8 lipca 2011

Dobranocki dla dorosłych - część 1, czyli kobiety w opałach

Bajki nie są dla dzieci i tego się trzymajmy. Mała syrenka Andersena, którą każdy krok (na wyczarowanych nóżkach) bolał jakby stąpała po ostrzach, obcinane pięty i palce sióstr Kopciuszka, wredne macochy obtaczane nago w smole i pierzu. Można z tego zrobić słodką disneyowską wersję, ale ja wolę historię mroczną i pełnokrwistą. I - na szczęście - niektórzy filmowcy też.

Uprzedzam, że wybór filmów, który prezentuję, jest dość subiektywny - nie uwzględniłam "Ever after" z Drew Barrymore, czyli alternatywnej historii Kopciuszka, która mnie jakoś specjalnie nie zaciekawiła, ani "Alicji w Krainie Czarów" Tima Burtona, która mi się nie spodobała (recenzowałam ją już wcześniej - jako rozczarowanie sezonu zresztą). Za to w drugiej części tej notki pojawią się mroczne historie oparte na legendach raczej niż bajkach.

 A teraz usiądźcie wygodnie i posłuchajcie. Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami żyła sobie...


~śnieżka dla dorosłych~
snow white: a tale of terror

...mała dziewczynka imieniem Lilian. Jej matka zmarła w tragicznych okolicznościach, ale mała ma kochającego ojca i czułą piastunkę. Cały jej świat wywraca się jednak do góry nogami, kiedy ojciec decyduje się ożenić po raz drugi. Do zamku Lilian przybywa Lady Claudia  i jej niemy brat. Macocha jest piękna i utalentowana, ale dziewczynka nie chce jej zaakceptować. Kiedy Lilian zaczyna dorastać, Claudia zaczyna być zazdrosna o urodę pasierbicy i czuje, że traci uwagę męża. Podjudzana przez magiczne lustro,  powoli popada na tym tle w obłęd. Dramatyczne wydarzenia (których nie chcę wam zdradzać) sprawiają, że decyduje się pozbyć się Lilian. Dziewczyna ratuje się ucieczką do lasu, gdzie natyka się na siedzibę siedmiu...nie, wcale nie krasnoludków...


Jeśli chcecie się dowiedzieć, czy Śnieżka ugryzła zatrute jabłko, czy jej ukochany stanął na wysokości zadania i czy ktokolwiek wyszedł z tego żywy, obejrzyjcie :) Nie polecam tego filmu dzieciom, jego klimat jest zdecydowanie zbyt mroczny, a Lady Claudia przerażająca. Sigourney Weaver jest naprawdę dokonała w roli macochy - zresztą to chyba jedyna wersja bajki, w której macocha nie jest tylko złą wiedźmą, ale też kobietą głęboko nieszczęśliwą i powoli popadającą w obłęd.


Śnieżka dla dorosłych / Snow white: a tale of terror, reż. Michael Cohn, USA 1997



 ~baśnie tysiąca i jednej nocy~
arabian nights

...córka wezyra, Szeherezada. Jej ojciec był doradcą Sułtana, a sułtan miał...cóż... poważne problemy emocjonalne. Jego ukochana żona zdradziła go z jego bratem i próbowała zabić - w rezultacie sama zginęła, a sułtan uznał, że wszystkie kobiety są takie same. Ponieważ według wymogów prawa musiał się ożenić, żeby nie stracić tronu, postanowił zabić oblubienicę w noc poślubną. Szeherezada wiedziała o tym planie, ale sama zaoferowała siebie jako małżonkę sułtana - znała go jako małego chłopca, od tamtego czasu kochała i miała nadzieję, że uda  jej się mu pomóc. Widziała w sułtanie nie okrutnego tyrana, ale człowieka nieszczęśliwego.

Oczywiście nie pozwoliła się udusić pierwszej nocy. Zaczęła opowiadać swemu niechętnemu mężowi historię Ali Baby i bezwzględnego rozbójnika Czarnego Kody (oraz jego czterdziestu pomocników). O świcie przerwała... a sułtan, który chciał się dowiedzieć dalszego ciągu, musiał czekać do następnej nocy...


