8 maja 2011

Polowanie na schemat

To ciekawe, że największe literackie odkrycia i największe literackie porażki zawsze dotyczą polskich autorek. Do największych odkryć mogę zaliczyć "Wyspę klucz" Małgorzaty Szejnert i "Na plebanii w Haworth" Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, natomiast do megaporażek "Wypadek na ulicy Starowiślnej" Lucyny Olejniczak, do której właśnie dołączyła Ewa Stec ze swoim "Polowaniem na Perpetuę". Jest to o tyle wytłumaczalne, że te dwie książki należą chyba do nurtu "chick-lit" (chociaż z kryminalnym wątkiem - przynajmniej w założeniu), a nie jest on na ogół pisany przez panów-autorów, a po zagraniczny chick-lit praktycznie nie sięgam, więc rozczarowanie musiało skupić się na Polkach.

Zapowiedź "Polowania na Perpetuę" brzmiała kusząco: "Książka dla tych, którzy kochają powieści obyczajowe i kryminały doprawione szczyptą świetnego dowcipu. Kiedy Agata znajduje prezerwatywę w samochodzie męża, podejrzewa zdradę. Postanawia ratować małżeństwo za pomocą... pasa do pończoch i trzech par szpilek. Ale wszystko komplikuje Perpetua, piękna jak anioł kolumbijska zakonnica."
Kryminał doprawiony szczyptą dowcipu skojarzył mi się z Chmielewską, a że jej książki znam już na pamięć, chętnie znalazłabym jej nowszy odpowiednik. Recenzje były bardzo pozytywne. Niestety ja na Perpetuę przestałam polować w okolicy strony 73. Całość liczy sobie 300.

To, co wydarzyło się na tych siedemdziesięciu stronach z powodzeniem dałoby się streścić na dziesięciu. Akcja była tak przeraźliwie schematyczna, że rozbolały mnie zęby. Bohaterka znajduje w samochodzie prezerwatywę i podejrzewa męża o zdradę (schemat), mąż ostatnio jest zapracowany i ma nową asystentkę z silikonowym biustem i kusą spódniczką (schemat), bohaterka za to ma wredną teściową, która kocha tylko swojego pieska (schemat) oraz kilka "zwariowanych" przyjaciółek, z których każda reprezentuje inną postawę życiową: uwodzicielska singielka, Matka Polka itp.(schemat do kwadratu). Czułam się jakbym czytała historię z czasopisma typu "Z życia wzięte" - różniła się tylko długością. Całość była niby napisana z przymrużeniem oka, ale zabrakło odrobiny oryginalności i świeżości. W okolicach str. 73 synek bohaterki wkłada głowę między pręty jakiegoś parkanu i nie może jej wyciągnąć, co jest schematem znanym i powtarzanym od czasów L.M.Montgomery, w dodatku tutaj wywołuje nic nie wnoszącą do akcji, w założeniu zabawną, a w rzeczywistości zupełnie pozbawioną realizmu scenę i poczułam, że dłużej już nie mogę. Niech za Perpetuą ugania się ktoś inny.

W planach mam jeszcze Irenę Matuszewską, Małgorzatę Gutowską-Adamczyk oraz "Zielony trabant" Katarzyny Gacek i Agnieszki Szczepańskej. Ciekawe, jakie bedą wrażenia.

PS. Sięgnęłam po lżejszą pozycję, bo ostatnio się zastopowałam w czytaniu. Mam zaczęte kilka książek, właściwie wszystkie mi się podobają, ale z żadną nie posuwam się do przodu. "Nazywam się Czerwień" Orhana Pamuka - świetna, ale gruba, więc czytam, czytam i nadal nie dotarłam nawet do środka ;). "The children's book" A.S. Byatt - zaczyna się rewelacyjnie, ale objętościowo tez niczego sobie, w dodatku mam paperbacka z drobnym druczkiem. "Angeologia" D. Trussoni - to audiobook, a ostatnio nie mam czasu słuchać, w dodatku początek trochę się dłuży, ale zobaczymy co dalej. "Zabójca z cesarskiego grodu" Collete Lovinger-Richard - kryminał z czasów napoleońskich zaczyna się intrygująco i chyba zostanie zastosowany do likwidacji zastoju.

12 komentarzy:

  1. Powiem Ci, że jak dla mnie największą porażką jest "Droga ślepców" M. Dryjera, a i "Łóżko" Wiśniewskiego nie było dla mnie jakąś tam wybitną lekturą:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie ksiązka bardzo się podobała ;) Szczególnie od pojawienia się tytułowej Perpetuy :)
    Mam chyba po prostu słabość do Ewy Stec :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja bym chciała przeczytać jej tak zachwalany "Klub matek swatek" :). Tych schematycznych książek na ogół staram się unikać, ale są przecież chwilę kiedy właśnie po nie chcę sięgać, tylko i wyłącznie po nie, zwłaszcza jeśli napisane są z humorem. Małgorzatę Gutowską-Adamczyk polecam, nie wiem jak wypadają jej wcześniejsze powieści, ale "Mariola..." i "Cukiernia..." (tom 1, bo tylko ten czytałam, póki co ;D) są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Stec czytałam "Klub matek swatek" i całkiem mi się podobało, ale nie miałam też wielkich oczekiwań ;)
    Zazdroszczę Byatt!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja ostatnio nie mam ochoty na takie proste i zabawne książki, w ogóle nie przepadam za tego typu literaturą. W książce szukam czegoś więcej niż odpoczynku i relaksu. Poza tym wprost nie cierpię książek opartych na takich schematach, więc cóż, nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lena - żadnej nie znam. Po "Drogę ślepców" nie sięgnę - pomysł wydaje mi się za bardzo ściągnięty z "Drogi" McCarthy'ego. A do Wiśniewskiego jakoś mnie nie ciągnie.

