22 listopada 2010

Witajcie w Ankh-Morpork

Jak wspominałam w poprzednim wpisie, ostatni tydzień upłynął mi na zgłębianiu tajników ekranizacji Pratchetta - przy czym mam na myśli tylko te filmowe, nie animowane. Z tego co wiem, powstało takowych dzieł trzy: "Kolor magii", "Wiedźmikołaj" i najnowsze "Piekło pocztowe" (jeśli się mylę, proszę mi to wytknąć w komentarzach, bo chętnie obejrzałabym więcej). Słyszałam o nich do tej pory dość mierne opinie, wiec nie nastawiałam się na zbyt wyrafinowaną rozrywkę i zostałam przyjemnie zaskoczona, bo bawiłam się naprawdę dobrze.


Tu chciałam zaznaczyć, że: po pierwsze,  nie oczekuję od ekranizacji ścisłej wierności literackiej fabule - wydarzenia nie muszą się w stu procentach pokrywać, mogą być dowolnie przemiksowane, skrócone, wydłużone itd. byleby pozostawały w zgodzie z duchem oryginału. Po drugie - Pratchett jest wyjątkowo ciężki do zekranizowania, bo cały jego urok mieści się nie w fantastycznym stworzonym przez niego świecie, nie w przygodowej fabule i nawet nie w rewelacyjnych, ukrytych tu i ówdzie, odniesieniach do naszej rzeczywistości, ale przede wszystkim w fenomenalnej zdolności operowania językiem. Umiejętność ta uwidacznia się w narracji, didaskaliach, celnych komentarzach akcji, oczywiście w dialogach też, ale nie przede wszystkim, w związku z czym film, na ogół narratora pozbawiony, stoi z góry na straconej pozycji.
Biorąc to pod uwagę, uważam, że twórcom ekranizacji udało się wybrnąć z powierzonego im zadania całkiem przyzwoicie.
Zaczynając od plusów:
- filmy są trzy, ale wszystkie mają postać dwuodcinkowych miniseriali, co oznacza, że można sobie nimi wypełnić sześć wieczorów :) ;
- ostatnia część jest najlepsza - jest nadzieja, że tendencja zwyżkowa się utrzyma, więc kolejne filmy, jeśli powstaną, rokują dobrze;
- większość aktorów została naprawdę świetnie dobrana, prym wiedzie Marc Warren jako psychopatyczny skrytobójca Teatime z Wiedźmikołaja - uczciwie przeraża. Równie doskonały jest Richard Coyle jako Moist von Lipwig w Piekle pocztowym, a Claire Foy jako Adora Belle Dearheart jest wręcz lepsza niz pierwowzór literacki. Zachwycił mnie też Vetinari z Piekła pocztowego, grany przez Charlesa Dance'a (za to zupełnie nie spodobał mi się w tej roli Jeremy Irons w "Kolorze magii", nawet jeśli był wierniejszy oryginałowi). Warto też wspomnieć Seana Astina, czyli hobbita Sama z Władcy Pierścieni, w roli Dwukwiata;
Minus:
- filmy powstały dla telewizji Sky One i jako produkcje telewizyjne mają ograniczony budżet, co niestety niekiedy widać - Śmierć w "Kolorze magii" jest zdumiewająco drętwa, (dziwne, biorąc pod uwagę, jak doskonała była w "Wiedźmikołaju"), a golem Pompa 19 w "Piekle pocztowym" wyszedł... cóż... gliniano ;) Ogólnie najgorzej, według mnie, wypadł "Kolor magii" i byłam szczerze zaskoczona, kiedy zobaczyłam datę produkcji, bo myślałam, że to wczesne lata 90.