Jeśli chcecie się dowiedzieć, co zrobił Sułtan, kiedy odkrył podstęp Szeherezdy i jakie jeszcze historie od niej usłyszał, obejrzyjcie. To moja ulubiona filmowa wersja tych baśni. Mili Avital ma urzekający głos i akcent, który sprawia, że rzeczywiście wspaniale się jej słucha. To doskonała opowieść o hipnotyzującej mocy słowa. Cała historia nadaje się w sumie i dla młodego widza, ale wątek miłości brata sułtana do pierwszej żony sułtana (którego tu nie rozwinę, żeby Wam nie odbierać przyjemności oglądania) jest raczej upiorny, a sam sułtan - bardzo prawdziwy w swoim obłędzie.

Vanessa May jako ukochana Alladyna
Jason Scott Lee jako Alladyn

Baśnie tysiąca i jednej nocy / Arabian nights, reż. Steve Barron, USA 2000

~dziewczyna w czerwonej pelerynie~
red riding hood


...śliczna, młoda dziewczyna, imieniem Valerie, której babcia podarowała czerwoną pelerynę. Z kapturem ;) Valerie miała ukochanego w swojej wiosce, ale matka postanowiła wydać ją za lepszą partię. Zanim jednak będzie można myśleć o ślubie, mieszkańcy wioski muszą uporać się z okrutnym wilkiem, który po dwudziestu latach przerwy znów zaczął zabijać. Pierwszą ofiarą staje się siostra Valerie. Wkrótce w wiosce pojawi się tajemniczy Ojciec Salomon, wraz ze swoimi egzotycznymi pomocnikami, który wyjawi, że za zabójstwa wcale nie odpowiada wilk, lecz wilkołak - a jest nim prawdopodobnie ktoś z mieszkańców wioski.



Film utrzymany jest w klimatach bajkowo-średniowiecznych, a jego największym atutem są piękne zdjęcia. Z fabułą nieco gorzej - historia Valerie i jej dwóch ukochanych nieodparcie kojarzyła mi się ze Zmierzchem, a wyjaśnienie zagadki było niestety dość słabe. Z minusów wymieniłabym jeszcze nader współczesną fryzurę ukochanego Valerie (żelowaną chyba specjalnie pod nastolatki) oraz stale uchylone usta, skądinąd ślicznej, Amandy Seyfried (to jakaś nowa moda - obejrzyjcie sobie Sucker Punch - tam główna bohaterka nie zamyka ust nawet na sekundę). Mimo wszystko, jeśli ktoś lubi bajki, to - dla urokliwej strony wizualnej -  spróbować warto.


Dziewczyna w czerwonej pelerynie / Red riding hood, reż. Catherine Hardwicke, USA 2011

1 lipca 2011

Wiadomości kryminalne

Udało mi się zupełnie przeoczyć fakt, że zaczęło się lato. 
Lato z kryminałem :) 
Czyli, pisząc wprost, zaczęły się już ukazywać kryminały za 15 zł co wakacje wydawane przez Politykę i W.A.B. Ostatnio czytam znacznie mniej kryminałów, niemniej je lubię i zawsze coś z serii skubnę (chociaż, wstyd przyznać, Indriðason stoi na półce od zeszłej edycji - nadal nieprzeczytany).

W tym roku ukażą się:

1. „Z zamkniętymi oczami” Gianrica Carofiglio - 21 czerwca (wtorek)
2. „Piąta kobieta” Henninga Mankella - 6 lipca 2011 (środa)
3. „Pod Przechytrzonym Lisem” Marthy Grimes - 20 lipca (środa)
4. „Wilcza wyspa” Tomasza Konatkowskiego - 3 sierpnia 2011 (środa)
5. „Grobowa cisza” Arnaldura Indriðasona - 17 sierpnia 2011(środa)
6. „Płotki giną pierwsze” Aleksandry Marininy - 31 sierpnia 2011 (środa)
7. „Morderstwo pod cenzurą” Marcina Wrońskiego - 14 września 2001 (środa).

