25 czerwca 2012

Czego nie wiedziałam o Ani...

Myślałam, że o cyklu o Ani Shirley wiem już wszystko.  Znam go od dziecka, posiadam na własność, czytywałam setki razy, w całości albo na wyrywki. Jakież było moje zdumienie, kiedy całkowitym przypadkiem odkryłam, ze istnieją dwie wersje Ani z Szumiących Topoli.

Potrzebowałam coś do szybkiego czytania i złapałam książkę, która akurat leżała z brzegu. Traf chciał, że była to właśnie Ania z Szumiących Topoli w wydaniu Naszej Księgarni z 1981 r. Kupiłam ją niedawno, bo mi się wydawało, że mi tego tomu brakuje. Potem spojrzałam na półkę i okazało się, że jeden, w innym wydaniu, już tam stoi. Odłożyłam więc tę nowozakupioną, żeby ją odsprzedać (dlatego właśnie leżała pod ręka, zamiast przykładnie stać w otoczeniu reszty tomów). W każdym razie zaczęłam czytać i wtedy dostrzegłam uwagę na stronie redakcyjnej "Wydanie skrócone". Zaraz, zaraz, jak to skrócone? Kto śmiał skracać Anię? Przeczytałam w całości (jak zwykle wpadłam w cudny świat wykreowany przez L.M. Montgomery i przypomniałam sobie, że bardzo się za nim stęskniłam, więc pewnie nowości pójdą chwilowo w kąt, a ja odbędę podróż reminiscencyjną na Wyspę Księcia Edwarda), ale trochę mnie to skrócenie dręczyło, więc zaczęłam szukać informacji. Co się okazało?


Cały wpis na blogu 'Klasyka Młodego Czytelnika".

8 komentarzy:

  1. Lilybeth, nie sądziłam, że taka tropicielka z Ciebie ;) Świetnie, że o tym napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, ciekawe :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie miałam pojęcia o dwóch wersjach tego tomu! Ciekawa sprawa:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie mi przypomniałaś, że chyba też się stęskniłam, a wakacje to świetny czas na takie lektury :)
    I wydaje mi się, że ja czytałam właśnie stare wydanie Naszej Księgarni. Czyżby czekało mnie coś nowego do odkrycia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo prawdopodobne. Ja się właśnie dowiedziała, że z "Rilli ze Złotego brzegu" wycięto trzy rozdziały...

      Usuń
  5. Oooo, ale mnie zaciekawiłaś... Kupiłam sobie pierwszą i drugą część Ani po angielsku i też zauważyłam te różnice w imionach... (Ale pani Linde dla mnie pozostanie Małgorzatą!!!) Natomiast zaciekawiło mnie to, co napisałaś o kolejności powstawania tomów i o pominiętych fragmentach. A teraz się rozmarzyłam - uwielbiam książki Montgomery i chyba zacznę sobie je zbierać. W jakimś ładnym wydaniu. Natomiast polskie tłumaczenie poczytam sobie na wyrywki, tylko ulubione fragmenty, jak będę latem w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się marzy jakieś ładne i trwale wydanie, a polskie okładki nie bardzo do mnie przemawiają. Czytam po angielsku, więc niby bez przeszkód mogłabym zakupić jakieś oryginale i niczego niepozbawione wydanie anglojęzyczne, ale ech, taki mam sentyment do tych polskich wersji, do idiotycznie przetłumaczonych imion, do nazw pamiętanych z dzieciństwa (sam dźwięk nazwy "Zielone Wzgórze" jest zupełnie inny niż "Green Gables")... Jakoś się nie mogę zmusić.

      Usuń
  6. Ja po polsku mam wszystkie Anie i jeszcze inne książki. Ale chciałabym je przeczytać tez po angielsku, głónie w celu konfrontacji.

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...