Niepoprawna wielbicielka "Alicji w Krainie Czarów", zawyża poziom czytelnictwa, folguje nałogowi, uprawia tsudoku i hoduje dwa małe mole (książkowe). Poprzednia nazwa bloga (Jedz, tańcz i czytaj) zdezaktualizowała się - mam dzieci, nie mam czasu na nic, ale nadal czytam. Zamiast spać.
29 lutego 2012
Historia, która nie ma końca
Każdy pewnie zna (przynajmniej każdy w wieku zbliżonym do mojego ;)) "Niekończącą sie historię" za sprawą ekranizacji z 1984 r. (Czy gra wam teraz w głowie piosenka Limahla "Neverending stooory" la lala la la la...?)
Był sobie kiedyś chłopiec imieniem Bastian, zaniedbywany przez owdowiałego ojca, wyśmiewany przez kolegów. Chłopiec zdobył wielką tajemnicza księgę i wyczytał w niej historię Fantazjany, krainy, której grozi ogromne niebezpieczeństwo, gdyż pochłania ją nicość, a jej władczyni, Dziecięca Cesarzowa, jest nieuleczalnie chora. Na poszukiwanie lekarstwa dla niej wyruszył Atreju, z pomocą Fuchura, smoka szczęścia. Bastian kibicował jego poszukiwaniom, az w końcu sam stał się częścią niekończącej sie historii i mógł ocalić Dziecięcą Cesarzową i Fantazjanę.
Wszyscy znamy tę historię, ale to nie jest cała historia. To nawet nie jej połowa.
Ciąg dalszy recenzji na blogu Klasyka Młodego Czytelnika.
26 lutego 2012
Dzieci z lasu
Frederick Marryat
Dzieci puszczy
The Children of The New Forest
1847
Książka praktycznie niedostępna po polsku, wydano ją tylko raz - w 1931 r. - egzemplarz można zdobyć pewnie tylko w antykwariatach. Od dawna miałam na nią ochotę, a obecnie Kindle otworzył przede mną raj w postaci łatwo dostępnych, darmowych i legalnych klasyków w języku angielskim. Natychmiast skorzystałam i pierwszą książką przeczytaną na tym cudownym urządzeniu były właśnie "Dzieci Puszczy", czyli "The Children of the New Forest".
Recenzja na stronie Klasyka Młodego Czytelnika.
24 lutego 2012
O tomach, które stają się coraz grubsze...
... i naprawdę nie wiem za sprawą czego, bo nie treści. Pani Lackberg jest mistrzynią w laniu wody. Najpierw obserwujemy rozgrywające się wydarzenia, potem czytamy jak jedna osoba opowiada o nich drugiej, następnie mamy rozmyślania trzeciej osoby o ww., żeby zakończyć spotkaniem policyjnego teamu, na którym podsumowują co? - oczywiście owo wydarzenie. I tak w koło, tej no..., latarni.
W fabułę wplecione są dwie naprawdę dobre historie - o współcześnie żyjącej Annie i o Emelie - żonie latarnika z XIX w. Obie dzieją się na małej skalnej wysepce z latarnią morską, zwanej Wyspą Duchów - bo dusze ludzi, którzy tam zmarli, nigdy jej nie opuszczają. Dobre, klimatyczne, zapadające w pamięć opowieści, ale zupełnie zagubione w gąszczu nieistotnych, nudnych wątków.
Główny wątek "zbrodniczy" - morderstwo pewnego mężczyzny, Matsa Sverina, który został zastrzelony strzałem w tył głowy w drzwiach własnego mieszkania - jest nader ślamazarny i mało interesujący. Jak zwykle mamy też obyczajowy temat przewodni - jest nim strata dzieci - oraz całą masę wątków pomniejszych, np. budowę nowoczesnego spa we Fjallbace, a także dalsze losy absolutnie każdego pracownika miejscowej policji. Jak zwykle u tej autorki życie kręci się wokół rozmnażania... Jeśli nawet ktoś jest bezdzietny, to tylko przez przeoczenie.
Można przeczytać, nie trzeba.