Obowiązkowo nabędę Mankella, bo go wielbię, a "Piątej kobiety" jeszcze nie czytałam. Po przejrzeniu opisów, recenzji na blogach itp. zdecydowałam się jeszcze na Marcina Wrońskiego. Marthę Grimes sobie podaruję, bo już ją czytałam - ale innym polecam, mnie się jej seria o Richardzie Jurym bardzo podoba. A jak przeczytam "W bagnie" Indriðasona, to może się zdecyduję na "Grobową ciszę" (albo i nie). Ostatnio udało mi się naprawdę znacznie ograniczyć nabywanie książek, pozbywanie się przeczytanych idzie mi też nieźle, więc nie chciałabym znów zagracać sobie biblioteczki pochopnymi nabytkami. 

W ogóle to nastąpiła w moim literackim życiu rewolucja i wreszcie zaczęłam czytać książki z własnych stosików. Żebyście wiedzieli, jakie tam są fajne pozycje :D Ale jeszcze parę pożyczonych się plącze - ludzie mi je pożyczają, nawet jak nie proszę. Już mi siostra zapowiedziała, że jutro mi kolejne dwie podrzuci. Może ja je w jakiś sposób przyciągam? Albo stosiki generują pole magnetyczne - słowo lgnie do słowa ;)

29 czerwca 2011

Uwielbiam Amerykańskie Południe

Do tego entuzjastycznego wniosku doszłam po lekturze Służących. Po wszystkich blogowych recenzjach, pełnych ochów i achów, nie wątpiłam, że będzie to ciekawa lektura. Okazało się, że nie tylko świetnie się czyta opowieść pani Stockett, ale i sam klimat Amerykańskiego Południa niesamowicie mi odpowiada. Cudownie było wrócić do świata znanego z doskonałych lektur poznanych podczas wyzwania: Sekretnego życia pszczół, Koloru Purpury, Boskich sekretów siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya itp. Chcę jeszcze, chcę jeszcze!

Książka opowiada historię kilku kobiet, białych i czarnych, żyjących w latach 60. w miasteczku Jackson w Missisipi. Oczami dwóch czarnych służących, Aibleen i Minny, oraz Skeeter, białej dziewczyny, która marzy o zostaniu dziennikarką (a jej matka marzy, żeby wydać ją szybko za mąż), poznajemy świat, w którym niewolnictwo już od dawna nie istnieje, ale segregacja rasowa jest boleśnie żywa. (Nawiasem mówiąc, czytam teraz Koniec jest moim początkiem Terzaniego - opisuje on swój pobyt w Nowym Jorku pod koniec lat 60. i wspomina, że sytuacja Czarnych była tragiczna. W tym liberalnym multikulturowym Nowym Jorku! To co powiedziałby o głębokim Południu?) 

Zastanawiałam się, czy mam oczekiwać drastycznej historii, bliskiej Kolorowi purpury, czy - sądząc po błękitnej okładce - raczej kobiecego czytadła. Treść okazała się wypośrodkowana. Problemy przedstawione w powieści są bardzo poważne, ale ubrane w zgrabną lekką historię. To książka o kobietach i o słodkim (ale nie dla wszystkich) świecie lat 60. Czyta się znakomicie, daje do myślenia i z pewnością chętnie do wykreowanego w niej świata powrócę.

Kathryn Stockett
Służące
The Help
Media Rodzina 2010
ss. 584

Wydawnictwu oberwie się po uszach za liczne literówki. W innych recenzjach pojawiał się też już zarzut dziwnego potraktowania tytułu - w oryginale powieść ma tytuł The Help i tak samo nazwana jest książka napisana przez Skeeter. W tłumaczeniu książka Skeeter ma tytuł "Pomoc", a powieść - "Służące". Szkoda, ale przeżyję.




Czekam teraz na ekranizację, chociaż filmu się boję - najbardziej tej tony lukru, którą prawdopodobnie oblepią całą historię. Już zdjęcia mnie przerażają, bo:
  • niezbyt urodziwa, patykowata, blada i rozczochrana Skeeter ma słodką buzię i nie można pojąć, dlaczego mężczyźni za nią nie szaleją,

  • tłusta Hilly jest, rzecz jasna, chuda,
  • niska i gruba Minny jest lekko przy kości,
  • nawet mała córeczka Elizabeth, która w ksiażce była niezbyt urodziwym tłuścioszkiem, w filmie jest uroczą blondyneczką,
  • itd.

