15 listopada 2010

Klasyka kryminału skandynawskiego

Tak słyszałam i czytałam. Ponoć od tej pary szwedzkich pisarzy - Maj Sjowal i Pera Wahloo - wszystko się zaczęło. Można powiedzieć, że byli Agatami Christie skandynawskiego kryminału (płci obojga) ;D

Boom na północne zimnokrwiste zbrodnie zapoczątkowali w latach 60. XX w. 10-tomową serią, której bohaterem jest komisarz Martin Beck. Powieść "Mężczyzna na balkonie" jest trzecia z kolei. Wcześniejszych nie miałam okazji czytać, tę upolowałam w bibliotece i postanowiłam osobiście poznać pana Becka.

Maj Sjowall, Per Wahloo
Mężczyzna na balkonie
tłum. Halina Thylwe
Amber 2008

Powiem tak - nie jest to "zła" książka, w sensie źle napisanej, skonstruowanej, o marnej zagadce. Jest poprawna, zagadka jest naprawdę ciekawa, ale... Cóż, może za dużo już tych kryminałów przeczytałam, pewnie pół wieku temu to rzeczywiście musiało być coś nowego i odkrywczego. Teraz po prostu uczniowie dawno już przerośli swoich mistrzów i współcześni policjanci z rejonu Skandynawii biją swoich przodków na głowę.

Styl jest rzeczywiście bardzo chłodny, opisy skąpe - dla mnie zbyt skąpe. Nie poznałam komisarza Becka ani trochę, jego koledzy też słabo mi się rysują w wyobraźni. Jeden łatwo się wkurzał, drugi miał żonę w ciąży i to w sumie tyle. Właściwie fabula skupiała się przede wszystkim na rozwiązaniu zagadki. Dialogi wydawały mi się dość sztywne i nienaturalne, tak że czasem ciężko mi się je czytało, nie mogłam na nich skupić uwagi, chociaż nie wykluczam, że swój udział w tym miała moja wzrastająca temperatura... Irytował mnie czasem sposób zachowania bohaterów, niektórym policjantom  wyraźnie brakowało umiejętności interpersonalnych, przez co nie dogadywali się z tymi, którzy mieli informacje, a to pozwalało sztucznie przedłużyć akcję o kilka stron.

Co do samej zagadki - została ciekawie poprowadzona i dla niej doczytałam książkę do końca. Jedyny mój zarzut (chociaż nie wiem, czy do końca można to uznać za zarzut) to fakt, że ofiarami są małe dziewczynki. Doceniam, kiedy autor nie idzie na łatwiznę i nie wybiera ofiary budzącej największe współczucie u czytelnika, ale z drugiej strony - w latach 60. to pewnie nie było tak oklepane jak teraz.

Jeśli chodzi zaś o sam zarys fabuły, da się go streścić w dwóch zdaniach: W sztokholmskim parku znalezione zostają zwłoki małej dziewczynki. Komisarz Beck stara się jak najszybciej odnaleźć mordercę, słusznie podejrzewając, że może on nie poprzestać na jednej ofierze.

6 komentarzy:

  1. Czytałam "Śmiejącego się policjanta" - i już nic z tego nie pamiętam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że książki tej pary, mają specyficzny klimat, jak człowiek ma ochotę się wdrążyć to może sie bardzo podobać. Osobiście przeczytałam ''Roseanna'' i przypadła mi do gustu ta książka.Specyficzne kryminały, z pewnością.

    http://lotta-kronika-pachnacych-kartek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam jeszcze przyjemności zapoznać się z ksiązkami tej pary, ale coś czuje, że na razie wstrzymam się z wszystkimi kryminałami, bo zaczynam mieć przesyt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam pierwsze trzy części i mnie się te książki bardzo podobają, choć wiem, że są dość specyficzne ;) Będę szukać następnych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja czytałem ostatnio Wóz strażacki, który zniknął i podoba mi się klimat:) Taki trochę przypominający stare seriale kryminalne:) Dla mnie bomba!

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnes - też podejrzewam, ze mi ta książka na długo w pamięci nie pozostanie...

    Lotta - o Roseannie słyszałam wiele dobrego, jak będzie w bibliotece to si skuszę.

    Odcień purpury - ja też powoli zaczynam odczuwać przesyt chyba. Ostatnio najbardziej mnie ciągnie w kierunku literatury faktu (po raz pierwszy w życiu chyba, dotąd zawsze byłam taka... beletrystyczna ;) ).

    Caitri - jak znajdę je w bibliotece, to pewnie przeczytam więcej, bo aż taka zła ta książka nie była, żebym nie chciała więcej - ale i nie aż tak dobra (w moim odczuciu), jak miałam nadzieję.

    Podsluch - rzeczywiście, świetne porównanie, atmosfera zdecydowanie przypominała stary serial kryminalny. Dla mnie powieść nawet bardziej przypominała scenariusz filmu niż literaturę. Chętnie bym obejrzała ekranizację tej serii, jeśli takowa powstała.

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...