Zmierzch kryminału skandynawskiego

Nie wiem, czy sprawiły to moje wygórowane oczekiwania po "Nocnej zamieci" tego autora oraz po recenzjach wychwalających "Zmierzch" jako jeszcze lepszą książkę Theorina, a może ogólny przesyt skandynawskimi zbrodniami, ale przeczytałam tę powieść bez większego entuzjazmu.

Johan Theorin
Zmierzch
Wyd. Czarne 2008

Niby była dobra. Zagadka ciekawa (zniknięcie małego chłopca, które po latach ma szansę znaleźć wreszcie wyjaśnienie). Świetnie odmalowana atmosfera opustoszałej wioski na Olandii. Nie ma się do czego przyczepić i sama nie wiem czemu nie spełniła moich oczekiwań. Jakoś niespecjalnie mnie wciągnęło to, co się działo z bohaterami. Akcja mnie interesowała, ale nie budziła emocji. Przeczytałam ją kilka tygodni temu i w sumie już za bardzo jej nie pamiętam.

Warto przeczytać dla uroku Olandii. Wielbicielom skandynawskich klimatów powinna się spodobać. Sama pewnie sięgnę po kolejne powieści Theorina. Ale w odniesieniu do "Zmierzchu" pozostanę taka beznamiętna...

PS. Sam gatunek mi się nie przejadł. Czytam teraz Indridasona. Islandzkie bagno wciągnęło mnie z głową. Żałuję, że nie mam "Grobowej ciszy".

Komentarze

  1. Z literatury skandynawskiej wolę obyczaj - bardzo dobra jest "Poniedziałki z Fanny" Evandera.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie teraz też literatura skandynawska i nieśmiertelny Larsson oraz tom drugi Millenium.
    Słyszałam już o Theorinie i bardzo chciałabym bliżej zapoznać się z tym panem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że "Zmierzch" Ci się nie spodobał :( Mnie bardzo poruszył, ale może dlatego, że jestem mamą małego chłopca :) Ale książki Therina nie są jednak "czystymi" kryminałami. Ciekawe, jaka będzie "Smuga krwi" - jego trzecia książka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Agata Adelajda - nie czytałam. W sumie czytam mało typowych powieści obyczajowych, ale moja ukochana ksiażka skandynawska podchodzi właśnie pod tą kategorię - "Wyspa dzieci" Pera Christiana Jersilda.

    Claudette - ja Larssona mam już za sobą, za to na półce czekają jeszcze dwa tomy Mankella :)

    Kaye - to nie tak, że mi się nie spodobał. Dobrze się go czytało, ale jakoś tak się nastawiłam na więcej. Od "Nocnej zamieci" nie mogłam się oderwać i miałam nadzieję, że tym razem będzie tak samo albo lepiej. Ale takiego napięcia nie doświadczyłam. Może dlatego, że w sumie od początku wiadomo, co stało się z chłopcem? Też jestem ciekawa "Smugi krwi" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też cenię sobie skandynawskie kryminały - ale to, że się lubi nie oznacza, że każdy musi przypaść do gustu :) Udanej lektury kolejnych!

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro podobały Ci się wcześniej skandynawskie kryminały, a ze Zmierzchem wyszło tak nie za bardzo, to obstawiałabym jednak przesyt podobną w sumie lekturą. Jakby zrobić zestawienie, to te książki są pisane wg podobnego schematu: chłodny klimat, północne krajobrazy i zagadka z przeszłości, często molestowanie dzieci i/albo przemoc seksualna.
    Zmierzch czytałam jako jeden z pierwszych z gatunku i bardzo mi się podobał, z każdym następnym skandynawskim kryminałem było gorzej, myślę, że wzór tracił świeżość. Może i u Ciebie w tym tkwi przyczyna?

    OdpowiedzUsuń
  7. Z książką w wannie - jasne, że nie :) Ale na Theorina bardzo liczyłam, bo poprzednia jego książka zrobiła na mnie duże wrażenie.

    Ewa - myślę, że tak. Uważam, że "Zmierzch" jest naprawdę dobry w swoim gatunku, a jednak z każdą stroną myślałam sobie, że przecież to już było - i ten typ ludzi, i ta atmosfera, i niespieszny sposób prowadzenia akcji... Dlatego staram się dawkować sobie skandynawskie kryminały i czytam je od czasu do czasu tylko, obficie przeplatając zupełnie inną literaturą.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)