    W Hollywood mają jakiś gigantyczny kompleks i dlatego starzy zawsze są młodsi i mniej pomarszczeni, grubi są szczupli, brzydcy są ładni i wszyscy mają białe i proste zęby ;) (Amerykańcy twórcy powinni może obejrzeć trochę kina europejskiego,  choćby szwedzkie Millenium - może wtedy odkryją, że kobiety miewają zmarszczki i bywają w różnym wieku. Niektóre nie są zbyt urodziwe, a żadna nie wygląda jak lalka.)

    Biorąc pod uwagę, co filmowcy zrobili ze wspaniałymi Sekretnym życiem pszczół i "Ya-Ya", to nie jestem pewna, czy wybiorę się do kina. Trailer utrzymany jest w kolorach cukierkowo-pastelowych i obawiam się, że może z tego wyjść słodka, pusta i kolorowa historyjka, w której głębsza treść zostanie starannie ukryta pod warstwą kremu waniliowego i kandyzowanych wisienek oraz dokładnie podlana patosem. Mnóstwem patosu. Ale trzymam kciuki, żebym się myliła :)

    28 czerwca 2011

    Przeczytane z szybkością pragnienia

    Cóż, trzeba przyznać, że moje pragnienie, żeby przeczytać kolejną książkę Laury Esquivel, zostało zrealizowane całkiem szybko, co interesująco współgra z tytułem powieści. Niestety, o ile Przepiórki w płatkach róży wzbudziły u mnie zachwyt, o tyle Z szybkością pragnienia zaowocowało dość mieszanymi uczuciami.

    Laura Esquivel
    Z szybkością pragnienia
    Zysk i ska, 2003
    ss. 160

    Zaczęło się ciekawie. Akcja rozgrywa się w gorącym Meksyku - magicznym, dzięki atmosferze typowej dla pisarzy Ameryki Południowej - w pierwszej połowie XX w. Głównym bohaterem jest Jubilo - człowiek, który miał dar przynoszenia ludziom radości oraz odczytywania ich prawdziwych myśli niczym najczulszy odbiornik.

    "Miłosne przesłanie może obyć się bez słów. Potrzebuje tylko czułych odbiorników, a Jubilo z pewnością był takim właśnie odbiornikiem. Urodził się już z owa wrażliwością: od samego początku miał w sercu zainstalowany precyzyjny detektor cudzych uczuć. Potrafił odebrać każdy komunikat, byleby tylko pochodził z czyjegoś serca. Nadawca nie musiał się troszczyć o ubranie go w słowa. Jubilo rozumiał przekaz, zanim ten zdołał przyjąć językowa postać." (s. 25-26)

    Poznajemy jego losy, kiedy sam bohater leży umierający i niezdolny porozumieć się z otoczeniem, pod troskliwą opieką córki. Żona nie chce go widzieć. Jak to możliwe, że człowiek tak obdarzony przez los zniszczył swoje małżeństwo?

    "Umiejętność ta nieraz przysparzała mu kłopotów. Ludzie nie zwykli ujawniać swych prawdziwych intencji. (...) Mówi się jedno, a robi co innego. Prości ludzie, którzy na ogół wierzą słowom, czują się zupełnie zbici z tropu, gdy czyny przeczą deklaracjom. Fałsz wpędza ich w pomieszanie, lecz co najdziwniejsze, wolą być oszukiwani, niż gdy ktoś przed nimi zdemaskuje kłamstwo. Nikt nie chciał wierzyć Jubilowi, kiedy odsłaniał on czyjeś prawdziwe intencje. Jubilo zdążył się już przyzwyczaić, że jeśli mówi prawdę, wszyscy i tak nazywają go kłamcą." (s. 26)

    Życie Jubila poznajemy dzięki wspomnieniom jego samego, jego córki Lluvii, przyjaciół z czasów młodości. Dzieciństwo, poznanie ukochanej Marii Luz, zwanej Luchą, narodziny dzieci. Powoli odkrywamy tajemnice, które pozostawały uśpione przez wiele lat. Chociażby - dlaczego na zdjęciu zrobionym dwa lata przed urodzeniem córki Lucha jest w ciąży?