Wiedźmikołaj / The Hogfather
reż. Vadim Jean
2006

Zamierzam ponownie obejrzeć "Wiedźmikołaja" w okresie bożonarodzeniowym, bo to najlepszy film świąteczny, jaki widziałam w ostatnich latach. Szczerze :)

Fabuła
W Ankh-Morpork nie ma Bożego Narodzenia, ale jest Noc Strzeżenia Wiedźm, a w jej wigilię Wiedźmikołaj wyrusza na swoich saniach zaprzężonych w hmmm.... dzikie świnie, żeby przez kominy włazić do domów i zostawiać dzieciom prezenty. Jednak nie tego roku. Komuś zależy na tym, żeby Wiedźmikołaj został wyeliminowany ze świata, a wypełnienia tego zadania podejmuje się najlepszy skrytobójca gildii - Teatime (po polsku Pan Herbatka). Jednak sam Śmierć, który po latach obcowania (dość jednostajnego) z człowiekiem wyrobił sobie pewien rodzaj sympatii dla rasy ludzkiej, przebiera się w czerwony płaszcz, przyprawia sztuczną brodę i leci ratować magię świąt. Natomiast wnuczka Śmierci (sic!), Susan, obecnie niania dwójki przeuroczych maluchów, podejmuje walkę ze skrytobójcą.


Ocena
Czy ta fabuła nie brzmi dla Was, jak coś przeraźliwie zamotanego? Bo taka jest właśnie. A nawet nie wspomniałam o Audytorach, Bogu Kaca, Zębowej Wróżce i potencjalnym końcu świata... Przyznaję, że Wiedźmikołaj nie jest moją ulubiona częścią cyklu, więcej - jest jedną z niewielu, których nigdy nie doczytałam do końca - zbyt wiele tu skomplikowanych i nader wymyślnych teorii mających uzasadnić pomysł zgładzenia Wiedźmikołaja, a potem wybrnięcie z niego. Niemniej film jest naprawdę zaskakująco udany, z tym, że zdecydowanie lepsza wydała mi się pierwsza część, gdzie następowało zawiązanie akcji niż druga - gdzie reżyser próbował się z całego galimatiasu jakoś wyplatać (niemniej podobnie jest w wielu książkach Pratchetta - pod koniec zaczyna być po prostu wszystkiego za dużo). Muszę jeszcze raz podkreślić, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Pan Herbatka - rewelacyjnie zagrany - w sposób niewinnie szatański.

Kolor magii / The Colour of Magic
reż. Vadim Jean
2008 

"Kolor magii" powstał na podstawie dwóch pierwszych części cyklu, czyli Koloru magii i Blasku fantastycznego

Fabuła
Do słynnego na całym Dysku Ankh-Morpork przybywa pierwszy turysta, Dwukwiat. Charakteryzuje go ogromna ciekawość świata i jeszcze większa naiwność, więc podróż mogłaby się dla niego źle skończyć, gdyby nie jego podręczny bagaż - czyli kufer z myślącej gruszy - który sam porusza się na licznych nóżkach oraz jest bardzo przywiązany do właściciela, co przekłada się m.in. na pożeranie jego wrogów. Przewodnikiem Dwukwiata zostaje przypadkiem Rincewind - najgorszy mag Niewidocznego Uniwersytetu, który nigdy nie zdołał opanować żadnego zaklęcia, z wyjątkiem jednego... , które  właściwie  opanowało jego. Dwukwiat z entuzjazmem dziecka i wycelowanym aparatem pcha się w każde możliwe niebezpieczeństwo i już to wystarczyłoby, żeby Rincewind osiwiał do reszty, ale dzieje się znacznie więcej. Naukowcy chcą zbadać, jakiej płci jest Wielki A'Tuin* (w czym nasi bohaterowie odegrają doniosłą acz niedobrowolną rolę), do dysku zbliża się z ogromna prędkością rozgrzana do czerwoności gwiazda, wielka magiczna księga Oktawo, trzymana w podziemiach Niewidocznego Uniwersytetu, zaczyna zachowywać się (sic!) w bardzo niepokojący sposób, a jeden z magów ma duże ambicje by zostać nadrektorem - a może i najpotężniejszym człowiekiem na dysku.