Camille Lackberg
Latarnik
Fyrvaktaren
Czarna Owca 2011, ss. 496
W fabułę wplecione są dwie naprawdę dobre historie - o współcześnie żyjącej Annie i o Emelie - żonie latarnika z XIX w. Obie dzieją się na małej skalnej wysepce z latarnią morską, zwanej Wyspą Duchów - bo dusze ludzi, którzy tam zmarli, nigdy jej nie opuszczają. Dobre, klimatyczne, zapadające w pamięć opowieści, ale zupełnie zagubione w gąszczu nieistotnych, nudnych wątków.
Główny wątek "zbrodniczy" - morderstwo pewnego mężczyzny, Matsa Sverina, który został zastrzelony strzałem w tył głowy w drzwiach własnego mieszkania - jest nader ślamazarny i mało interesujący. Jak zwykle mamy też obyczajowy temat przewodni - jest nim strata dzieci - oraz całą masę wątków pomniejszych, np. budowę nowoczesnego spa we Fjallbace, a także dalsze losy absolutnie każdego pracownika miejscowej policji. Jak zwykle u tej autorki życie kręci się wokół rozmnażania... Jeśli nawet ktoś jest bezdzietny, to tylko przez przeoczenie.
Można przeczytać, nie trzeba.
Camille Lackberg
Latarnik
Fyrvaktaren
Czarna Owca 2011, ss. 496
22 lutego 2012
Śmierć, dziewczyna i powojenne Węgry
Powieść Magdy Szabó "Tajemnica Abigail" była prawdopodobnie jedną z najważniejszych (i najbardziej ukochanych) książek mojej młodości. Jej niesamowita atmosfera nadal mnie porywa i nie mogę odżałować, że węgierski serial nakręcony na podstawie książki nie jest dostępny z polskimi napisami.
Nie mam pojęcia, dlaczego wcześniej nie sięgnęłam po inne książki autorki, chyba bałam się rozczarowania. Teraz wreszcie się odważyłam - przeczytałam inną młodzieżową powieść Szabó "Powiedzcie Zsófice". I chociaż nie dorównała ona niedoścignionemu wzorowi "Tajemnicy Abigail", potwierdza klasę pisarki.
Cała recenzja na blogu Klasyka Młodego Czytelnika.
21 lutego 2012
Cztery kąty, a Ben w piątym
W literackiej przygodzie z noblistką Doris Lessing - dotąd niezbyt udanej - zastosowałam zasadę 'do trzech razy sztuka'. I chociaż trzecia przeczytana przeze mnie książka tej autorki będzie prawdopodobnie zarazem ostatnią, to przyznaję, że naprawdę zrobiła na mnie wrażenie.
Poprzednio czytałam "Marthę Quest" oraz "Alfreda i Emily", ale dopiero "Piątemu dziecku" udało się mnie zainteresować, poruszyć, skłonić do przemyśleń. W dodatku treść powieści znakomicie koresponduje z oglądanym niedawno filmem "Musimy porozmawiać o Kevinie".
Harriet i David to młode małżeństwo, które w szalonych latach 60. stawia opór seksualnej rewolucji i planuje wielki dom oraz gromadkę dzieci. Marzenia wydaja się spełniać, jedno po drugim przychodzą na świat urocze maluchy, wypełniając śmiechem domostwo pod Londynem, do którego każdy z radością przyjeżdża i zachwyca się panującą w nim atmosferą. Nieco chmurek pojawia się na tym idealnym firmamencie, bo Harriet czuje się wyczerpana kolejnymi ciążami, a poza tym rodzina zależna jest od pomocy teściów - finansowej i fizycznej. Małżonkowie z zapałem wprowadzają w życie swoje plany, odsuwając na bok myśl o jakichkolwiek przeszkodach. Trudności jednak odsunąć się nie pozwalają - przybywają z nowymi siłami, atakując rodzinę kolejną, tym razem niechcianą ciążą (planowano przerwę po czwartym dziecku, żeby Harriet doszła do siebie) i narodzinami "odmieńca". Mały Ben jest dzieckiem pozornie zdrowym, ale nie normalnym. Nadzwyczajnie silny, agresywny, brutalny, nie umie nawiązać kontaktu z innymi ludźmi. Spełnione marzenie Davida i Harriet zaczyna rozsadzać ich szczęśliwy dom od środka. Czy należy oddać Bena do ośrodka dla ratowania rodziny? Ale czy da się uratować rodzinę, pozbywając się jej fragmentu, udając, że nigdy nie istniał?
Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak ja bym się zachowała w obliczu takiej sytuacji. I nie wiem. Nikt nie wie, dopóki nie stanie przed równie dramatycznym wyborem. Dlatego nie oceniam bohaterów i drogi, którą wybrali. Przyznaję jednak, że nie polubiłam specjalnie ani Harriet, ani Davida. Nie podobało mi się to, że realizują swoje marzenia, domagając się pomocy od wszystkich dookoła.
Doris Lessing
Piąte dziecko
The Fifth Child
PIW 2005, ss. 142
Dlaczego uważam, że to będzie moje ostatnie spotkanie z Doris Lessing? Bo nadal nie po drodze mi ze stylem jej pisania. Książka zainteresowała mnie treścią, wciągnęła, chciałam wiedzieć, jakie będą losy bohaterów.
Ale jednocześnie - pozostałam obojętna. Obserwowałam wszystko tak, jak naukowiec obserwuje bakterie pod mikroskopem. Bez emocji. Bez współodczuwania. Czysto laboratoryjne zainteresowanie. Coś takiego jest w języku pisarki, że stawia między mną a bohaterami szklaną ścianę i nie pozwala mi się zaangażować. Po trzech książkach zwątpiłam, że kiedykolwiek sie przez tą szybę przebiję. Dlatego nie planuję kontynuować znajomości z Lessing. Niemniej "Piąte dziecko" gorąco polecam.
Poprzednio czytałam "Marthę Quest" oraz "Alfreda i Emily", ale dopiero "Piątemu dziecku" udało się mnie zainteresować, poruszyć, skłonić do przemyśleń. W dodatku treść powieści znakomicie koresponduje z oglądanym niedawno filmem "Musimy porozmawiać o Kevinie".
Harriet i David to młode małżeństwo, które w szalonych latach 60. stawia opór seksualnej rewolucji i planuje wielki dom oraz gromadkę dzieci. Marzenia wydaja się spełniać, jedno po drugim przychodzą na świat urocze maluchy, wypełniając śmiechem domostwo pod Londynem, do którego każdy z radością przyjeżdża i zachwyca się panującą w nim atmosferą. Nieco chmurek pojawia się na tym idealnym firmamencie, bo Harriet czuje się wyczerpana kolejnymi ciążami, a poza tym rodzina zależna jest od pomocy teściów - finansowej i fizycznej. Małżonkowie z zapałem wprowadzają w życie swoje plany, odsuwając na bok myśl o jakichkolwiek przeszkodach. Trudności jednak odsunąć się nie pozwalają - przybywają z nowymi siłami, atakując rodzinę kolejną, tym razem niechcianą ciążą (planowano przerwę po czwartym dziecku, żeby Harriet doszła do siebie) i narodzinami "odmieńca". Mały Ben jest dzieckiem pozornie zdrowym, ale nie normalnym. Nadzwyczajnie silny, agresywny, brutalny, nie umie nawiązać kontaktu z innymi ludźmi. Spełnione marzenie Davida i Harriet zaczyna rozsadzać ich szczęśliwy dom od środka. Czy należy oddać Bena do ośrodka dla ratowania rodziny? Ale czy da się uratować rodzinę, pozbywając się jej fragmentu, udając, że nigdy nie istniał?
Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak ja bym się zachowała w obliczu takiej sytuacji. I nie wiem. Nikt nie wie, dopóki nie stanie przed równie dramatycznym wyborem. Dlatego nie oceniam bohaterów i drogi, którą wybrali. Przyznaję jednak, że nie polubiłam specjalnie ani Harriet, ani Davida. Nie podobało mi się to, że realizują swoje marzenia, domagając się pomocy od wszystkich dookoła.
Doris LessingPiąte dziecko
The Fifth Child
PIW 2005, ss. 142
Dlaczego uważam, że to będzie moje ostatnie spotkanie z Doris Lessing? Bo nadal nie po drodze mi ze stylem jej pisania. Książka zainteresowała mnie treścią, wciągnęła, chciałam wiedzieć, jakie będą losy bohaterów.