    Początek podobał mi się bardzo: cudowne dziecko, babka z rodu Majów, klimat Meksyku z początku wieku. Potem niestety mój zachwyt oklapł. Po pierwsze - komplikacje w życiu Jubila coraz bardziej przypominały mi południowoamerykańską telenowelę. Po drugie - szalona miłość Jubila i Luchy objawiała się tylko w namiętnym seksie, do którego Autorka z upodobaniem nawracała co trzy akapity (bez szczegółowych opisów). W Przepiórkach w płatkach róży fizyczna namiętność też miała ogromne znaczenie, ale czuło się ją w atmosferze, a tym razem występowała jedynie w irytujących powtórzeniach. Po trzecie, Esquivel nieustannie podkreślała cudowny talent Jubila do odczytywania uczuć, ale jakoś nie widać było, żeby choć odrobinę rozumiał, o co właściwie chodzi jego żonie. Bądźmy konsekwentni - skoro pisarz przypisuje bohaterowi jakąś cechę, to niech się ona przejawia w działaniach, a nie w samych opisach.

    Podsumowując - zachęcam do przeczytania Przepiórek..., a Z szybkością pragnienia polecam tylko bardzo zainteresowanym twórczością Laury Esquivel oraz wielbicielom realizmu magicznego.

    Na zakończenie jeszcze jeden cytat, który mi się spodobał (ostatnio pcha mnie w stronę minimalizmu) - mam wrażenie, że Autorka przemyciła do książki mnóstwo własnych poglądów.

    Jubilo "zawsze uważał, że posiadanie zbyt wielu rzeczy - ubrań albo mebli - nie daje szczęścia, bo jest autentyczną niewolą. Człowiek powinien dobrze pomyśleć, zanim coś sobie kupi, bo posiadane rzeczy wymagają troski i z czasem lubią zmieniać się w tyranów: trzeba je chronić przed amatorami cudzej własności i utrzymywać w należytym stanie. Posiadanie wiąże się z pewnym uzależnieniem, a Jubilo czuł się zbyt wolny, by własnymi pieniędzmi płacić za niewolę." (s. 54)

    23 czerwca 2011

    Wyprowadzka niezwykłych kobiet ;)


    Gratuluję i proszę o mail z informacją, na jaki adres maja powędrować "Niezwykłe kobiety" (edytamo@gmail.com).

    PS. W roli sierotki wystąpił T.

    20 czerwca 2011

    ET z Karaibów


    Nie będę oszukiwać, że uwielbiam zacisza niszowych kin z ambitnym repertuarem (oraz małym ekranem i płaskim dźwiękiem). Ambitne pozycje chętnie obejrzę we własnym domu, a w kinie bywam, żeby nacieszyć się fantastycznymi zdjęciami na obrazie ostrym jak brzytwa, dźwiękiem dobiegającym ze wszystkich stron i możliwością zanurzenia się w innym świecie. (Chociaż gdyby nie kwestie finansowe, to pewnie wszystko oglądałabym w kinie, gdyż niepoprawną fanką tego przybytku jestem.) 
    W związku z tym wielbię multipleksy i zapach popcornu (chociaż nie smak, bo nie lubię słonych rzeczy ) i otwarcie się do tego przyznaję, mimo że to pewnie wstyd ;)
    A jakby tego było mało, to jeszcze bezwstydnie oglądam blockbustery ;)

    SUPER 8, reż. J.J. Abrams, 2011

    Super 8 kusiło po pierwsze intrygującym zwiastunem, po drugie rolą Elle Fanning (sporo już podrośniętą od The Lost Room).

    Nie jest to bardzo oryginalne kino, sporo w nim schematów, ale na tyle umiejętnie wykorzystanych, że nie rażą. Do tego ma ogromy urok starych filmów - akcja osadzona jest w latach 70. i klimatem bardzo przypomina ET. Bohaterowie to także grupka dzieciaków żyjących w czasach, kiedy nieodłącznym atrybutem małolata był rower, a nie komputer. Twórcy zgrabnie przeplatają wątki półsieroctwa, konfliktów między przyjaciółmi, pierwszej miłości z poczuciem zagrożenia w obliczu niewyjaśnionego niebezpieczeństwa. Jak to u Amerykanów bywa - mieszają się: akcja, śmiech i wzruszenie.