Opinia
Seria o Rincewindzie należy do moich ulubionych, więc trudno byłoby twórcom dosięgnąć wysoko ustawionej poprzeczki. Nie było aż tak źle, jak mogłoby być, ale to jednak najsłabsza filmowa część cyklu - w mojej opinii. Z fabułą poszło nieźle, gorzej z charakterystycznym dla Pratchetta humorem. No i ta małpa... jak oni to mogli tak popsuć... a to jeden z moich ulubionych bohaterów jest, Bibliotekarz, znaczy (kto czytał, ten wie).

*Dla niewtajemniczonych - Wielki A'Tuin to żółw, który sunie przez kosmos z czterema słoniami na grzbiecie, a z kolei na grzbietach słoni spoczywa Dysk.

Piekło pocztowe / Going postal
reż. Jon Jones
2010

Bardzo lubię tę część cyklu, mimo ogólnych na nią narzekań (cudzych,  ja nie narzekam), i jestem niezwykle szczęśliwa, że nie tylko ktoś ją nakręcił, ale jeszcze do tego nie spaprał.

Fabuła
Moist von Lipwig doskonale sobie radzi jako tzw. con man, czyli po prostu oszust - przynajmniej do chwili, kiedy Lord Vetinari (zarządca Ankh-Morpork) nie postanowi go powiesić... Dostaje jednak od losu drugą szansę, która polega na odbudowaniu potęgi ankhmorporiańskiej poczty. Nie jest to proste zadanie, bo władzę nad komunikacją międzymiastową przejęły sekary (ichni telegraf), własność bezwzględnego Reachera Gilta. Poczta leży w ruinie, przywalona milionami nigdy nie dostarczonych listów, do pomocy Moist ma jedynie starego młodszego poczmistrza oraz jego niezbyt rozgarniętego pomocnika (no i golema Pompę 19, który jest jednocześnie strażnikiem Moista, pilnującym by ten wypełnił powierzone mu zadanie), a w dodatku jego poprzednicy na stanowisku zginęli wyjątkowo niesympatyczną śmiercią. Tymczasem Gilt wydaje mu wojnę, Moist poznaje niezwykłą kobietę, Adorę Belle Dearheart, która zdaje się szczerze go nienawidzić, odkrywa straszną prawdę o swojej przeszłości, na poczcie wybucha pożar, a potem – w iście hitchcockowskim stylu – wszystko zaczyna się komplikować…


Opinia
"Piekło pocztowe" jest dla mnie ekranizacją niemal idealną. Czepiać bym się mogła tylko niezbyt udanego wizualnie golema i ogólnie zredukowanej jego roli w filmie. Poza tym, mimo znacznego przerobienia oryginalnej fabuły, film był autentycznie pratchettowaty, wizualnie uroczy, wciągający i bardzo zabawny, zarówno dla mnie - fanki książki, jak i dla T., który jej nie czytał. Z chęcią do niego wrócę i to pewnie nie raz. Ogromny plus za doskonale dobranych aktorów.

12 komentarzy:

  1. Hehe, mam bardzo podobne odczucia co Ty. :) Oglądałam "Kolor magii" jakoś we fragmentach, przy okazji (leciał w tv, a więc jeszcze na dodatek w wersji z lektorem :/) i mi się średnio podobało. "Wiedźmikołaj" - przyjemny, "Piekło pocztowe" natomiast świetne według mnie. Moist jak żywy! Adora Belle - wspaniała! Ekranizacja ma pewne wady, ale ogólnie wypada bardzo dobrze.

