Some are born to Endless Night

To chyba najbardziej kontrowersyjna książka Tokarczuk. Czytałam sporo recenzji tej powieści i gama odczuć była w nich niespotykana - od zarzutów "mierności i płycizny" po zachwyt. Nie będę Was trzymać w niepewności i wyjaśnię od razu - ja czuję wyłącznie zachwyt. Fantastyczna książka.

Olga Tokarczuk
Prowadź swój pług przez kości umarłych
Wydawnictwo Literackie 2009

Ubrana w kryminalny kubraczek historia okrucieństwa ludzi wobec zwierząt. Na płaskowyżu, w odludnej osadzie w pobliżu Kotliny Kłodzkiej, mieszka starsza pani Janina Duszejko. Życie w bliskim kontakcie z naturą bywa piękne, ale i bardzo ciężkie. Najgorsza jednak dla bohaterki jest świadomość, że piękne dzikie zwierzęta są nieustannie zagrożone przez bandę wąsatych facetów, którzy uganiają się z nimi ze strzelbami, pod sztandarem tradycji i dbania o przyrodę. Kiedy myśliwi zaczynają ginąć w tajemniczych okolicznościach, pani Duszejko podejrzewa, że być może zwierzęta wreszcie zaczynają brać odwet...

Nie dziwię się wcale, ze książka wzbudza tak różne opinie. To, co jest potrzebne do jej pozytywnego odbioru, to współodczuwanie - z główną bohaterką i ze zwierzętami. Ludzie, którzy uważają, że ziemia została nam dana dla naszej przyjemności - razem z całym inwentarzem, który możemy wykorzystywać wedle uznania - pewnie odczytają tę powieść jako zlepek dziwacznych idei nawiedzonej staruszki. Dla mnie to swoisty protest song przeciw temu jak urządzony jest świat - jak sami go urządzamy. Mogę się pod nim podpisać obiema rękami. Nie jem mięsa, a zwierzęta stawiam często wyżej niż ludzi. Dla mnie sprawa jest prosta - przykazanie mówi "nie zabijaj". Nie: "nie zabijaj ludzi", tylko "nie zabijaj". Nikogo. Nie będę pisała nawet, co sądzę o myśliwych, bo musiałabym użyć całej masy niecenzuralnych słów. Ciężko mi się czytało fragmenty o polowaniach... O morderstwach popełnianych na ludziach jednak łatwiej, a na myśliwych - bez większego problemu (bo w końcu, kto mieczem wojuje...).

Irytuje mnie zarzucanie autorce, że napisała książkę o ekologii i wegetarianizmie, bo to chodliwy temat. Myślę, że napisała o tym, co głęboko odczuwa. Czytałam na papierze własne myśli - nie da się tego stworzyć, jeśli nie potrafi się tego czuć. Drażni mnie także zarzucanie powieści, że nie jest to thriller idealny - myślę, ze nie takim miał być, bo nie o znalezienie mordercy w nim chodziło. To tylko forma. Zresztą jako kryminał też mi się czytało świetnie i nie mam mu pod względem fabuły nic do zarzucenia.

Zachwyciła mnie też konstrukcja głównej bohaterki - jednej z tych starszych pań, która przez osoby z zewnątrz odbierana jest jako typowa dziwaczka (bredzi o astrologii, bombarduje listami policję, rzuca się z pięściami na myśliwych), ale która wzbudza sympatię, jeśli pozna się ją "od środka" (książka napisana jest w pierwszej osobie, możemy więc śledzić tok myślenia bohaterki). Śmieszyły mnie zarzuty recenzentów, że Tokarczuk promuje astrologię, a także że widzi Czechy jako raj. Zachwyty nad Czechami były - w moim odczuciu - myśleniem życzeniowym (z pełną tego świadomością) na zasadzie: "gdzieś tam przecież musi być lepiej, a ludzie muszą być mądrzejsi". Też czasem próbuję w to uwierzyć, ale przeważa u mnie poczucie, że cały świat to jedno bagno...

Pozostaję bezkrytyczna wobec Tokarczuk,a "Prowadź swój pług..." z pewnością nabędę na własność - ciężko mi się rozstać z egzemplarzem bibliotecznym.

