Szepty, krzyki i głodne stado wilków


Nie oglądam horrorów z założenia, ale Szepty to nie horror, tylko klasyczna gotycka opowieść o duchach, porównywana (słusznie) do Innych. Może nie aż tak dobra, ale nadal bardzo dobra. Mamy tu wielki ponury budynek, opustoszałe komnaty, w których każdy krok odbija się echem, plątaninę ciemnych korytarzy, mgłę nad łąkami, szepty... Atmosfera idealna.

Anglia po I wojnie, ludzie nadal leczą zewnetrzne i wewnętrzne rany po tej światowej katastrofie.
Florence Cathart nie wierzy w duchy. Napisała nawet książkę na ten temat i często zajmuje się demaskowaniem oszustów, którzy zarabiają na fałszowaniu zjawisk nadprzyrodzonych. Może czasem nawet żałuje swojej pewności, bo na wojnie straciła ukochanego... Pewnego dnia zostaje poproszona o przyjazd do szkoły dla chłopców w Rookford i wyjaśnienie podejrzanych wydarzeń. Budynek, w którym mieści się szkoła z internatem, był dawniej prywatnym domem i ponoć przed laty wydarzyła się w nim tragedia, zginęło jakieś dziecko. Nic do końca nie wiadomo, ale niektórzy uczniowie twierdzą, że widzieli ducha chłopca. Tym może by sie nadal nie przejmowano (legenda krąży od dawna), ale dochodzi do tragicznego wypadku - jeden z wychowanków zostaje znaleziony martwy. Florence wyrusza, by odkryć prawdę - o szkole i o sobie samej.

Po Innych trudno jeszcze nakręcić coś świeżego, uniknąć nawiązań, ale twórcom Szeptów udało się całkiem nieźle. Klimat wyszedł doskonale, a rozwiązanie jest naprawdę zgrabne. Kilka scen uczciwie straszy i krzyki na widowni naprawdę się rozlegały, nie żartuję. Ja nie lubię bać się w kinie i jestem doskonale wyćwiczona w zamykaniu oczu, kiedy tylko wydaje mi się, że za moment nastąpi jakaś "straszna scena", a i tak parę razy podskoczyłam w fotelu.


Film miał dobrych, choć mniej znanych aktorów, m.in. Imeldę Staunton i Dominca Westa, a Florence zagrała Rebecca Hall. Licznych fanów Gry o tron może zaciekawić informacja, że w rolę małego Toma wcielił się Isaac Hempstead-Wright, czyli Bran Stark.


Pech chciał, że film obejrzałam w ramach nocnego maratonu ENEMEF, którego widzowie pozostawiali sporo do życzenia. Obok siebie miałam parę obcokrajowców, którzy z zainteresowaniem komentowali absolutnie KAŻDE zdanie padające z ekranu. Było też sporo osób, które na odgłos cudzych krzyków przestrachu wybuchały histerycznym śmiechem oraz takich, które rechotem witały każdy pocałunek lub też scenę chociaż w nastroju erotyczną na ekranie. Zdaje się, że zapowiedź "nocy horrorów" zgromadziła odbiorców niezbyt dojrzałych - wiekowo lub umysłowo. Odebrało mi to naprawdę wiele przyjemności z seansu i po raz pierwszy żałuję obejrzenia dobrego filmu w kinie.

Wielbicielom opowieści o duchach i klimatów gotyckich szczerze polecam Szepty, tylko uważnie dobierajcie współoglądaczy ;). 


Szepty / The Awakening, reż. Nick Murphy, Wielka Brytania 2011


Drugim z kolei filmem na maratonie było Przetrwanie, którego nie polecam. Film oparty na wyświechtanym schemacie "dziesięciu murzynków", za którym w kinie nie przepadam (łagodnie powiedziane). Oto samolot przewożący robotników rozbija się na Alasce. Kilku mężczyzn, którzy mieli pecha raczej niż szczęście przeżyć, musi poradzić sobie w wyjątkowo niesprzyjającym klimacie. Jakby mało było ran, mrozu i głodu, mieszkające w okolicy stado wilków oblizuje się na widok takich zapasów chodzącej żywności.

Pomysł całkiem niezły, piękne krajobrazy, kilka poruszających scen (w tym zdecydowanie przerażająca katastrofa samolotowa, którą przetrwałam ze szczelnie zamkniętymi oczami), ale całość jednak nie zachwyciła. Rozbitkowie ginęli pojedynczo z częstotliwością co 10 minut, jak w zegarku. Po trzecim zaczęłam z niecierpliwością wyczekiwać, kiedy znów wyskoczy wilk i skonsumuje następnego delikwenta, bo wiedziałam, że dopóki nie zostanie jeden (z góry wiadomo, że główny bohater, czytaj Liam Neeson, wytrwa najdłużej), film się nie skończy. Nie mam krwiożerczego usposobienia, naprawdę, a jednak widok kolejnego trupa witałam niemal z radością... Dawno się tak nie umęczyłam na żadnym filmie, gdybym oglądała go na dvd pewnie darowałabym sobie seans po pierwszym kwadransie. Film tylko dla fanów gatunku, albo tych, co nigdy nie oglądali Cube i licznych pochodnych.


Przetrwanie / The Grey, reż. Joe Carnaham, USA 2011

Kolejne horrory enemefowe to Hell i Dom w głębi lasu, ale ich nie widzieliśmy, bo jako trzydziestoletnie zgredy o godzinie 2 uznaliśmy, że nam się jednak bardzo chce spać. Ja poszłam tam tylko ze względu na Szepty, więc nie żałuję.

Komentarze

  1. Na "Szepty" mam zamiar się wybrać:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Potwierdzam - film "Przetrwanie" totalna porażka. Strasznie się tym filmem rozczarowałam. Myślałam, że mój ulubiony Liam Neeson gra tylko w dobrych filmach;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szepty ostatnio odrzuciłam, bo nie oglądam horrorów - chyba muszę do nich wrócić; natomiast Przetrwanie słabsze niż oczekiwałam - oglądałam z lekkim znudzeniem;
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy3.7.12

    :P :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)