    No a w "Wiedźmikołaju" oprócz pana Herbatki nieźle wypadli też Strażnicy - aktor grający Nobby'iego pasował jak ulał do tej roli. (Co ogólnie rzecz biorąc może być trochę niepokojące...;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ci bardzo za to, że zwróciłaś mi uwagę na te ekranizacje. Szybko zabiorę się za książki i akurat gdzieś na święta sobie obejrzę filmy. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pratchetta nie czytałam (niestety!), ale nabrałam wielkiej ochoty na Wiedźmikołaja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lili - cieszę się, że masz podobne odczucia :) Byłam bardzo zdziwiona, kiedy odwiedziłam wątek ekranizacji na jednym z pratchettowskich forum i spotkałam się z opiniami, że Piekło pocztowe jest zupełnie nieśmieszne. Już zaczęłam myśleć, że może moje poczucie humoru jest jakieś wypaczone ;)
    I masz rację, co do Nobby'ego - aż trudno było od niego oko oderwać. Ale ząbki miał chyba sztuczne, więc może ten aktor w rzeczywistości wygląda normalniej.

    Vampire Slayer - do usług :) Ja się sama bardzo późno zorientowałam, ze istnieją jakieś ekranizacje Pratchetta. A teraz mam ochotę na więcej.

    Lilithin - dobrze jest wcześniej wiedzieć, że się lubi specyficzny świat wykreowany przez Pratchetta. Zachęcam do czytania :) Ale film też polecam, mam nadzieję, że Ci się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm ja Pratcheta w postaci książkowej nie potrafię czytać. Nie wiem dlaczego - nie wchodzi mi:)
    Kolor magii oglądałem i mi się podobał:) Pozostałych filmów niestety nie widziałem i teraz mam przed sobą cel:) Teraz u mnie śnieg pada na całego a w takiej scenerii, przy gorącym kominku, filmy ogląda się po prostu bajecznie!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podsluch - a którą próbowałeś czytać? Może jakaś konkretna Ci nie podeszła? One są różne, ja jestem bezapelacyjną fanką Pratchetta, a kilka pozycji zdarzyło mi się porzucić w połowie. Niemniej, jeśli nie chcesz czytać, nie czytaj, a filmy sobie obejrzyj :) Jeśli Kolor magii Ci się spodobał, to jest szansa, że pozostałe też Ci przypadną do gustu. Gorący kominek + śnieg za oknem to rewelacyjne połączenie, zazdroszczę (kominka, śnieg mam :D )

    OdpowiedzUsuń
  7. Jednak jest mnie w stanie coś jeszcze zaskoczyć! Do tej pory uważałam się za filmomaniaczkę, aż tu nagle, głupio się przyznać, dowiaduję się, że istnieją ekranizacje Pratchetta! Dzięki za wyciągnięcie mnie ze stanu głębokiej niewiedzy;)Nadrobię swoje braki:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widziałam dwa pierwsze filmy, podobały mi się bardzo. Jeśli trzeci jest najlepszy, to zacieram ręce. Kiedyś go dopadnę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Milvanna - do usług :) Piekło pocztowe jest świeżutkie, więc miałaś prawo o nim nie wiedzieć, a pozostałe chyba nie były szeroko reklamowane w Polsce. Sama je obejrzałam z kilkuletnim opóźnieniem. Może w telewizji się pojawiały, ale nie posiadam telewizora, więc nie wiem na pewno.

    Agnes - polecam, mnie się zdecydowanie podobał najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. lilybeth

    Czytałem Kolor Magii - zmęczyłem go do końca, ale nie powiem żeby mi się podobało. Próbowałem jeszcze bodajże Wiedźmikołaja ale nie doczytałem za daleko:) Mam jeszcze plan Trzy wiedźmy spróbować może kiedyś;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja za Wiedźmikołajem nie przepadam, trzy wiedźmy są w porządku, ale też nie moje ulubione. Może spróbuj coś o straży (np. Straż! Straż!)? Ale jeśli Kolor magii Ci się nie podobał, to może jesteś po prostu beznadziejnym antypratchettowym przypadkiem ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Tego się właśnie obawiam. Tylko dlaczego tam bardzo mi się film podobał, a książkę LEDWO przeczytałem?:)

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...