    Isabelle - sama Perpetua była jedyną nieschematyczną postacią w całym tym towarzystwie, ale nawet dla niej nie byłam w stanie czytać dłużej ;)

    Izusr - ja też jestem ciekawa "matek swatek", a w ogóle to bardziej chciałam przeczytać "Romans z trupem w tle", ale obecnie czuję się dość zniechęcona do tej autorki. Lekko i z humorem - tak, schematy - nie nie nie. Gutowskiej-Adamczyk mam obie, więc już niedługo się przekonam :)

    Lilithin - oczekiwań tez wielkich nie miałam, byle było interesująco, a nie było. Zabawnie też nie, przez ten wspomniany brak dowcipu. Żart słyszany po raz setny już nie śmieszy, a tu wszystko już było. Może matki swatki są lepsze?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ala - zdecydowanie nie sięgaj, tym bardziej jeśli nie przepadasz za lekkimi pozycjami :) Ja zwykle przeplatam mądre i inspirujące lektury z lekkimi i zabawnymi. W jednej ręce Noblista, w drugiej kryminał ;) Tym razem się nie udało.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lekko zdziwiona9.5.11

    @Lena173
    "Powiem Ci, że jak dla mnie największą porażką jest "Droga ślepców" M. Dryjera"

    Hmmm. A w recenzji na blogu piszesz:

    "Muszę przyznać, że debiutancka powieść Marka Dryjera pt.: "Droga ślepców" zauroczyła mnie swoją przedmiotowością już od pierwszego spojrzenia na całość lektury. Z niewiadomych mi przyczyn przypadł mi do gustu opis tej książki, a rewelacyjna okładka zwieńczyła dzieło związane z moimi czytelniczymi planami na najbliższe godziny."

    "Osobiście nie żałuję spotkania z dziełem Marka Dryjera i być może jeszcze kiedyś sięgnę po napisaną przez niego lekturę."

    To w końcu zauroczyła, czy to największa porażka?

    OdpowiedzUsuń
  9. Na swój sposób zauroczyła, bo nigdy wcześniej nie spotkałam się z tego typu książką. Jeśli zaś miałabym oceniać tą książkę całościowo, to okazała się moją największą porażką. Nie mniej jednak nie żałuję tego, że po nią sięgnęłam. W końcu człowiek nie zawsze zagłębia się w lektury, które go w pełni satysfakcjonują i nawet ;) Zdaję sobie sprawę, że moja recenzja zabrzmiała dosyć dwuznacznie w stosunku do mojego komentarza :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lekko zdziwiona9.5.11

    @Lena173
    Obawiam się, że w dalszym ciągu nie rozumiem, ale to chyba nie jest takie ważne w momencie gdy książki raczej nie zamierzam czytać. Nie podoba mi się wykorzystywanie cudzej popularności i dopisywanie na siłę dalszego ciągu książce, która moim zdaniem absolutnie tego nie wymaga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że Małgorzata Gutowska-Adamczyk powinna Ci się spodobać, tzn. jej "Cukiernia pod Amorem", bo wcześniejsze książki są baaardzo banalne dla wczesnych nastolatków a "Marioli..." nie czytałam.

    Jeśli chodzi o schemat to jest to pójście na łatwiznę i naprawdę nie rozumiem po co pisać, coś co już było tysiąc razy...
    Jednak na czytadła też jest popyt, więc jeśli ktoś lubi niech czyta.

    A tak poza tym, czy wszystkie książki z P.S. czytasz/ słuchasz na raz ? Jeśli tak to podziwiam, bo sama nie umiałabym się skupić na tylu fabułach ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyjemnostki - akurat teraz tak mam, że czytam kilka naraz (te które wymieniłam, plus jeszcze jedna której nie wymieniłam, bo o niej zapomniałam, i plus taka, którą dostałam po napisaniu tej notki :D), ale to dlatego, że na żadnej nie mogę się skupić, więc zaczynam kolejną. Często czytam jednocześnie więcej niż jedną książkę, ale nie aż tyle. To wynik kryzysu ;)

    OdpowiedzUsuń

Japońska sztuka walki z chorobami

Mam za sobą cztery miesiące nieustannych chorób. Nic oryginalnego, przeziębienia, katarki, zapalenie uszu, no, jedna runda grypy (o Zeusie, ...