    Ogląda się to na tyle dobrze, że mogę nawet wybaczyć twórcom kilka wyraźnych nieprawdopodobieństw fabularnych (ciężarówka, która czołowo wykoleja pędzący pociąg, a jej kierowca pozostaje w jednym kawałku? no kidding). Mali aktorzy są tak rewelacyjni, że choćby dla nich warto obejrzeć ten film.




    Ale o czym film jest, nie powiem Wam - lepiej zobaczcie zwiastun. Twórcy nie zdradzili w nim zbyt wiele i ja też nie będę odbierać Wam przyjemności samodzielnych odkryć :)



    PIRACI Z KARAIBÓW: NA NIEZNANYCH WODACH, reż. R. Marshall, 2011

    Z kolei o czym jest ten film wiedzą chyba wszyscy.


    W czwartej części pirackich przygód nie ma już tandemu Orlando Blooma i Keiry Knightly, być może z korzyścią dla akcji. Jack Sparrow wbrew własnej woli, ale za to w towarzystwie uroczej (z wyglądu, bo jej charakter do najsłodszych nie należy) Angeliki alias Penelopy Cruz, wyprawia się na poszukiwania Fontanny Młodości. Po drodze oczywiście napotka przygód co niemiara oraz paru starych przyjaciół i wielu starych wrogów.


    Jestem umiarkowaną fanką serii, za to gorącą fanką Johnny'ego Deppa w roli. Jacka. Bez niego te filmy straciłyby trzy czwarte uroku, natomiast nawet razem z nim są dobre, ale szału nie czynią. Ta część nie odbiega specjalnie jakością od poprzednich - jest ładnie, kolorowo, zabawnie. Ogląda się bezwysiłkowo i jeszcze łatwiej zapomina. 


    Mimo że tajniki fabuły zupełnie już pogubiły się w mojej pamięci, to z pewnością na długo zapamiętam - rewelacyjne moim zdaniem - syreny. A dla Jacka Sparrowa wybiorę się pewnie i na kolejne części.


    19 czerwca 2011

    Podróż sentymentalna po Europie

    Z okazji Dnia Dziecka był wpis o polskich książkach mojego dzieciństwa. Teraz chciałam Was zabrać w nieco dalszą podróż i wspomnieć o kilku bardzo dla mnie ważnych książkach dla dzieci Autorów z różnych krajów Europy. Wiadomo, że większość z nas czytywała to samo: L.M. Montgomery, F. Hodgson Burnett, E.H. Porter, A. Lindgren, A.A. Milnego, L. Carolla, C.S. Lewisa, M. Twaina, J. Vernego i całą tę cudowną klasykę. Jednak i wśród mniej znanych książek trafiały się prawdziwe perełki, bez których moje dzieciństwo nie byłoby pełne i które z pewnością podsunę własnym (a może i cudzym ;) ) dzieciom.

    NORWEGIA
    Kjersti, Babiis Friis Baastad

    Kjersti czeka niecierpliwie na wielkie i wspaniale wydarzenie - pierwszy dzień w szkole. Równie mocno (no może troszkę mniej) czeka na narodziny siostrzyczki. Ma już co prawda młodszego brata, ale to nieznośny rozrabiaka - siostrzyczka, to co innego.
    Wszystko jednak idzie nie tak.Wredny samochód, który uderza w Kjersti, kiedy ta przebiega przez ulicę, psuje wszystko. Dziewczynka trafia do szpitala, gdzie czeka ja długie leczenie, a kiedy wreszcie idzie do szkoły, pozostałości po wypadku - blizna na twarzy i problemy z wymową - zamieniają marzenie w koszmar.
    Mądra i ciepła książka, przydatna także rodzicom. Pozwala przypomnieć sobie, że mali ludzie mogą mieć bardzo duże kłopoty.