Ale jednocześnie - pozostałam obojętna. Obserwowałam wszystko tak, jak naukowiec obserwuje bakterie pod mikroskopem. Bez emocji. Bez współodczuwania. Czysto laboratoryjne zainteresowanie. Coś takiego jest w języku pisarki, że stawia między mną a bohaterami szklaną ścianę i nie pozwala mi się zaangażować. Po trzech książkach zwątpiłam, że kiedykolwiek sie przez tą szybę przebiję. Dlatego nie planuję kontynuować znajomości z Lessing. Niemniej "Piąte dziecko" gorąco polecam.
20 lutego 2012
Cudowna zbrodnia w sąsiedztwie


Co otrzymamy po dodaniu Janeczki i Pawełka do Flawii de Luce?
Rodzeństwo Castairsów: Dinę, April i Archiego oraz mnóstwo doskonałej zabawy.
Uroczy kryminał z 1944 r., niestety w Polsce niemal zupełnie zapomniany, a szkoda wielka. Może tak by go ktoś wznowił, na fali popularności Flawii, z ładniejszą okładką (ta z różami niczego sobie, mnie się niestety udało upolować tą drugą, z nogą, która nijak się ma do treści)? Wyznam po cichu (po cichu, bo się linczu boję), że mnie nawet rodzeństwo Castairsów bliżej przypadło do serca niż Flawia. I tylko nie mogę odżałować, że autorka stworzyła o nim zaledwie jedną książkę, a że od pół wieku nie żyje, nie ma co liczyć na repetę ;)
Trójka bohaterów to 15-letnia Dina, określana przez siostrę jako "hoże dziewczę", 12-letnia April, pozornie wątła i delikatna, oraz 10-latek Archie. Rodzeństwo wychowywane jest przez owdowiałą matkę - ale jeśli wyobrażacie sobie teraz poświęcającą się dzieciom kobiecinę, to stójcie. Matka pisze kryminały, kocha swoje dzieci nad życie, ale czasem stukot maszyny "wybija" jej z głowy opiekę nad nimi. Nic to jednak, bo dzieci są dobrze wychowane, bystre i nader zaradne. Kiedy w sąsiednim domu popełniona zostanie zbrodnia, postanawiają wykryć mordercę, a zasługę przypisać matce - co z pewnością uczyni ja najsławniejszą pisarka w kraju - a przy okazji także wyswatać rodzicielkę z przystojnym detektywem.
Bohaterowie są przesympatyczni, akcja rozgrywa się w latach 40. XX w. (w Europie musiałaby to być ponura opowieść o wojnie, podczas gdy w Ameryce trudno się jej w ogóle domyślić) i ma cudownie staroświecki urok, a zagadka jest naprawdę wciągająca. Pozostaję w nieutulonym żalu, że nie będzie drugiego tomu (nowości książkowe bardzo mnie pod tym względem rozpieściły - wszystko co dobre ma szansę doczekać "dalszych ciągów"), ale z pewnością wrócę do "Róż...".
Powieść zamieściłam także na liście Klasyki Młodego Czytelnika (a recenzje na tamtym blogu), bo nadaje się doskonale zarówno dla dorosłych, jak i dla młodzieży. Gorąco polecam.
Na podstawie książki powstał w 1946 r. film pod tym samym tytułem:
17 lutego 2012
Dzień Kota
Proszę Czytelników, oto Zula. Dla Was zgodziła się odgrywać rolę grzecznego kota.
Przez jakieś 30sekund.
Przez jakieś 30sekund.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Winter is coming... Tym razem w komiksie.
Nadciąga zima – długa, mroźna i niebezpieczna. Legendy mówią o tajemniczej trującej mgle, która się wtedy pojawia, jakby głód i krwiożercz...
-
Cztery lata wierni czytelnicy Jeżycjady odczekali się na przyjazd Magdusi do Poznania. Ja też czekałam. Oczekiwanie dłużyło mi się niemi...
-
Tak! Jeśli mnie nie myli kalendarz, to właśnie dziś, 15 stycznia 2011 r. , Jedz, tańcz i czytaj kończy roczek . Pół roku temu zaliczył co...
-
Moje pierwsze zetknięcie z Jane Eyre było całkiem nieświadome. W wieku kilku lat oglądałam z rodzicami jakiś film i jedyne co z niego zapami...




