt mnie nie zmusza, żebym dobrowolnie pakowała się w aktywności pozazawodowe. Ale jakoś tak samo wychodzi. Utęsknienie nie miało nic wspólnego z zakończeniem roku szkolnego. Nie jestem nauczycielką (w sumie z wykształcenia - owszem!) ani studentką, ani tym bardziej uczennicą, po prostu tak się ostatnio składało, że każdy weekend wiązał się z jakimiś zobowiązaniami, a na ten z pełną świadomością nie zaplanowałam nic. Lub może przeciwnie - z pełną premedytacją zaplanowałam jedno wielkie gigantyczne NICnierobienie.


A nicnierobienie, jak wiadomo, najlepiej wychodzi w towarzystwie nieskomplikowanej, odprężającej lektury. Czytadło musi być lekkie, ale jednocześnie nie może drażnić niedostatkiem talentu autora, dlatego mój wybór padł na Mary Stewart, która tak doskonale zaprezentowała mi się "Tajemnicą zamku Valmy". Mary Stewart pisywała książki z gatunku "romantic suspense", czyli mieszanki romansu z dreszczowcem*, przy czym - przynajmniej w przypadku tej autorki - dreszczowca jest procentowo więcej, a romans wynika niejako przy okazji. Ogromną zaletą jej twórczości jest piękny język, talent do plastycznych opisów i umiejscawianie fabuły w ciekawych miejscach. Polskie tytuły nie pozostawiają mi póki co wiele pola dla wyobraźni - "Tajemnica zamku Valmy" rozgrywała się głównie w mrocznych komnatach tegoż (oryg. tytuł: Nine Coaches Waiting), a właśnie przeczytane "Wakacje w Awinionie" - we Francji, w większości w tytułowym mieście (oryg. tytuł: Madame, will you talk?). Szczyt popularności autorka przeżywała w latach 60-80. XX w., jej powieści były tłumaczone na wiele języków. W Polsce została już chyba zapomniana (polskich wznowień brak), a niesłusznie, na szczęście za granicą nadal jest popularna i wydawana.


"Wakacje w Awinionie" to debiut Mary Stewart, powieść wydano w 1955 r. (lub 1954), a akcja rozgrywa się nieco wcześniej, może na początku lat 50., w każdym razie wspomnienie drugiej wojny pozostaje nadal boleśnie żywe. Mąż głównej bohaterki zginął jako pilot RAF, inny bohater wspomina pojmanie przez hitlerowców i transporty Żydów.

Tymczasem jednak mamy urocze słoneczne wakacje, które młoda kobieta, Charity Selborne, postanowiła spędzić we Francji wraz z przyjaciółką. Zaraz na początku pobytu w hotelu w Awinionie Charity spotyka małego chłopca, Davida, który budzi w niej sympatię. Wkrótce poznaje niewesołą sytuację dziecka. Jego ojciec został oskarżony o morderstwo, choć uniewinniono go, prawdopodobnie z braku dowodów. Dzieciak zdany jest na macochę, a obydwoje wydają się przerażeni myślą, że "tatuś" może ich odnaleźć. Charity zżywa się szybko z chłopcem i nie ma pojęcia, że tym samym pakuje się w sam środek niebezpiecznej rozgrywki na śmierć i życie.


Na początku przeraziłam się pojawieniem młodej kobiety i osieroconego chłopca - czyżby ten sam schemat co w "Tajemnicy zamku Valmy"? Na szczęście obawy okazały się płonne, bo historia potoczyła się inaczej. Wydaje mi się, że powieść jest nieco słabsza niż "Tajemnica...", w każdym razie ma dwa momenty mocno, moim zdaniem, naciągane, ale i tak czytałam ją z dużą przyjemnością. Akcja książki obejmuje tylko 6 dni, ale w tym czasie mamy okazję wraz z Charity zwiedzić spory kawałek południowej Francji (całkiem dużo się o niej dowiedziałam, choć to informacje sprzed 60 lat, więc nieco zdezaktualizowane), przeżyć kilka mrożących krew w żyłach pościgów samochodowych (w opisywaniu tychże Stewart nie ma sobie równych) oraz wiele chwil grozy i sporo zaskoczeń. Sześć dni we Francji odmieni życie sympatycznej bohaterki, a nam zapewni co najmniej jedno popołudnie rozrywki.

Na zakończenie dwa zdjęcia miejsca akcji - więcej na blogu Mary Stewart - born storyteller, założonym przez fankę pisarki.


Awinion

Pont du Gard
Mary Stewart
Wakacje w Awinionie
Madame, will you talk? (1955)
Świat Książki 2000



*Gwoli sprawiedliwości - tak naprawdę Mary Stewart jest najbardziej znana z serii o czarodzieju Merlinie i Królu Arturze, ale jeszcze jej nie czytałam.


PS. Dowód na popularność książki w krajach anglojęzycznych:


 

12 komentarzy:

  1. Tę autorkę znam z książki "Ogary Gabriela" (czy jakoś tak, pewności nie mam, bo czytałam dawno, a teraz jak na złość nie mogę znaleźć tej książki na półce). Wspominam ją miło. Właśnie to połączenie romansu z dreszczowcem spodobało mi się wtedy bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też :) Samych romansów nie trawię, a tu stanowią miłe urozmaicenie. Po 'Ogary Gabriela" na pewno sięgnę.

      Usuń
  2. Ja czytałam tylko jedną książkę autorki i była to właśnie "Wakacje w Awinionie". Wspominam ją jako bardzo miłą pozycję. Zabierałam się do niej jak do typowego romansidła, ale wątek "kryminalny" bardzo miło mnie zaskoczył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam zamiar przeczytać jak najwięcej, zwłaszcza że to idealne lektury wakacyjne. Tylko może nie będę ich czytać hurtem, żeby nie przedawkować ;) Polecam "Tajemnicę zamku Valmy" (a jak przeczytam kolejne, to może coś więcej polecę :) )

      Usuń
  3. Podoba mi się pomysł na połączenie romansu z kryminałem, gdzie jest zdecydowanie więcej kryminału. I pomyśleć, że nie znam jeszcze autorki, która pisze w tak doskonałym duchu kryminalno-romansowym. Szkoda tylko że wznowień nie ma, bo może być ciężko zdobyć ten tytul.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie nie trafiłam w bibliotekach na polskie wydania książkowe, więc może być rzeczywiście problem. Ale "Wakacje w Awinionie" zostały wydane w 2000 r., a więc nie tak bardzo dawno - wierzę, że gdzieś dasz radę upolować :)

      Usuń
  4. Zwykłe romanse z reguły mnie nudzą, dlatego lubię jak występują w połączeniu z innym, "ciekawszym" gatunkiem, np. z thrillerem lub z kryminałem. Autorkę sobie zapiszę, skoro była popularna w latach 80., powinnam ją znaleźć w bibliotece;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była popularna zagranicą w tych latach, nie wiem, czy w Polsce też. Trudno znaleźć po polsku informacje na jej temat, nawet notka na Wikipedii jest jednozdaniowa :/

      Usuń
  5. Ha. No proszę, te Ogary Gabriela mnie prześladują. Kiedy byłam nastolatką moja mam mi je dawała do czytania, a ja nic. Trzeba to będzie nadrobić. Tylk oo czym jest ta książka...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie wiem, na Ogary się dotąd nie natknęłam, ale poszukam. A jak przeczytam, nie omieszkam zrecenzować :)

      Usuń
  6. Ostatnio nie mam czasu na takie książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bywa. Ja w upały lubię lekką literaturę.

      Usuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...