    NIEMCY
    Nasza babcia, Ilse Kleberger

    Janek, Brygida, Ingeborga, Henryk, Piotruś i Malec Pieselangowie nie są bogaci, ale mają coś, czego zazdroszczą im wszystkie dzieci w okolicy. A raczej kogoś - cudowną i zwariowana babcię, która jeździ na wrotkach i łyżwach, ma dopinany warkocz, zna się na dobrym wychowaniu, ale jest młoda duchem i rozumie swoje wnuki jak nikt inny.
    Polecam gorąco, wspaniała książka. W dodatku dopiero przy pisaniu tej notki odkryłam, że Nasza babcia, to pierwsza książka z całej serii. Na polskim rynku jest dostępna jeszcze druga - Wakacje z babcią. Ale co z resztą tomów? Chyba będę się musiała nauczyć niemieckiego...

    CZECHY
    Tajemnica wiklinowego koszyka, Marketa Zinnerova

    Nie znalazłam niestety w internecie zdjęcia polskiej okładki (w sensownej rozdzielczości), ale był na niej ten uroczy jamniczek poniżej.
    Bohaterka Tajemnicy... ma na imię Klarka. To kolejne dziecko z radosnymi przygodami i całkiem dorosłymi problemami. Rodzice Klarki i jej młodszy braciszek mieszkają w Pradze, ale w swoim małym mieszkanku nie są w stanie zapewnić opieki córce, dlatego Klarka mieszka na wsi z babcią. Babcia jest wspaniała i Klarka jest u niej bardzo szczęśliwa, ale tęskni za rodziną i czuje się odrzucona. Jej najbliższy przyjaciel, Władek, też nie ma lekko - jego ojciec właśnie wyprowadził się z domu. Wcześniej zdarzyło mu się już wyjeżdżać do pracy, ale Władek czuje, że teraz to co innego. Podobno mieszka z inną panią i będą mieli dziecko. 
    Czechy, wtedy jeszcze Czechosłowacja, to dzięki tej książce żelazna pozycja na liście moich podróży. Do Pragi może nawet dotrę jeszcze w tym roku :)



    WĘGRY
    Tajemnica Abigail, Magda Szabo

    Tej pozycji chyba nie muszę przedstawiać, bo jeszcze - na szczęście - nie została zapomniana. Chociaż obawiam się, czy pamięć o niej nie żyje głównie na blogosferze. Nie ma chyba żadnego wznowienia tej książki, a szkoda.
    Akcja dzieje się w ponurych latach II wojny światowej, w której Węgry walczyły po stronie Niemiec. Gina, córka wojskowego, zostaje przez ojca umieszczona na pensji im. biskupa Matuli. Szkoła prowadzona jest miejscem niemal zupełnie odciętym od świata, a do tego niezwykle konserwatywnym. Gina, która trafia tu ze swojego radosnego, kolorowego świata, wbrew własnej woli, zupełnie nie potrafi się odnaleźć - zwłaszcza że szkolną karierę rozpoczyna od skłócenia się ze swoja klasą. Czy może pomóc jej Abigail, kamienny posąg ze szkolnego ogrodu, który ponoć spełnia życzenia? A nawet jeśli pomoże na szkolne kłopoty, to co z poważną sprawą - wojną, która zaczyna wdzierać się nawet za grube mury Matuli.
    Niezwykła książka - niewiarygodnie prawdziwa, wciągająca, poruszająca. Jeśli nie przeczytałyście za młodu, nadróbcie to koniecznie.

    ANGLIA
    Przygoda przyjeżdża pociągiem, Edith Nesbit

    Edith Nesbit należy w sumie do klasyków, o których wspomniałam we wstępie, ale mam wrażenie, że do najbardziej znanych jej książek należą Pięcioro dzieci i coś oraz Feniks i dywan. Ja natomiast upodobałam sobie Robertę, Phyllis i Petera, rodzeństwo, które z nieznanych im przyczyn musi się wyprowadzić z pięknego domu w Londynie i przenieść się na wieś, do chaty w pobliżu stacji kolejowej. Najwyraźniej nagle stają się biedni. A najgorsze jest to, że ich ojciec wyjechał, nie wiadomo dokąd i dlaczego, a kiedy pytają o to mamę, robi się smutna. W nowych, pozornie nieprzyjaznych warunkach, rodzeństwo przeżyje wiele fantastycznych przygód, nawiąże nowe przyjaźnie i odkryje prawdę.
    Przyznaję bez bicia, że dopiero jako osoba dorosła zrozumiałam, co się stało z ojcem dzieci. Wcześniej zupełnie nie łapałam aluzji ;)


    POLSKA
    Wśród polskich książek jest jeszcze kilka, o których nie wspomniałam w poprzedniej notce, a które znałam niemal na pamięć (i nadal pamiętam) - jak choćby Godzina pąsowej róży. Na szczęście jest to pozycja nadal znana i wznawiana.