P.S. Po raz pierwszy dzięki tej powieści zetknęłam się z twórczością Williama Blake'a. Z pewnością będzie to znajomość kontynuowana z mojej strony.

“Every Night and every Morn
Some to Misery are born.
Every Morn and every Night
Some are born to Sweet Delight,
Some are born to Endless Night”
― William Blake, Songs of Experience

Komentarze

  1. O, jak się cieszę, że odebrałaś tę powieść tak samo, jak ja i wyraziłaś tutaj wszystko to, czego ja nie umiem! I że chciało Ci się polemizować z negatywnym odbiorem tej lektury.
    Pierwszy jej egzemplarz miałam z biblioteki, przeczytałam go w kilka dni, ale jeszcze przez miesiąc przepisywałam cytaty. Ta powieść ma tyle głębi i tyle prawd o życiu, człowieku, świecie... Niesamowicie ubogaciła moją czytelniczą duszę. Zbudowała i zburzyła.
    Ktoś, kto sprowadza ją do tendencyjnej powieści o ekologii, biednych zwierzątkach i dziwacznych wynurzeniach zboczonej astrolożki, nie odbiera jej we właściwy sposób. A tan kryminalny płaszczyk, jak to ślicznie ujęłaś, to tylko taka maska. I zarazem świetny koncept fabularny.
    Po jakimś czasie wygrałam powieśc w konkursie i mam ją na półce. I nie oddam nikomu...:)

    Podpisuje się pod każdym Twoim słowem i tchnę w monitor swój entuzjazm :-)
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i cieszę się, ze nie jestem osamotniona w odbiorze :) Książka wzbudziła we mnie tak poważne uczucia, że nie udało mi się ich nawet w małym ułamku wyrazić w tym tekście. To przekracza moje twórcze możliwości. Chciałabym napisać więcej i więcej, ale... chyba zamiast czytać moją recenzję, lepiej po prostu czytać książkę ;)

      Usuń
  2. No to ja jestem jedną z tych, którzy bardziej lub mniej narzekali ;) Nie podobało mi się głównie to, że w tej książce gorsze jest zabijanie zwierząt niż ludzi. "Nie zabijaj" - tak, nikogo. A główna bohaterka przeciwstawia się zabijaniu zwierząt, mordując ludzi. I dla mnie w tym nie ma logiki.

    I może nie jestem nastawiona wystarczająco ekologicznie. Rozumiem ogólne przesłanie, niby tak, ale nie jestem wegetarianką i raczej nie będę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ultramaryna - zaspoilerowałaś... W mojej odpowiedzi też będzie SPOILER. Główna bohaterka była raczej z tych, którzy przekładają zwierzęta nad ludzi. A zresztą czym innym jest zabić niewinnego człowieka, a czym innym mordercę. W jej mniemaniu zabijała w obronie zwierząt, które same obronić się nie mogły. Tak to rozumiem.

      Usuń
    2. Masz rację, to był SPOILER, przepraszam, nie powinnam bez uprzedzenia. Ja rozumiem to podejście i je szanuję (zwracam się też do Oleńki ;)), ale mnie to wciąż jednak zgrzyta.

      Usuń
  3. UWAGA - SPOILER!
    Ultramaryna - ja myślę, że po to właśnie jest ów płaszczyk kryminalny. Jak kryminał, to trupy muszą być. Jest kryminał, jest zabawa, jest zaskoczenie, powieść jest atrakcyjna i wciągająca. I nie można tego brać tak dosłownie. Duszejko ma swój motyw. I masz rację, nie jest w porządku, ale - czy ludzie, których ukarała, też są w porządku? Myślę jednak, że Tokarczuk, wykorzystując konwencję kryminału, chciała nam jednak powiedzieć coś znacznie ważniejszego... Fakt - to przewrotne. Jednym się podoba, innych razi.

