Zimno, ciemno, niepokojąco

Zdarza Wam się czasem zakochać w książce od pierwszego zdania? Mnie się właśnie zdarzyło.

"Jest wyjątkowo zimno, minus osiemnaście stopni, pada śnieg; w języku, który nie jest już moim językiem, ten śnieg to qanik."

I już wiedziałam, że trafiłam...

Peter Hoeg
Smilla w labiryntach śniegu
Świat Książki, Warszawa 1996







Spotkanie ze Smillą nie było jednak randką w ciemno. Ekranizację tej powieści (Biały labirynt, 1997) z Julią Ormond oglądałam kilka razy, a w Gabrielu Byrnie, grającym Mechanika, prawie się zakochałam ;) Bardzo chciałam przeczytać pierwowzór, ale jakoś się nie złożyło, bo książka była trudnodostępna. W bibliotekach nie znalazłam, wznowień nie było. Ostatnio, po przeczytaniu na którymś blogu kolejnej świetnej recenzji, doszłam do wniosku, że po prostu muszę... Przekopałam allegro, znalazłam, zakupiłam i zatonęłam w fabule (3Z ;) ).

Co mnie w tej książce urzekło? Najbardziej chyba atmosfera. Mroźna i niepokojąca. Z biegiem akcji jest coraz zimniej, śnieżniej, mroczniej. Coraz więcej zagadek i niebezpieczeństw, coraz niższa temperatura - i jedno, i drugie przyprawia o dreszcze. Akcja toczy się początkowo w zimowej Kopenhadze, a jakby tam było za ciepło, przenosi się na ponury statek, z dziwną załogą i tajemniczą misją, który płynie na Grenlandię, żeby tam, w tym białym lodowym labiryncie, doszło do ostatecznego rozstrzygnięcia.

Bohaterka książki to Smilla, z pochodzenia Grenlandka, zmuszona (w pewnym sensie) do życia poza ojczyzną, czterdziestolatka o gorącej krwi i nieugaszonej tęsknocie za światem, który już nie jest jej. Tryb jej życia trudno nazwać stabilnym, ale po śmierci pewnego małego grenlandzkiego chłopca rozsypie się do reszty. Śmierć Esajasa to prawdopodobnie wynik wypadku, ale Smilla nie potrafi w to uwierzyć. Kiedy zaczyna doszukiwać się prawdy, staje w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa.

Bardzo polubiłam wyrazistą Smillę, a za Grenlandią, której nie znam, tęskniłam tak, jak ona, która się tam urodziła. Oprócz świetnie poprowadzonej fabuły, nastroju i bohaterów, doceniłam tę powieść również jako źródło wiedzy o Grenlandii i ludziach stamtąd, a także o grenlandzkiej mniejszości w Danii - tych, którzy zostali wyrwani z bezkresnych białych równin i rzuceni w szary labirynt miast.

Książkę bardzo gorąco polecam, film zresztą też (o ile pamiętam, były fabularne różnice między nimi).


Biały labirynt (Smilla's Sense of Snow), reż. Bille August, 1997
Trailer można znaleźć tu.

Komentarze

  1. Powieści, które w ten sposób oddziałują na czytelnika- porywając całkowicie w nieznany mu świat, takie, które zaprzątają myśli i których nastrój przenika przez skórę i wywołuje drżenie rąk i szybsze bicie serca, należą do moich ulubionych. Chyba każdy z nas ceni w literaturze właśnie tą zdolność wytwarzania określonych emocji, manipulowania nimi.
    A powieść przesiąknięta chłodem, śniegiem i zagadką, chyba mimo powierzchownych skojarzeń, nadaje się jak najbardziej na jesienny wieczór- ja mam niezwykłą ochotę na taką opowieść, która porwie mnie całkowicie, wchłonie i nie pozwoli odejść :) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, kiedyż ja to czytałam! Ech, książka rzeczywiście niezwykle urzekająca, chciałabym do niej wrócić.
    Niestety film był plaskaty i niestrawialny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo książka, jedna z tych, co to je kocham - za atmosferę i klimat. Cudo, powiadam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach te pierwsze zdania :)
    Nie wiem, czy mogę odbyć podróż z tą książką,bo jestem okropnym zimorodkiem i mogę nie przeżyć zderzenia z tak lodowatą atmosferą :)
    Poważnie jednak, na pewno sięgnę, bo gęsią skórkę już mam nogach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Boję się zimy, ale strasznie mnie zaintrygowałaś i książką i filmem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie słyszałam o tej książce, więc dziękuję za recenzję - zaintrygowałaś mnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Film kojarzę jak przez mgłę (choć bardziej adekwatnym stwierdzeniem, biorąc pod uwagę książkę, byłaby zamieć śnieżna). O samej książce nie miałam pojęcia. Tytuł mi obcy i autor również. Krew uderza mi do głowy, gdy myślę o wszystkich genialnych książkach, które odeszły w zapomnienie i chowają się przede mną gdzieś w ciemnych antykwariatach... Uwielbiam budowanie tła tak sugestywnego, że z łatwością dociera do świadomości, czy podświadomości czytelnika. Lubię chłód i niepokój, choć tylko w druku, w szarych linijkach tekstu. Książka taka mroźna, ale ja pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ala - świetnie nadaje się na jesienny wieczór. A na zimowy jeszcze lepiej :)

    Agata Adelajda - mnie się film podobał, ale oglądałam go ostatni raz bardzo dawno temu, więc nie wiem, jak bym go teraz odebrała.

    Agnes - świetna jest Twoja recenzja. Napisałaś wszystko to, czego mnie się nie udało :)

    Biedronka - sięgnij, sięgnij, hartować się trzeba :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Grendella - ja lubię zimę i w rzeczywistości, i w książkach. Tylko, że w książkach lubuje się w ekstremalnych mrozach, śniegach i zawiejach, a w życiu preferuję wersję pocztówkową (sanki, bałwanki, te sprawy) ;)

    Z książką w wannie - gorąco polecam! :)

    Kasia - właśnie dlatego lubię na blogach czytać recenzję "starości" (jako przeciwieństwo nowości), które łatwiej przeoczyć, bo nie krzyczą z każdej strony kolorowymi okładkami, a kryją się wśród nich perły.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Z wizytą u Sienkiewicza. Cztery Marie.

Królewna Śmieszka

Literatura na ekrany! - Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza (cz. 2)