    Słoneczko i Kocia mama, Maria Buyno-Arctowa

    Z kolei o cudownych książkach Marii Buyno-Arctowej z okresu międzywojennego pamięć powoli zamiera. Słoneczko tak silnie zapadło mi w pamięć, że pamiętam nawet pierwszy kontakt z ta książką - chyba w drugiej klasie podstawówki koleżanka czytała ja podczas przerwy. Tak mnie zachwycił ten blondwłosy aniołek na błękitnej okładce, że natychmiast ją pożyczyłam, a potem dostałam od rodziców własny egzemplarz. Nie pamiętam, czy przedtem czy potem pojawiła się u mnie Kocia mama, ale miałam inne wydanie niż to na zdjęciu, z pięknymi ilustracjami Anny Stilo-Ginter (Słoneczko też ona ilustrowała).

    Tytułowe Słoneczko to Marysia, przemiłe młode dziewczę, które - osierocone przez matkę - zostaje przygarnięte przez jej przyjaciółkę. Niestety, kobieta ta jest bardzo chora i żyje w nędzy wraz z trójką nie najlepiej wychowanych dzieci. Marysia ma jednak dar ulepszania świata wokół siebie i powoli zamienia zaniedbaną ruinę w przytulny domek. Czy jednak z dziećmi opiekunki pójdzie jej równie łatwo? Najwyraźniej nieco starsza od niej Hanka jest jej zaprzysięgłym wrogiem i nie cofnie się przed niczym, żeby pozbyć się "przybłędy".

    Bohaterka Kociej mamy natomiast wychowuje się w kochającej rodzinie, w całkiem zamożnym domu. Niestety, jej gorąca miłość do kotów nie przez wszystkich domowników jest podzielana. Książka porusza ważne kwestie, ale jest lżejsza i weselsza niż Słoneczko.

    Buyno-Artcowa napisała jeszcze sporo książek i bardzo bym je chciała przeczytać, niestety zdobycie ich graniczy z cudem :( Szkoda, że książki, które oprócz opowiadania ciekawej historii, mówią o wartościach i wskazują właściwą drogę, nie są już popularne.


    Dolina Klonowego Liścia, Ewa Przybylska

    Ta niezbyt chyba znana książka to naprawdę trzy części wydane w jednym tomie: W Dolinie Klonowego Liścia, Wakacje w Dolinie Klonowego Liścia i Koniec wakacji w Dolinie Klonowego Liscia, czyli Klub Samotnych Detektywów. Opowiada o losach kilkorga dzieci, żyjących w tytułowej Dolinie. Janek ma trzech braci: Mietka, Łukasza zwanego Ino Powoluśku i Bartosza (mamine Sreberko), który miał być dziewczynką. Ku żalowi ojca nie mają żadnej siostry. Z kolei inny mężczyzna ma córkę - Paulinę (oraz syna Mariusza), ale zupełnie tego nie docenia. Żal po stracie żony topi w alkoholu i dzieciom grozi sierociniec. Są jeszcze przyjaciele Janka, nowy ksiądz, który krzyczy basem, ale ma dobre serce, ciotka Rozalia, Pan, czyli nauczyciel, zakochany w Danieli, oraz dwie przyjezdne, matka i córka, obie rude, które wzięły się nie wiadomo skąd. A także mnóstwo innych postaci, które składają się na zbiorowy portret małego miasteczka - czasem wesoły, czasem bardzo smutny, ale niezmiennie ciepły. Bardzo krzepiąca książka, dobra nawet na dorosłą chandrę.

    Winter is coming... Tym razem w komiksie.

    Nadciąga zima – długa, mroźna i niebezpieczna. Legendy mówią o tajemniczej trującej mgle, która się wtedy pojawia, jakby głód i krwiożercz...