    Prymat wyższości ludzi nad zwierzętami? - owszem. Ale nie tak bestialsko, nie w takim wykonaniu, bez żadnych zasad.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się ta książka podobała, ale akurat nie za te elementy, które były u Tokarczuk nowe i nieco eksperymentalne - konwencja kryminału czy przesłanie proekologiczne. Powiem tak - w porządku że są, ale równie dobrze mogłoby ich nie być, ani mnie ziębią ani grzeją :) Podobała mi się natomiast za to wszystko, co u tej pisarki jest zawsze, za język, sposób widzenia świata, nieszablonowość. Janina Duszejko była jedną z tych cudownych bohaterek, w których ciągle żyje dziecko, ciekawskich, otwartych na wszelkie choćby najbardziej egzotyczne teorie i pomysły, tłumaczących świat na swój własny sposób. I wydaje mi się, że niezależnie od tego jak bardzo Tokarczuk będzie literacko eksperymentować, zawsze ten charakterystyczny rys, duch jej powieści pozostanie, więc ja wszystkie jej książki łykam w ciemno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się pod Twoim komentarzem podpisać - "język, sposób widzenia świata, nieszablonowość" to właśnie to, co uwielbiam w Tokarczuk, w każdej jej powieści. Ta jeszcze dodatkowo przemówiła do mnie tematem, ale pewnie i bez tego byłabym wniebowzięta :)

      Usuń
  5. Lilybeth, mój komentarz będzie podobny do komentarza Oleńki. Ta książka jest wyrazem wszystkich moich myśli i odczuć, podobnie jak Twoja recenzja. Jestem pewna, że sama lepiej bym tego nie napisała.
    Czytałam "Prowadź swój pług przez kości umarłych" z wypiekami na twarzy i od tamtego czasu jest jedną z najważniejszych książek które przeczytałam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja najwyraźniej z tych co nie zrozumieli :) O TUTAJ

      Usuń
    2. Kurczę, a mnie się nawet wykłady o Blake'u podobały, no. Pewnie sama skończę jako taka niesympatyczna baba :D

      Usuń
    3. Tak, nie zrozumiałeś ;P

      A tak serio - dla mnie tak, jak sympatyzowałam z Wolandem i jego świtą w "Mistrzu i Małgorzacie", tak samo polubiłam panią Duszejko. Fakt, że jej postawa franciszkańska nie jest, ale powiedz, czy słusznie nie demaskuje pewnych rzeczy?
      I to jest właśnie klucz do polubienia bądź nie - całej powieści. Albo polubimy panią Duszejko, albo też i nie. Właściwie powinnam się zżymać - jak może tak rękę na kościół katolicki podnosić i propagować jeszcze jakieś satanistyczne praktyki astrologiczne. I wmawiać, że zwierzę jest od człowieka ważniejsze...!!! A ja ją lubię.

      Usuń
    4. rr-odkowa - to jedna z takich książek, o których wiem po przerzuceniu ostatniej strony, że po prostu muszę przeczytać ją jeszcze raz. Muszę wrócić do wykreowanego w niej świata, bo to jest trochę mój świat. Rzadko mi się to zdarza.

      Usuń
    5. Oleńka - właśnie tak to jest, że jeśli nie sympatyzuje się choć odrobinę z bohaterką i jej ideami, to ciężko polubić książkę. Czytelnik staje wtedy po drugiej stronie barykady, usadawia się w tej komendzie, do której znów przyszła wariatka i zawraca głowę. Poza tym właściwie nie dziwi mnie, że książką nie budzi jakiegoś szalonego entuzjazmu - nie dlatego, ze jest zła fabularnie, ale dlatego, że mówi o niewygodnych prawdach. Ludzie nie lubią, kiedy im się uświadamia rzeczy, o których jest im nieprzyjemnie myśleć. Lepiej udawać, że albo się nie dzieją, albo dzieją się, bo taka jest tradycja i to jest w porządku.

      Usuń
  6. Książkę czytałam i należę do tych, którzy jeśli nie popierają postawy Duszejko, to na pewno z nią sympatyzują. Nie optuję za karą typu "oko za oko", ale taki właśnie epizod w powieści Tokarczuk - kontrowersyjny - zwraca uwagę na to, jak często Ci, co chwalą świętość (ludzkiego) życia zapominają, że zwierzęta to nasi bracia mniejsi:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem przekonana, czy to do końca "oko za oko", przynajmniej w rozumieniu głównej bohaterki. Myśliwi zabijają dla sportu i przyjemności. Usuwanie ich z tego padołu było nie tylko zemstą, ale też sposobem na zapobiegnięcie dalszemu zabijaniu. Wydaje mi się, ze nie chodziło o proste - ty zabijasz, to zostaniesz zabity. Ale może to moja interpretacja jest tylko :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)